Anita Gargas: Donald Tusk ponosi przynajmniej polityczną odpowiedzialność za prywatyzację akcji Ciechu

fot: youtube.com

Panowie określali Donalda Tuska „kierownikiem” nie tylko dlatego, że był premierem. Wiedział o wszystkich planowanych transakcjach, które miały związek z budową zaplecza jego obozu. Miał również wiedzę o wszystkich ważnych z punktu widzenia polskiej racji stanu informacjach pochodzących ze służb specjalnych. Było wiadomo, że przeciwko tej prywatyzacji opowiada się część środowisk związanych z gospodarką

— mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl Anita Gargas, autorka programu Magazyn Śledczy.

wPolityce.pl: Agenci CBA zatrzymali 6 osób ws. prywatyzacji Ciechu. Co pani sądzi o tych działaniach organów państwa?

Anita Gargas: Oceniam te zatrzymania jako nieuchronny ciąg zdarzeń. Już parę lat temu wyszły na jaw nagrania i inne fakty dotyczące kulisów prywatyzacji akcji Ciechu. Wiadomo więc było, że skala nieprawidłowości przy tej transakcji była tak duża, iż musiało dojść do śledztwa i pociągnięcia do odpowiedzialności osób, które stały za tą prywatyzacją. Przypomnę, że chodzi o pakiet kontrolny akcji niezwykle ważnej spółki. Nabywca pakietu zaczął w dużym stopniu kontrolować nasz przemysł chemiczny. Rząd POPSL dokonał zbycia tych akcji w momencie, kiedy spółka Ciech była po restrukturyzacji i jej akcje rosły. Spółka miała znakomite perspektywy rozwoju. Nie było więc żadnego powodu, żeby Skarb Państwa pozbywał się naszego „srebra rodowego”.

Przed przejęciem Ciechu doszło do zakulisowych uzgodnień pomiędzy potencjalnym beneficjentem tej prywatyzacji, czyli Janem Kulczykiem i jego współpracownikami, a tymi, którzy tę prywatyzację mieli przeprowadzać, czyli przedstawicielami resortu Skarbu Państwa. Najwyraźniej wszystko odbywało się za wiedzą samego Donalda Tuska. Panowie, co słychać na taśmach nagranych przez kelnerów w Pałacyku Sobańskich i restauracji „Sowa i przyjaciele”, określali premiera mianem „kierownika”.

Czy Donald Tusk mógł odegrać jakąś rolę w tej aferze?

Panowie określali Donalda Tuska „kierownikiem” nie tylko dlatego, że był premierem. Wiedział o wszystkich planowanych transakcjach, które miały związek z budową zaplecza jego obozu. Miał również wiedzę o wszystkich ważnych z punktu widzenia polskiej racji stanu informacjach pochodzących ze służb specjalnych. Było wiadomo, że przeciwko tej prywatyzacji opowiada się część środowisk związanych z gospodarką. Pojawiały się głosy krytykujące cenę za jedną akcję, która miała obowiązywać przy tej transakcji. Podkreślano, że jest zaniżona. Nie było żadnych powodów, żeby tę strategiczną spółkę w ogóle zbywać, a poza tym nic nie przemawiało za tym, by sprzedawać ją za tak niską cenę. O tym wszystkim wiedzieli premier Donald Tusk, szef CBA Paweł Wojtunik i minister skarbu Włodzimierz Karpiński. Lista osób ponoszących odpowiedzialność przynajmniej polityczną w tej sprawie jest znacznie dłuższa. Przed sprzedażą wokół spółki Ciech budowano przychylny dla transakcji klimat: że firma jest kulą u nogi, bo wiecznie wymaga dofinansowywania, i najlepiej pozbyć się jej, by nie obciążać Skarbu Państwa. Klimat był robiony pod publiczkę, bo spółka po restrukturyzacji nie miała żadnych problemów.

Zastosowano metodę znaną z innych prywatyzacji.

Tak. Teraz z perspektywy czasu możemy powiedzieć, że głównym pomysłem na uzdrowienie sytuacji gospodarczej w Polsce za rządów POPSL było wyprzedawanie „rodowych sreber”, czyli prywatyzacja tych ostatków akcji, które zostały we władaniu Skarbu Państwa. Nie starano się przeprowadzać sanacji firm, które miały ewentualnie kłopoty, czy zablokować wyprowadzanie pieniędzy. A przecież dało się to przeprowadzić, co widać po działaniach premier Beaty Szydło i premiera Mateusza Morawieckiego.

Czy Donald Tusk powinien być objęty śledztwem w sprawie Ciechu?

Ponosi przynajmniej odpowiedzialność polityczną za to, co się wówczas stało. Nie wiem, jakim materiałem dowodowym dysponują obecnie śledczy. Do zbycia pakietu kontrolnego akcji Ciechu doszło za poprzednich rządów. Wtedy pole do popisu miał szef CBA Paweł Wojtunik oraz ówczesne ABW i prokuratura. Ale nie zadziałały, jak należy. Po zmianach w tych instytucjach wprawdzie postępowania ruszyły z miejsca, ale po dłuższym czasie trudniej kompletuje się materiał dowodowy potrzebny do postawienia komuś zarzutów. Nie wiem, jakim materiałem dowodowym będzie dysponować ostatecznie prokuratura, ani jakie dowody udało się zebrać CBA. Jak wynika z ujawnionych nagrań rozmów podsłuchanych w „Sowie i przyjaciołach” oraz w restauracji w Pałacyku Sobańskich, wiedza Donalda Tuska była szersza, co nakazuje śledczym zbadanie jego roli.

To znaczy?

Dochodziło do uzgodnień, do których nie powinno było dochodzić przed transakcją. O sprawie wiedziało szersze grono osób. Jak mówili ci, którzy dyskutowali przy restauracyjnym stoliku: „kierownik” dał zielone światło. Należy teraz przełożyć to na język dowodowy. Osoby, które działały wówczas na szkodę Skarbu Państwa i przekraczały swoje uprawnienia również w celu osiągnięcia prywatnych korzyści majątkowych i osobistych powinny ponieść odpowiedzialność. Po naszych programach, które w 2015 r. robiłam wspólnie z Cezarym Gmyzem, Jan Kulczyk pozwał nas do sądu. Po jego śmierci proces kontynuowały dzieci oligarchy. To pokazuje pewien klimat, który był wokół tej sprawy.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ