Piotr Walentynowicz o zakłócaniu ekshumacji Karpiniuka: “Urządzanie tego typu szopek jest skandaliczne”

fot: youtube

To bardzo przykre, ponieważ dzieje się to teraz, kiedy zaczęto rzetelnie wyjaśniać sprawy katastrofy smoleńskiej. Każda z rodzin ma prawo do własnej oceny sytuacji, natomiast o tym czy ekshumacje są potrzebne, czy nie, decydują organy państwa, a nie pojedyncze osoby. Po to są powołane pewne instytucje, urzędy które maja działać w zgodzie z obowiązującym prawem. Gdyby działano zgodnie z nim w 2010 roku i chociaż tę jedną rzecz zrobiono porządnie, to nie mielibyśmy po 8 latach takiej sytuacji, jak dzisiaj

—mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl Piotr Walentynowicz, wnuk Anny Walentynowicz, która zginęła w katastrofie smoleńskiej.

 

wPolityce.pl: Dzisiaj odbyła się ekshumacja Sebastiana Karpiniuka, która nie przebiegała jednak spokojnie. Jego znajomi z PO urządzili protest przed cmentarzem, domagając się jej wstrzymania. Padały m.in. słowa o „tańcu na grobach” i politycznym wykorzystywaniu tragedii smoleńskiej. Dawno już nie było takich reakcji, gdyż większość osób wie, jak bardzo potrzebne są te badania. Nie dziwi to Pana?

Piotr Walentynowicz: Mamy prawo demonstrować swoje niezadowolenie, jak i zadowolenie, ale nie uważam aby akurat katastrofa smoleńska miała być wykorzystywana do takich celów. Nie chciałbym być źle zrozumiany, ale nie jestem przekonany co do intencji, szczególnie polityków Platformy. Urządzanie tego typu szopek i przeszkadzanie w czynnościach jest skandaliczne. To bardzo przykre, ponieważ dzieje się to teraz, kiedy zaczęto rzetelnie wyjaśniać sprawy katastrofy smoleńskiej. Każda z rodzin ma prawo do własnej oceny sytuacji, natomiast o tym czy ekshumacje są potrzebne, czy nie, decydują organy państwa, a nie pojedyncze osoby. Po to są powołane pewne instytucje, urzędy które maja działać w zgodzie z obowiązującym prawem. Gdyby działano zgodnie z nim w 2010 roku i chociaż tę jedną rzecz zrobiono porządnie, to nie mielibyśmy po 8 latach takiej sytuacji, jak dzisiaj. Niestety wówczas wszystkie działania całkowicie były podporządkowane Rosji, a u nas jedynie stwarzano pozory niezależnego dochodzenia do prawdy. To był teatrzyk i teraz, kiedy kurtyna opadła gołym okiem widać, że to było kłamstwo. Nie można tego bałaganu tak zostawić, trzeba zacząć w końcu rzetelnie wyjaśniać pewne sprawy.

Widocznie ta prawda jest nadal niewygodna dla wielu osób i niektórych środowisk? Potwierdza to ostania czołówka „Gazety Wyborczej”, która podała nieprawdziwe informacje, by za wszelką cenę podtrzymać fałszywą wersję MAK, że winni tragedii są piloci i gen. Błasik. Nie oburza to Pana?

Bardzo. Jest to kolejny nierzetelny artykuł „Gazety Wyborczej”. Ktoś, ktoś nie doczyta do końca, a jedynie nagłówki- a wiele osób tak robi- może dojść do błędnego przekonania, że to Amerykanie, którzy prowadzą teraz badania na bliźniaczym Tupolewie w Mińsku Mazowieckim, doszli do takich wniosków. „Gazeta Wyborcza” dokonała moim zdaniem celowej dezinformacji pisząc w ten sposób, by wprowadzić zamieszanie.

Prof. Binienda poinformował, że Amerykanie dostają e-maile z pogróżkami. Nie uważa Pan, że komuś wyraźnie zależy na dyskredytacji tego zespołu w oczach opinii publicznej?

Oczywiście. My te metody znamy, bo to samo robiono wobec specjalistów, których skupił wokół siebie minister Antoni Macierewicz powołując zespół parlamentarny do wyjaśnienia przyczyn katastrofy smoleńskiej. Tych ludzi szykanowano i podważano ich kompetencje naukowe. Naukowcy składali nawet swoje oświadczenia podczas posiedzeń zespołu, gdzie mówili, że z takim skandalicznym zachowaniem mediów i polityków, którzy kreowali ówczesny rząd, nigdy na taką skalę się nie spotkali. To forma propagandy komunistycznej, którą urządzano, by za wszelką cenę zdyskredytować innych. Znamy też przypadki osób, którym utrudniano życie, bo jeśli groźby nie pomogły, to doprowadzano do zwalnia osób z pracy. Tu można podać chociażby przykład Dymitra Książka. Każdy kto się nie podpisał pod ogólną wersją, która została zaprezentowana przez ówczesny rząd w postaci różnego rodzaju oświadczeń Kopacz czy Tuska, był poddany presji i szykanom. Nic nie zmieniło, te metody wróciły, tylko teraz stosuje się je wobec Amerykanów.

Jak patrzy Pan na badania, które prowadzą?

Przyjechali specjaliści ze sprzętem, więc zapewne chcą zrobić to najdokładniej jak się da. Zresztą mówili, że nigdy w historii katastrof lotnictwa, od kiedy tego typu technologia zaczęła być wykorzystywana do wyjaśnienia przyczyn katastrof, tak dokładnie nie robiono tych badań, ponieważ o wiele mniejsze nakłady pozwalały na ustalenie tego, co się wydarzyło. Myślę, że to dobrze, że robią je tak bardzo sumiennie, bo im dokładniej, tym trudniej będzie ludziom, dla których ta prawda jest niewygodna i którzy uczestniczyli w poświadczeniu nieprawdy- mam tu głównie na myśli komisję Jerzego Millera- zgryźć ten orzech. Im dokładniejsza analiza, dokładniejsze badanie, tym trudniej zakwestionować jego wyniki.

W ubiegłym roku zwrócił się Pan do rosyjskich organów śledczych o nadanie statusu poszkodowanego w postępowaniu dotyczącym katastrofy smoleńskiej. Dostał Pan już jakąś odpowiedź?

Dopiero niedawno, bo w styczniu, otrzymałem z Rosji informację, że odebrali przesyłkę. To dziwne, że list do Rosji szedł miesiąc, podobnie potwierdzenie zwrotne. Wiem tylko, że otrzymali mój wniosek. Co dalej? Na razie czekamy. Żadnej odpowiedzi na dzień dzisiejszy od nich nie otrzymałem.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ