Stanisław Piotrowicz: W reformie KRS odwracamy tendencję, która z Rady zrobiła quasi związek zawodowy sędziów

sady_11.png
fot: youtube

To, co jest ważne w tej reformie to fakt, że dziś KRS jest zdominowana przez sędziów. I ziściły się obawy tych osób, które wskazywały, że KRS stanie się quasi związkiem zawodowym środowiska sędziowskiego. My staramy się odwrócić ten stan rzeczy

— mówi w rozmowie z wPolityce.pl Stanisław Piotrowicz, poseł PiS, przewodniczący komisji sprawiedliwości i praw człowieka.

wPolityce.pl: Panie przewodniczący, wkrótce Sejm zagłosuje za wyborem 15 z 18 zgłoszonych sędziów w wyborach do Krajowej Rady Sądownictwa. Mamy jednak spore zamieszanie wokół list poparcia dla tych kandydatów: czy dowiemy się, kto poparł tych sędziów?

Stanisław Piotrowicz: Nie ma takiego wymogu ustawowego: na ten temat wypowiedziała się obszernie Kancelaria Sejmu. Listy poparcia były przedmiotem kontroli ze strony marszałka Sejmu i spełniają wymogi określone w ustawie. Zgodnie z ustawą marszałek poinformował, którzy kandydaci spełnili formalne wymogi i zostali zgłoszeni.

Ale czy jako obywatele nie mamy prawa wiedzieć, czy na przykład dana grupa sędziów nie zglosiła większej liczby kandydatów?

Ależ mogła to zrobić! To pozostaje w zgodzie z ustawą.

I nie ma w tym niczego bulwersującego, że, powiedzmy, dziesięciu sędziów z piętnastu wskaże mała grupa sędziów?

Sędziów będzie wybierał Sejm. Nie ma tutaj ograniczeń – wprost, w ustawie – by jeden sędzia mógł popierać tylko jednego kandydata, wręcz przeciwnie.

Dla przejrzystości życia publicznego nie byłoby lepiej, gdybyśmy jednak poznali listę tych, którzy ich zaproponowali?

Odwrócę to pytanie. Trzeba przede wszystkim mieć na uwadze to, że elity sędziowskie – w tym również dotychczasowa KRS – podejmowały wysiłki, by storpedować reformę wymiaru sprawiedliwości. Między innymi dopuszczano się zastraszenia tych sędziów, którzy by się zgodzili kandydować i tych, którzy będą popierać kandydatury.

Tego rodzaju zachowania są, moim zdaniem, niedopuszczalne. To symboliczna przemoc kierowana w stronę sędziów. Myślę również, że to pokazuje, jak elity sędziowskie traktują sędziów, cały zawód. Niezawisłość sędziowska to nie tylko odporność na naciski polityczne…

… chociaż też.

Tak. Ale niezawisłość to w ogóle odporność na wszelkiego rodzaju inne naciski, na przykład naciski medialne. Sędzia również powinien być na to odporny, a przecież doskonale wiemy, że gdy toczą się głośne procesy, to w mediach kreuje się przyszły wyrok. Dla wielu sędziów – sam byłem poddawany takiej presji – kieruje się sugestie, że jeśli nie będzie wyrokował zgodnie z mediami, to mogę liczyć się z konsekwencjami. Niezawisłość polega na tym, by być odpornym na wszelkiego rodzaju presję.

I tą presją tłumaczyłby Pan tylko 18 kandydatur na 15 możliwych miejsc? Wydawać by się mogło, że chętnych będzie 2-3 razy więcej.

Nie wykluczam tego. Z drugiej strony myślę, że mogliśmy mieć do czynienia z takim oto zjawiskiem: do ostatniego dnia spływały kandydatury.

To mogła być postawa wyczekująca; część środowiska sędziowskiego – zwłaszcza tego w sądach rejonowych – dostrzega potrzebę reformy i wiem to z bezpośrednich kontaktów z nimi. Z drugiej strony zapewne zastanawiali się: jeżeli zgłosimy własne kandydatury, to efekty będą takie: nie tylko nie zostaniemy członkami KRS, ale i narazimy się na ostracyzm pewnej części elit sędziowskiech.

Miał Pan sygnały że sędziowie chcieli się zgłosić, ale obawiali się reakcji elit sędziowskich?

Tak. Znam sędziów, którzy trzymają kciuki i wyczekują naszej reformy, ale jest i część środowisk, która nie wie, po której stronie się opowiedzieć. Elity sędziowskie przekonują ich, że ta władza jest tylko na chwilę… Ale to też świadczy tylko o tych, którzy stosują tę presję. Oni są gotowi stosować odwet czy zemstę w postaci gróźb wydalenia z zawodu czy pozbawienia emerytury, bo takie groźby padły.

Jeszcze jeden wątek – wątpliwosć dotycząca kandydatur. Chodzi o fakt, że to tylko sędziowie sądów rejonowych. Że nie ma sędziów Sądu Najwyższego, a tak jest zapisane w ustawie.

Ale przecież środowisko SN i KRS podejmowało wysiłki, by storpedować reformę. Trudno się dziwić, że kandydaci stamtąd nie zgłosili się…

To prawda, ale czy wybór 15 z pominięciem SN jest zgodny z prawem?

Jest zgodny z prawem, ponieważ ustawa nie mówi, że powinny być reprezentowane wszystkie sądy, ale że należy zmierzać w tę stronę. Ale nawet gdyby się tak nie stało, to i tak doszłoby do korzystnej zmiany.

W czym rzecz?

Największą liczbę sędziów stanowią sędziowie sądów rejonowych. Dziś jest tylko jeden taki w KRS. Dlatego powinniśmy postawić na większą liczbę sędziów sądów rejonowych. Dziś te relacje są odwrócone.

Natomiast każdy sędzia wie, że jego kariera zawodowa zależy od elit sędziowskich, które nawołują do bojkotu reformy. Każdy sędzia wie, że stabilność jego orzecznictwa zależy od wyższych instancji, więc liczy się ze swoimi przełożonymi. Trzeba wszakże mieć na uwadze, czym zajmuje się KRS. A głównym zadaniem Rady jest podejmowanie decyzji, kto powinien być sędzią na określonych szczeblach sądownictwa. Krajowa Rada Sądownictwa według polskiego prawa jest jedynym organem uprawnionym do reprezentowania panu prezydentowi kandydatów na stanowiska sędziowskie.

Ta 15 gwarantuje, że to zadanie będzie realizowane jak należy?

Myślę, że tak. Na ten temat będziemy się jeszcze wypowiadać. Ale proszę nie zapominać, że KRS składa się nie tylko z tej piętnastki sędziów. To, co jest ważne w tej reformie to fakt, że dziś KRS jest zdominowana przez sędziów. I ziściły się obawy tych osób, które wskazywały, że KRS stanie się quasi związkie zawodowym środowiska sędziowskiego. My staramy się odwrócić ten stan rzeczy.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ