Andruszkiewicz o odszkodowaniach dla ofiar reprywatyzacji: “To przywracanie nam godności, uznanie nas za podmiot”

fot. youtube.com

To ogromny przełom, który daje ogromną nadzieję. Myślę, że nie mamy się co spodziewać, że zostanie nam zwrócone to, cośmy naprawdę stracili. Natomiast cokolwiek by to nie było, to jest to przywracanie nam godności, uznanie nas za podmiot, a nie przedmiot

—mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl Ewa Andruszkiewicz z Rady Społecznej przy Komisji Weryfikacyjnej do spraw reprywatyzacji w Warszawie.

 

wPolityce.pl: Komisja Weryfikacyjna pomoże lokatorom reprywatyzowanych kamienic dochodzić odszkodowań. Nie uważa Pani, że to duży przełom?

Ewa Andruszkiewicz: To ogromny przełom, który daje ogromną nadzieję. Myślę, że nie mamy się co spodziewać, że zostanie nam zwrócone to, cośmy naprawdę stracili. Natomiast cokolwiek by to nie było, to jest to przywracanie nam godności, uznanie nas za podmiot, a nie przedmiot. Bo w pracach komisji już widać w tej chwili, że my jesteśmy podmiotem, a do tej pory byliśmy traktowani przedmiotowo jako niepotrzebny balast. I już sam ten fakt jest dla mnie ogromnie ważny, bez względu na to, jak wielkie będą to odszkodowania. Chcę tutaj dodać, że wczoraj zostały ogłoszone dwie ostateczne decyzje w sprawie decyzji reprywatyzacyjnych Nowogrodzkiej i Nabielaka. Co mnie szalenie uderzyło i ucieszyło? To, że jest tam wyjaśnienie, że nowi właściciele nie byli stronami umów najmu i oni wcale nie nabyli tych nieruchomości.

Przez lata prowadzona była jednak inna narracja.

Niestety. Organa państwa cały czas udowodniały nam, że zgodnie z art. 678 kodeksu cywilnego nasze umowy przeszły na nabywców. Tylko, że oni nie byli nabywcami. W momencie, kiedy wypłacano odszkodowania pani Kruk i panu Mosakowskiemu ci udowadniali, że cały czas byli w posiadaniu, a oni nie nabyli tego. Tu ładnie jest wytłumaczone co to jest zbycie. Ono jest wtedy, kiedy następuje akt przeniesienia własności. Ale zbycie to jest transakcja, a tu żadnej transakcji nie było. Cały czas mieliśmy umowy najmu z miastem i mamy je nadal, bo miasto ich nie rozwiązało. Nie może być tak, że oni oddali nieruchomość jakimś oszustom razem z naszymi umowami, bo nie było żadnego zbycia. Co do odszkodowań dla lokatorów, to uważam, że powinny być do nich dwie ścieżki.

Jakie?

Poszkodowani byli absolutnie wszyscy. Nie tylko lokatorzy, którzy wylecieli z tych mieszkań i trafili do jakiś piwnic, albo tak jak ja do lasu i utracili dorobek życia. Ale także ci, którzy mieli mieszkania własnościowe. Oni też mieli przez lata niepokój, bo nie wiedzieli, co z nimi będzie. I jeżeli Fenix robił remont, to ten pył wchodził nie tylko do mieszkań lokatorów, ale również do tych, którzy mieli mieszkania własnościowe. I to wiercenie młotami pneumatycznymi też do nich docierało, tak samo jak do lokatorów. Wydaje, mi się, że komisja powinna skupić się przede wszystkim na tych stratach moralnych. Obawiam się jednak, że apetyty lokatorów za bardzo zostały rozbudzone. Umówmy się tych pieniędzy wcale nie będzie tak bardzo dużo. To nie jest pół miliarda, bo pół miliarda to jest wartość nieruchomości, które zostały odebrane oszustom. W kasie jest na razie tyle, ile mąż pani prezydent Warszawy oraz jej córka spłacili na mocy decyzji komisji, więcej nie ma. Uważam, że kwestie odszkodowawcze powinny iść dwutorowo.

Proponuje Pani coś poza składaniem do KW wniosków o odszkodowanie i o zadośćuczynienie pieniężne za doznaną krzywdę?

Rzeczywiście zadośćuczynienie od strony komisji to taki miły gest, ale ja bym to widziała bardziej symbolicznie. Natomiast myśmy tak naprawdę zostali pokrzywdzeni przez sady, bo to sądy decydowały o tym, że nie przysługuje nam prawo do mieszkania i odmawiały nam prawa do lokalu socjalnego. Ttraktowano nas jak zbędne graty, które należy wystawić na ulice koło kontenera i dalej nikogo to nie interesuje. Dlatego myślę, że poza tą drogą do komisji, lokatorzy powinni korzystać jeszcze ze ścieżki cywilnej. Łatwo dziś na niej bowiem udowodnić, że te wszystkie wyroki, które zapadały w sądach były niezgodne z obowiązującym wówczas prawem.

Zapewne lokatorzy z niecierpliwością czekają na te odszkodowania?

Tam. Dostaję wiele telefonów od nich z pytaniem, jak to będzie. Sama straciłam 14 lat życia na walkę z bandytami, którzy zrobili tę reprywatyzację, a miałam zupełnie co innego robić na emeryturze. Tego mi już nikt nie wynagrodzi. Ukradziono mi nie tylko mieszkanie, ale również kilkanaście lat życia. Wiem, że  Komisja Weryfikacyjna jest pełna empatii i bardzo chce pomóc, natomiast możliwości prawne są takie, jakie są, a mafia jest dalej mocna. Już chodzą adwokaci koło poszczególnych kamienic i mówią, że oni będą składali za nas te wnioski, o których opracowywaniu już wcześniej się słyszało. To kosztuje 1500 zł plus 10 proc od ugranej kwoty. Nie wolno dopuścić, żeby ta banda, która zrobiła tę całą reprywatyzację, jeszcze dzisiaj czerpała z tego zyski, to jest niemoralne. Każdy sam może złożyć taki wniosek, bo jest napisany zrozumiałym językiem.

PODZIEL SIĘ

1 KOMENTARZ

  1. Niech za te krzywdy zapłaci Miasto Stołeczne Warszawa a nie skarp Państwa to więcej nie wybiorą do władz miasta żadnego platfusa

ZOSTAW ODPOWIEDŹ