Czarnecki: “Pragmatyczny Berlin wie lepiej od Paryża, że nie da się utrzymać projektu europejskiego bez współpracy z Polską”

fot: youtube

Pragmatyczny Berlin, lepiej niż mocno ideologiczny Paryż, wie, że na dłuższą metę nie uda się utrzymać projektu europejskiego bez partnerskiej i podmiotowej współpracy lidera Unii, którym są Niemcy, z liderem regionu – Polską

— mówi portalowi wPolityce.pl Ryszard Czarnecki, europoseł PiS.

wPolityce.pl: Za nami spotkanie premiera Mateusza Morawieckiego z kanclerz Angelą Merkel. Jakie będą konsekwencje tego spotkania?

Ryszard Czarnecki, europoseł Prawa i Sprawiedliwości: Dobrze, że do niego doszło. Choć nie jest prawdą, że to pierwsze spotkanie tych szefów państw, bo do pierwszego doszło podczas Rady Europejskiej w Brukseli, ale tamto musiało być krótkie. W latach 2007-2015 premier Tusk i premier Kopacz za wszelką cenę unikali rozmowy o różnicy zdań, protokole rozbieżności. Dziś jest inaczej. Premier Morawiecki nie ukrywał, co jest sprzeczne w naszych interesach. I uważam, że słusznie. Nie ma co ukrywać prawdy. Trzeba pokazywać, co jest wspólnym mianownikiem, a co nas różni. Dzisiaj potwierdziło się, że różni nas chociażby kwestia gazociągu Nord Stream 2. Chodzi też o kwestie gotowości do wypełnienia zobowiązań wobec NATO. Jest też sprawa reparacji wojennych. Z polskiej strony chodzi tu nie o sam fakt, że te reparacje nam się należą, a o to , w jaki sposób i kiedy zostaną zrealizowane.

Co w takim razie jest wspólnym elementem?

Wspólna może być kwestia prac nad budżetem Unii Europejskiej, choć Niemcy stosują medialne przecieki ws. potencjalnego szantażowania Polski powiązaniem oceny praworządności w naszym kraju z wysokością przepływów unijnych.

Istnieje taka możliwość?

Pod względem formalno-prawnym nie ma żadnego instrumentarium, by jakiemukolwiek państwu Unii Europejskie zabrać choć jedno euro z powodów wewnętrznych. Ale to, że nie ma takiej możliwości dzisiaj, nie oznacza, że nie może się pojawić. Tym bardziej, że coraz mocniej w brukselskich kuluarach mówi się, o uzależnieniu wypłaty kasy z Brukseli do Polski z oceną sytuacji u nas w Polsce. Za tym stoją dwa główne państwa w Unii Europejskiej, czyli Niemcy i Francja. Wbrew większości komentatorów twierdzę, że nie chodzi tu o sprawę praworządności.

O co w takim razie chodzi?

Tak naprawdę chodzi o politykę imigracyjną. Paryż i Berlin są wściekłe na Polskę, że ta jako jedno z dwóch państw w Europie prowadzi zupełnie niezależną i suwerenną politykę imigracyjną. Postawiliśmy tamę dla muzułmańskich imigrantów, a preferujemy faktyczną imigrację bliskich nam kulturowo ludzi z dawnych Kresów Wschodnich. Praworządność to tylko pretekst, powodem jest polityka migracyjna. Na razie ten szantaż jest wbrew Komisji Europejskiej i jej przewodniczącemu. Jean-Claude Juncker wie, że zastosowanie takiej bomby atomowej oznaczałoby tak naprawdę znalezienie się Unii Europejskiej trwale na równi pochyłej. Juncker nie chce przejść do historii jako grabarz Unii Europejskiej. Pamiętajmy, że za jego kadencji odbywa się Brexit.

Jakie są atuty po naszej stronie w dyskusji z Niemcami?

Jesteśmy piątym krajem co do wielkości w Unii po Brexicie. Jesteśmy też liderem państw nowej Unii. Krajem, który dokonał pewnej integracji trzech podregionów w ramach tej nowej Unii – krajów bałtyckich, krajów bałkańskich i krajów grupy V4. Atakowanie Polski może być problemem w kontekście całej nowej Unii. Niemcy i Francja, które stosują zasadę divide et impera na terenie całej Wspólnoty, będą musiały na rozgrywanie Polski i innych krajów naszego regionu stracić wiele sił i środków. Polska jest też ogromnym rynkiem zbytu i mostem Unii na Wschód. Pragmatyczny Berlin, lepiej niż mocno ideologiczny Paryż, wie, że na dłuższą metę nie uda się utrzymać projektu europejskiego bez partnerskiej i podmiotowej współpracy lidera Unii, którym są Niemcy, z liderem regionu – Polską.

Angela Merkel użyła wyrażenia „polska mniejszość”. Wspomniała też o nauczaniu języka polskiego. To przełom czy tylko ukłon w stronę Mateusza Morawieckiego przy okazji tego spotkania?

 

Wypowiedź kanclerz Merkel to, używając języka baseballu, zdobycie kolejnej bazy. Jest to wyraźne przesunięcie piłki w kierunku bramki przeciwnika. To zmuszenie strony niemieckiej do używania języka, którym my opisujemy problem.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ