Janecki: Jak to było z matką Ronena Bergmana i jego rodziną zamordowaną podczas Holokaustu?

pixabay.com

Sporo osób z Polski zapytało Ronena Bergmana, autora pytania do premiera Mateusza Morawieckiego o karanie osób mających osobiste negatywne doświadczenia dotyczące Polaków w czasach Holokaustu, jak to było z jego matką.

Nie zauważyłem, żeby ktokolwiek dostał odpowiedź. Sam Bergman powiedział, że jako dziecko jego matka dostała nagrodę ministra edukacji II RP za piękną polszczyznę. We wpisie opublikowanym 23 kwietnia 2017 r. na ynetnews.com tenże Ronen Bergman wspomina: „Moja mama, niech jej pamięć będzie błogosławiona, musiała pochować po cichu swego ojca pod śniegiem, żeby naziści ich nie znaleźli. A miała wtedy pięć lat”. Jeśli mama Bergmana chodziła przed wojną do szkoły, musiałaby się urodzić na początku lat 30. Ale wtedy około 1942-1943 r., gdy najprawdopodobniej zginął jej ojciec, miałaby co najmniej dziesięć lat, a nie pięć. Jeśli ok. 1943 r. miała pięć lat, urodziłaby się ok. 1938 r., a wówczas minister edukacji II RP raczej nie miałby szans usłyszeć jej polszczyzny przed wojną czy dowiedzieć się o jej postępach. Ronen Bergman urodził się w 1972 r. i był najmłodszy z trojga dzieci swoich rodziców, więc jego mama miała w momencie jego urodzin albo ok. 40 lat, albo 34-35 lat. Jedna i druga wersja jest prawdopodobna. W miejscowości Kiryat Bialik, gdzie Ronen Bergman się wychowywał, jego matka była nauczycielką (ojciec księgowym). Bergman napisał, że umarła wcześnie – z powodu raka, ale także wskutek okropnych ran serca i duszy odniesionych w dzieciństwie. Nie piszę tego po to, by dyskredytować Ronena Bergmana, lecz pokazać, że osobiste wspomnienia nie muszą być precyzyjną wiedzą, mogą być zawodne i mogą prowadzić do nieuzasadnionych wniosków. Ważne jest to, że matka Ronena Bergmana ocalała, więc w okupowanej Polsce ktoś musiał jej pomóc, najprawdopodobniej Polacy, bo przecież nie Niemcy. A sami Żydzi bez wsparcia Polaków nie daliby rady jej ukryć i ocalić.

Ktoś musiał też ocalić ojca Ronena Bergmana. W tym samym wpisie na ynetnews.com Bergman zaznaczył: „Nie mogę poznać opinii moich nieżyjących krewnych, w tym siedmiu braci i sióstr mojego dziadka Yaakowa Bergmana, którzy zostali zamordowani w komorach gazowych Auschwitz-Birkenau”. Wszystko wskazuje na to, że owym dziadkiem był Yaakow Bergman urodzony w 1913 r. w Rejowcu. Ten Bergman, syn Eliyahu Bergmana i Racheli Malki Bergman, miał siedmioro rodzeństwa: siostry Hanę, Mirę, Tovę i Tziviyę oraz braci Haima, Meira i jednego nieznanego z imienia. Oni zginęli, ale musiał ocaleć ojciec Ronena, bo po nim Bergman nosi nazwisko. W czasie wojny ten ojciec mógł mieć kilkanaście lub kilka lat i też ktoś musiał pomagać w jego ocaleniu, zapewne jacyś Polacy. Ronen Bergman powiedział w Monachium, że po wojennych przeżyciach, czyli głównie po zadenuncjowaniu części rodziny jego matka postanowiła nigdy więcej nie odzywać się po polsku. Zanim po wojnie matka Bergmana dotarła do Izraela, do końca wojny zapewne musiała używać polskiego, bo gdzieś i dzięki komuś przetrwała. To zresztą dość typowe, że ci ocaleni z Holokaustu, którzy mieli negatywne doświadczenia z Polakami, jednocześnie innym Polakom zawdzięczali życie. Nic tu nie jest czarno-białe.

Ronen Bergman powołał się na swoją matkę, żeby pokazać negatywny obraz Polaków. Ale jest to zapewne tylko część prawdy, skoro zarówno matka, jak i ojciec przeżyli. Takie osoby mogą mieć negatywne wspomnienia, bo to jednak straszny czas i skrajne doświadczenia, jednak w tej historii, podobnie jak w innych tego typu, jest wiele znaków zapytania i niedomówień. Gdy to piszę, sam Ronen Bergman tych niedomówień nie wyjaśnił, mimo pytań wielu osób z Polski. A Ronen Bergman to nie byle kto, bo osoba świetnie wykształcona: absolwent prawa na Uniwersytecie w Hajfie oraz stosunków międzynarodowych w Cambridge, doktor historii, dziennikarz wielu redakcji, autor książkowych bestsellerów, często bardzo krytycznych wobec władz Izraela, a szczególnie operacji jego tajnych służb. Trudno zakładać, że ktoś taki może mieć problem z określeniem wieku swojej mamy w czasie wojny i Holokaustu. A jeśli nawet w tak elementarnych sprawach są wątpliwości, można się zastanawiać nad celem użycia przez Bergmana wspomnienia o matce podczas monachijskiej konferencji, gdzie było bardzo wiele ważnych osobistości, w tym przywódcy państw i czołowe światowe media. A jeśli nie zgadzają się podstawowe fakty przywołane przez Ronena Bergmana, uzasadnione są pytania o jakieś drugie dno jego wystąpienia. Nie po to, by szukać sensacji czy podważać to, co powiedział, lecz po to, aby się zastanowić nad intencjami i szerszym kontekstem.

autor: Stanisław Janecki

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

1 KOMENTARZ

  1. to wszystko ma drugie dno…….szykowali się do zasiedlenia rzekomo ich kamienic i czego jeszcze miast,wsi? TO IZRAEL zaprzepaścił dobre rzekomo stosunki ,bo gdyby dzisiaj zrobić sondę to kto ich lubi i za co-za judzenie i zakrywanie historii???Dajmy sobie spokój z komentarzami i dopuszczaniem do głosu antypolskiej opozycji.RÓBMY SWOJE I HAMUJMY EMOCJE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ