Szokujące zeznania funkcjonariusza ABW! Już w 2010 r.w wiedziano, że Amber Gold to podejrzana spółka! Świadek: “Dla nas sprawa była rozbrojona”

Pięć wyroków skazujących na Marcina P., doniesienie do prokuratury KNFi wazne informacje o oszuście przez waznego dyrektora z ministerstwa gospodarki! Za mało, by ABW zajęła się tą sprawą? Jak się okazuje tak! Już w czerwcu 2010 roku, w Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i ministerstwie gospodarki posiadano świadomość, że Marcin P. oraz jego piramida finansowa Amber Gold (wtedy działająca jako tzw. dom składowy), to podmioty podejrzane. Dziś wyszło też na jaw, że przez ponad pół roku pozwalano, by w 2010 roku Amber Gold działało legalnie, mimo, że Marcin P. był osobą karalną i nie miał prawa zasiadać we władzach spółki. Jak to wszystko tłumaczy dzisiejszy świadek przed komisją? „Nie mieliśmy przesłanek” – stwierdził funkcjonariusz ABW.

Funkcjonariusz centrali ABW przyznał, że rozmawiał ze swoimi przełożonymi o Amber Gold już w 2010 roku.

O sprawie Amber Gold w 2010 roku rozmawiałem tylko ze swoim bezpośrednim przełożonym oraz Jarosławem Mąką z ministerstwa gospodarki.(…) Na czerwcowym (czerwiec 2010 – red.) spotkaniu z dyrektorem Mąką nie otrzymałem żadnych informacji o wyrokach ciążących na Marcinie P.

– zeznał funkcjonariusz ABW.

Podczas spotkań z dyrektorem Mąką z 2010 roku nie otrzymałem w całości dokumentów dotyczącej tematu Amber Gold.Po raz pierwszy zetknąłem się ze sprawą Amber Gold pod koniec czerwca 2010 roku.

– zeznawał.

Co ABW zrobiła z niepokojącymi informacjami dotyczącymi małżeństwa P.?

Czy w lipcu 2010 roku sprawdzał Pan jedynie osobę Marcina P. czy również Katarzynę P.?

– pytał poseł Krajewski.

Sprawdziłem zarówno Marcina P. jak i jego małżonkę.

– odpowiedział świadek.

Brak konkretnych działań, które mogłyby zatrzymać rozwój oszukańczej firmy, zastanowiły przełożonych świadka dopiero po 13 sierpnia 2012 roku, czyli już po wybuchu afery.

Moi przełożeni zażądali ode mnie konkretnych wyjaśnień, sugerując, że mogłem mieć istotne informację, które dla sprawy mogły być istotne. Nie były to jednak konkretne zarzuty. Byłem wtedy na urlopie, byłem proszony o ustosunkowanie się do tego telefonicznie. Temat został rozbrojony w jeden dzień. Odpuszczono temat. Po moich wyjaśnieniach przełożeni stwierdzili, że w 2010 roku nie było realnych przesłanek, by zabezpieczyć to co robił Marcin P.

– stwierdził funkcjonariusz ABW.

Po wybuchu afery, jak się okazało, że jest problem, osobą, z którą rozmawiałem, był mój ówczesny przełożony. Z kontekstu rozmowy mogłem sądzić, że działał na polecenie zastępcy dyrektora departamentu.

– stwierdził świadek.

Świadek kilka razy sugerował, że opierał się na wiedzy przekazanej mu przez Jarosława Mąkę z ministerstwa gospodarki.

**Myśmy założyli, że temat jest załatwiony (po wykreśleniu Amber Gold z listy domów składowych, w wakacje 2010 roku – red.)

– zeznał świadek.

Gdybyśmy mieli przesłanki i wiedzę, to w czerwcu 2010 roku rozpętalibyśmy „Jesień Średniowiecza”.

– skwitował funkcjonariusz ABW.

Przecież prasa już o tym pisała, spółka była na licie ostrzeżeń KNF, posiadaliście wiedzę od ważnego funkcjonariusza państwowego (Jarosław Mąka z ministerstwa gospodarki – red.). Mogliście zrobić bardzo dużo. Mieliście go prawie na tacy!

– ripostował poseł Pięta.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ