Wpolityce.pl: Wiemy, co dalej ze zbiórką Kijowskiego! Rzecznik nowego stowarzyszenia b. lidera KOD: “Zebraliśmy raptem 2 tysiące zł”

fot: youtube

Nie będzie to zbiórka na jego osobę, jest ona jawna. Gdybyśmy chcieli zbierać na Mateusza to zapewne poradzilibyśmy sobie w inny sposób, mniej jawny i oficjalny. Wiemy, że wśród nas są rzeczywiście osoby, które znajdują się w trudnej sytuacji

—mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl Przemysław Wiszniewski, rzecznik stowarzyszenia „Równość, Wolność, Demokracja”.

 

wPolityce.pl: Dlaczego odwołujecie się do haseł rewolucji francuskiej, bo można powiedzieć, że właściwie pod takim szyldem powstało wasze stowarzyszenie?

Przemysław Wiszniewski: Nie do końca, bo w rewolucji francuskiej trzecim hasłem było braterstwo, a my mówimy demokracja. Od początku przyświecało nam hasło: „Równość, Wolność, Demokracja” i wielokrotnie je skandowaliśmy. Chcemy bronić wolności obywatelskich, równości wszystkich wobec prawa i obronić demokrację, chociaż dotychczas nie bardzo nam się to udaje. Bo w naszym przekonaniu obecna dobra zmiana niszczy demokrację.

Ale w jaki sposób chcecie bronić demokracji, znów wychodząc na ulicę?

Postawiliśmy sobie trzy cele. Pierwszym jest reaktywacja Stypendium Wolności, czyli wspieranie w rozmaity sposób, także materialny, działaczy i aktywistów opozycji ulicznej, którzy znaleźli się w ciężkiej sytuacji materialnej. W takiej, w jakiej był Mateusz zanim zrobiliśmy pierwszą odsłonę tego stypendium, którego autorką jest Ela Pawłowicz. Drugi nasz cel to konsolidacja rozdrobnionych, zatomizowanych środowisk opozycji chodnikowej. Chcemy budować sieć obywatelską nie po to, żeby ją zmajoryzować pod naszymi sztandarami, ale żeby wspólnie działać dla dobra wspólnego pod wspólnymi hasłami. Nie o to chodzi, żebyśmy mieli jednego lidera, może ich być wielu, ale żebyśmy dogadali się realizując wspólne cele i zadania. Trzecim celem jest wyborcze ABC. Chcemy budować postawy pro frekwencyjne i kontrolować wybory, by odbyły się zgodnie z prawem. Widzimy, że obecna władza próbuje zmieniać ordynację wyborczą, istnieje domniemanie, że nie czuje się pewna, że wygra wybory. Chcemy by wybory samorządowe i przyszłe, bo czeka nas cała ich seria w nadchodzących latach, odzwierciedlały oczekiwania całego społeczeństwa, a nie tylko 30 proc. najaktywniejszych, którzy pójdą na nie.

Jaki macie pomysł na kontrolę wyborów?

Uczestniczmy w wielu panelach i warsztatach z udziałem prawników i autorytetów w tej dziedzinie z Państwowej Komisji Wyborczej, którzy nas szkolą, a my będziemy tę wiedzę dalej przekazywać. Po to, żeby zbudować silną grupę osób w lokalnych społecznościach w całej Polsce, która będzie zasilała komisje wyborcze, bądź obserwowała przebieg wyborów.

Za Mateuszem Kijowskim ciągnie się sprawa faktur, tymczasem wasze stowarzyszenie zaczęło działać od zbiórki pieniędzy na działaczy. Internauci komentują, że znów jest to zbiórka na byłego lidera KOD. To prawda?

Nie będzie to zbiórka na jego osobę, jest ona jawna. Gdybyśmy chcieli zbierać na Mateusza to zapewne poradzilibyśmy sobie w inny sposób, mniej jawny i oficjalny. Wiemy, że wśród nas są rzeczywiście osoby, które znajdują się w trudnej sytuacji. Jeśli chodzi te wszystkie zarzuty, które stawia się Mateuszowi, to chcę przypomnieć, że już w listopadzie prasa triumfatorsko zapowiadała, że w grudniu będzie akt oskarżenia. Mamy koniec lutego i nie ma żadnego aktu oskarżenia. W naszym najgłębszym przekonaniu Mateusz padł ofiarą prowokacji, podobna rzecz dotyczy alimentów. Prokuratura wszczęła dochodzenie w połowie ubiegłego roku dotyczące alimentów Mateusza i nie doszukała się żadnych uchybień w płaceniu przez niego tych zobowiązań, które zasądził sąd. Płacił, tyle ile mógł, nadal płaci i będzie płacił.

Ale przecież sprawa nie jest ostatecznie zamknięta.

Nie jest zamknięta dlatego, że dopóki ten obowiązek alimentacyjny istnieje, to trzeba wpłacać te alimenty. W podobnej sytuacji jest mnóstwo osób, które mają je zasądzone, straciły pracę. Mateusz nie podejmie żadnej pracy, bo staraliśmy się o to, on sam również i nikt go nie zatrudni. Potencjalny pracodawca, który chciałby zatrudnić Mateusza musiałby się liczyć z tym, że będzie miał jakieś kontrole. Była firma Mateusza, którą prowadził zanim zaangażował się w działania społeczne, jest cały czas obiektem rozlicznych szykan, kontroli, podobnie wszyscy kooperanci.

To oznaczałoby, że Mateusz Kijowski również potrzebuje finansowego wsparcia ze strony stowarzyszenia. Nie będzie pobierał dla siebie żadnych pieniędzy?

Na razie nic na ten temat nie mogę powiedzieć, bo nie mamy jeszcze funduszy. Stypendium Wolności na pewno nie jest dedykowane Mateuszowi, żeby sobie dorabiał. Ta druga odsłona pomija już jego osobę, bo tak ustaliliśmy z Elżbietą Pawłowicz. Tam jest szereg innych osób, których listą dysponujemy. Zgodnie z socjalnym regulaminem tego stypendium pod kontrolą osób zaufania publicznego, czyli byłych opozycjonistów PRL-owskich, którzy się na to zgodzili będziemy te pieniądze przeznaczać na rzecz takich działaczy, którzy tego potrzebują. Jest ich sporo, nie tylko w Warszawie, ale rożnych rejonach Polski.

Według jakiego klucza będą oni wybierani?

To odbywa się w ten sposób, że aplikują osoby trzecie, które o nich wiedzą. Wiemy bowiem, że  sama osoba się nie zgłosi, bo być może byłoby to dla niej krępujące. Ale takie osoby, które ją znają i znają jej trudną sytuację przekażą nam namiary na nią i my przeprowadzimy odpowiednie rozmowy, zorientujemy się dokładnie w jej sytuacji i określimy sposób w jaki będziemy wydatkować taką zapomogę. Jaka będzie jej wysokość, czy to będzie stała zapomoga, itd. Na samym początku ciężko jest o tym jednak mówić dlatego, że zebraliśmy raptem dwa tysiące. Jeżeli zbierzemy pokaźniejszą sumę, to będę mógł podać rozmaite szczegóły.

W jaki sposób te pieniądze są zbierane, macie jakieś konto?

Na razie nie, dlatego że czekamy na wpis do Krajowego Rejestru Sądowego i wtedy założymy konto stowarzyszenia. W tej chwili posługujemy się portalem zrzutka.pl, na którym były zbierane pieniądze w ubiegłym roku na Mateusza.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ