Kulisy wizyty Merkel: przedłużona o 1,5 godziny kolacja i ważne deklaracje. Czy sprawa art. 7 zakończy się w ciągu kilku tygodni?

fot. youtube.com

To była krótka, bo kilkugodzinna, ale zarazem intensywna wizyta Angeli Merkel w Polsce. I choć w relacjach na linii Warszawa – Berlin nie ma co liczyć na radykalny przełom, to o pewnych jaskółkach zwiastujących wiosnę można wspomnieć.

Przypomnijmy, niemiecka kanclerz spotkała się z premierem Mateuszem Morawieckim, a także prezydentem Andrzejem Dudą. Z kolei wieczorem szef rządu wraz z polską delegacją wyszli z kolacji półtorej godziny później niż pierwotnie to zaplanowano. Jak opowiada się na korytarzach Kancelarii Premiera, Merkel kilkukrotnie odganiała przedstawicieli protokołu dyplomatycznego, którzy zwracali jej uwagę na upływający czas.

Odnosi się wrażenie, jakby między Morawieckim a Merkel było osobiste, niemal prywatne porozumienie. Dobrze się ze sobą dogadują

— słyszę od osoby znającej kulisy rozmów.

Dobra atmosfera to jedno, ale przecież nie zastąpi ona konkretów i wymiernych efektów wizyty i wzajemnych relacji. Rozmówcy wPolityce.pl wskazują na kilka istotnych deklaracji, jakie padły ze strony kanclerz.

To była naprawdę solidna inwestycja retoryczna ze strony Angeli Merkel, a to, co zostało ustalone już w mniejszym gronie to naprawdę poważne sprawy

Niemiecka kanclerz po raz pierwszy tak mocno wskazała – bezpośrednio – że Polska ma swoje racje i argumenty w sprawie polityki migracyjnej. Prof. Przemysław Żurawski vel Grajewski określił to „faktycznym uznaniem wielokierunkowości presji imigracyjnej na UE” i „polskim udziale w przyjmowaniu tej presji”.

 

Rzeczywiście, słowa niemieckiej kanclerz to kolejne – tym razem polityczne – argumenty, jakie polska strona będzie podnosić i wykorzystywać przy okazji regularnie powracającej debaty na temat polityki migracyjnej. To ważna deklaracja także ze względu na postawę pozostałych państw Grupy Wyszehradzkiej w tym zakresie, jak i dyskusje, według których kształt budżetu unijnego miałby być zależny od współudziału w polityce migracyjnej UE.

Merkel i podczas konferencji prasowej, i później w czasie mniej oficjalnego spotkania podkreśliła, że Berlin nie jest zainteresowany powiązaniem unijnego budżetu z realizowaniem reguł „praworządności” czy stanowiskami poszczególnych stolic ws. polityki migracyjnej. Na ile to tylko próba odegrania roli dobrego policjanta? Znamy bowiem wypowiedzi niemieckich polityków, którzy twardo zgłaszali te postulaty w oficjalnych deklaracjach. Najbliższe tygodnie zweryfikują ten pozytywny przekaz Merkel z Warszawy.

Z polskiego punktu widzenia godna uwagi jest również deklaracja w sprawie sporu na linii Komisja Europejska – Warszawa. Z ust Angeli Merkel padła jednoznaczna deklaracja, że Niemcom zależy na tym, by sprawa procedury uruchomionej z art. 7 zakończyła się jak najszybciej, bez głosowania na forum Rady UE.

 

Biorąc pod uwagę wielką rolę Berlina w strukturach unijnych, w praktyce oznaczać to może – jak przekonują współpracownicy premiera Morawieckiego – wygaszenie sporu z KE w najbliższych tygodniach. Nieśmiało mówi się nawet o kwietniu jako miesiącu, w którym wniosek KE o uruchomienie procedury z art. 7 miałby zostać zakończony bez etapu głosowania. Wtorkowe sygnały ze strony KE (a przynajmniej jej części, głównie Fransa Timmermansa) nie są jednak tak optymistyczne, jak chcieliby tego nasi rozmówcy z KPRM. Krytycy poczynań kanclerz Merkel widzą w tym klasyczną grę na dwa fortepiany, trochę jak przy okazji rozmów o łączeniu praworządności z budżetem unijnym: w Warszawie „miękki” przekaz kanclerz, w Brukseli „twarda” odpowiedź KE. Wiele powinno się w tej sprawie rozstrzygnąć na kolejnym posiedzeniu Rady (w połowie kwietnia), Polska ma tutaj jeszcze kilka niewykorzystanych argumentów.

Myliłby się ten, kto wizytę kanclerz Merkel traktował jako jednoznacznie optymistyczne dla Polski. Wiele wskazuje na to, że sprawa budowy gazociągu Nord Stream 2 będzie forsowana przez Berlin – wbrew stanowisku Warszawy i wielu krajów UE, które dostrzegają w tym projekcie uderzenie w europejską solidarność i biznesową grę z Władimirem Putinem. Cały czas kwestią sporną pozostaje wpisany w niemiecką umowę koalicyjną zapis, który może oznaczać blokadę budowy elektrowni jądrowej w Polsce. Tutaj interpretacja wciąż jest na stole.

Na marginesie wizyty pojawił się także temat reparacji, które – jak słyszymy – zostawione zostały, przynajmniej na tym etapie, historykom i publicystom. Dopiero po ewentualnym wypracowaniu polskiego stanowiska temat ma wrócić na stół dyskusji między obydwoma rządami.

Polsko-niemiecka współpraca ma także zyskać nowe paliwo w zakresie kilku mniejszych, ale ważnych kwestii, jak prawa azylowe, unia bankowa czy planowane przez Warszawę i Berlin wspólne wydarzenie biznesowe. Intensyfikacji mają ulec także międzyrządowe konsultacje.

Dużo to czy mało? Jak na kilka godzin wizyty niemieckiej kanclerz wydaje się, że polska delegacja może podsumować ten intensywny poniedziałkowy wieczór całkiem pozytywnie. Oczywiście, w wielu kwestiach to jedynie otwarcie furtki dla szczęśliwego dla Polski rozwiązania spornych spraw, ale i to może być zaczynem do zbudowania czegoś więcej.

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ