Chcą, by odszedł z „Iustitii”, bo kandyduje do do KRS. Teraz szukają na niego haków. Sędzia z Poznania trzyma w szachu kastę!

sady_11_1.png

Wciąż apelują o poszanowanie prawa, chcą bronić demokracji i wolności wypowiedzi, o niezawisłości i niezależności sędziowskiej nie wspominając! Ale jak przychodzi co do czego, pokazują zupełnie inną twarz. Mowa o stowarzyszeniu Sędziów Polskich „Iustitia”, która od dwóch lat toczy wojnę z legalnym rządem w Polsce i usuwa ze swojego grona niepokornych sędziów. Ale trafił swój na swego! Sędzia Marek Jaskulski jest wiceprezesem poznańskiej „Iustitii” i należy do komisji rewizyjnej stowarzyszenia. Jednocześnie kandyduje do Krajowej Rady Sądownictwa i to z pozycji sędziego rejonowego! Na nic zdały się więc naciski, by odszedł z sędziowskiego stowarzyszenia. Dlatego atakuje go „Gazeta Wyborcza” i „koledzy”.

 

Po decyzji sędziego Jaskulskiego o kandydowaniu do Krajowej Rady Sądownictwa poznański oddział „GW” natychmiast napisał os sędzim dwa artykuły, mimo, że wcześniej, dziennikarzy Michnika, nie interesował skromny sędzia z Poznania. Materiały GW mają negatywny wydźwięk. W jednym z nich wyczytać możemy o rzekomych „słabych” statystykach kandydata do KRS. Podobne wyniki uzyskuje jednak większość polskich sędziów.

Ale wśród załączników znajdujemy także dane statystyczne o pracy Jaskulskiego. Wynika z nich, że średnio zaskarżany jest co szósty jego wyrok. – To niedużo, ale też nie należy przywiązywać do tego wielkiej wagi. U innych sędziów wygląda to podobnie – mówi nam, prosząc o anonimowość, jeden z poznańskich sędziów.

– czytamy na temat „zarzutów” wobec sędziego w poznańskiej „Gazecie Wyborczej”.

 

Z naszych informacji wynika z kolei, że „koledzy” Jaskulskiego z „Isustitii” wywierają na nim olbrzymią presję, by odszedł ze stowarzyszenia. Ten jednak nie chce odejść! Podobno przekonywano go, by usunął się z „Iustitii” nawet w trakcie ubiegłotygodniowego XXIII Zwyczajnego Zebrania Delegatów Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia w Mszczonowie! Wszystko na nic! Sędzia nie zamierza odejść z „Iustitii”, nie zrezygnuje także z kandydowania do Krajowej Rady Sądownictwa.

Jaskulski trafił nawet na „czarną listę” kandydatów do KRS, którą „Iustitia” zamieściła na swojej stronie internetowej.

„Hejterom” z korporacji sędziowskiej ciężko znaleźć na swojego kolegę poważnego. Szczególnie, że Jaskulski ma nienaganny życiorys. Jest wnukiem ,hallerczyka” , który po powrocie z Armią Hallera z Francji , wziął udział w  wojnie 1919 roku z Ukrainą , a później z bolszewikami. Jako licealista,po wprowadzeniu stanu wojennego, brał udział w akcjach ulotkowych na terenie szkoły czy też w „milczących przerwach” oraz udział w demonstracjach 3 Majowych. Został tez pobity przez milicję.

Jest jeszcze jeden powód, dla którego kasta sędziowska nie wyobraża sobie, by Jaskulski trafił do elitarnej KRS. Od niemal 30 lat, Jaskulski pracuje na tzw. „pierwszej linii” sądownictwa”. Nie należy do elity, nie udziela wywiadów w „gazecie Wyborczej”, jak sędziowie Tuleya i Łączewski. Nie ma nic wspólnego z „książętami sędziowskimi”, którzy dotychczas „rządzili” radą. W KRS nie było miejsca dla przedstawicieli sądów rejonowych, których traktowano jak sędziów gorszej kategorii, a Jaskulski orzeka właśnie w takim.

 

Sędziowie pokroju Jaskulskiego to największe zagrożenie dla kasty. Świetni praktycy, z bardzo dużym doświadczeniem, nie są zainteresowani polityczną bijatyką „Iustitii” z rządem. Chcą mieć jednak wpływ na kształtowanie sądownictwa, szczególnie, że to właśnie sądy rejonowe są najbardziej obciążone pracą. Czego boi się kasta sędziowska? Świeżej krwi i niepokornych.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ