Ogórek odcina się od lewicy: “SLD nawiązuje tylko i wyłącznie do mnie, zamiast rozliczyć się z własnymi trupami w szafie”


Moje stanowisko na wiele kwestii jest zbieżne z tym, co w tej chwili głosi rząd PiS. Uważam, że wielu osobom to nie pasuje i tylko z tego biorą się te ataki. Pamięta pan hasło „Prawo od nowa”? To ja mówiłam o uszczelnianiu systemu podatkowego, bo wyciekają pieniądze z VAT, to ja mówiłam też o obronie terytorialnej. Dziś mam temu zaprzeczyć?

—mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl Magdalena Ogórek.

wPolityce.pl: Leszek Aleksandrzak z SLD zarzuca Pani, że odcinając się dziś od powiązań z SLD zwyczajnie „Pani kłamie, aby przypodobać się PiS”. Jaka jest prawda?

Magdalena Ogórek: SLD pokazuje po raz kolejny, że jako partia nie ma nic kompletnie do zaoferowania Polakom. Żadnego programu, żadnej wizji. Jeden jedyny problem jaki mają, to kampania w 2015 roku i moja w niej obecność. Jesteśmy w roku 2018, a oni tylko tym żyją. Kilka lat temu to SLD cieszyło się, że zgodziłam się kandydować, ale połamało wszystkie nasze umowy. Umawialiśmy się w grudniu 2014 roku, że moja kampania będzie niezależna i SLD będzie mnie tylko wspierało w tych działaniach, a Leszek Miller zgodził się na to, że wystartuję z własnym programem. Mimo, że wtedy niektóre gazety bardzo mocno atakowały mnie, że Ogórek przedstawiła nielewicowy program, to dzisiaj wszyscy nie chcą o tym pamiętać, bo jest to dla wielu niewygodne. To nie jest zresztą nowy atak, bo historia z SLD i mojego kandydowania ciągnie się od 3 lat i co chwilę powraca. Jestem już do tego przyzwyczajona.

Może kandydowanie jako osoba niezależna na prezydenta, ale przy wsparciu SLD, nie wszystkich przekonuje?

Tutaj mogę się ewentualnie zdumieć, że tacy politycy jak Dariusz Rosati, który wywodzi się z PZPR i Bartosz Arłukowicz, który wywodzi się z SDPL, są teraz w konserwatywnej partii prawicowej PO – bo tak nazwał ją Grzegorz Schetyna – i jakoś u nikogo nie wzbudza to emocji. Tymczasem w moim przypadku -tak sobie to tłumaczę- to są celowe ataki. Myślę, że chociażby za to, że jestem przeciwna aborcji. SLD bardzo chętnie sięga po hasło „Magdalena Ogórek” i jestem obecna we wszystkich ich wywiadach, bo oni w tej chwili tylko tak umieją przyciągnąć uwagę. Jeżeli aspirują do wejścia do Sejmu, by być kolejną partią opozycyjną, to przy takiej opozycji wróżę PiS długie lata rządów.

Ale z drugiej strony są też suche fakty. W latach 2008-2010 była Pani zatrudniona w klubie poselskim SLD, przez 3 lata współpracowała z Grzegorzem Napieralskim, owoczesnym szefem SLD i pracowała też w jego sztabie wyborczym podczas wyborów prezydenckich w 2010 r. W kolejnym roku startowała Pani z list SLD do Sejmu, a w roku 2015 przy wsparciu SLD kandydowała na prezydenta. To nie wystarczy, by twierdzić, że była Pani mocno z związana z tą partią?

Ale to wszystko jest prawda, bo taka była moja droga zawodowa. Nigdy się tego nie wyparłam. To była moja pierwsza praca po studiach, która zaczynała się od stażu wykpionego przez media lewicowo- liberalne. Ale druga strona medalu jest taka – o czym Leszek Aleksandrzak i Leszek Miller już nie zechcieli powiedzieć – że nigdy nie utożsamiałam się z SLD, o czym SLD doskonale wiedziało. Jestem katoliczką, zawsze popierałam Kościół, znana jest moja obrona prof. Chazana. SLD była mi programowo odległa, bo zawsze miałam inne poglądy na sprawy związane z Kościołem, polityką rodzinną, na proces prywatyzacji. Oczywiście w kwestiach socjalnych zgadzałam się z SLD, ich poglądy były mi bliskie, ale tu też bywały różnice, bo ze zdziwieniem odnotowałam zlikwidowanie dotacji przez Leszka Millera na bary mleczne. Dzisiaj kwestie socjalne świetnie zagospodarowało Prawo i Sprawiedliwość. Fakty same się bronią, jest przecież kilkadziesiąt wywiadów z kampanii prezydenckiej, w których podkreślałam, że jestem kandydatką niezależną. Było mi bardzo trudno, bo SLD prowadziło ze mną otwartą i ukrytą wojnę przez całą kampanię. To, co wczoraj nawet powiedziałam „Rzeczpospolitej”, to nie były moje słowa, tylko członków SLD. Bo to oni w kampanii prezydenckiej chodzili do mediów i mówili: „My nie wiemy kogo Miller wybrał, to nie jest nasza kandydatka”. Można to sprawdzić, więc nie rozumiem o co jest ta cała dęta zawierucha.

Ale w tych samych wywiadach podkreślała Pani, że jest wdzięczna za wsparcie SLD i sobie je ceni. Pojawiały się także często Pani zdjęcia z Aleksandrem Kwaśniewskim, Ryszardem Kaliszem, czy Leszkiem Millerem. To nie był dla ludzi wyraźny sygnał, że z tą partia się Pani utożsamia?

Zawsze podkreślałam, że szeregowi członkowie SLD w terenie bardzo ciężko pracowali w  tej kampanii i im jestem bardzo wdzięczna. Oni nie rozumieli dlaczego władze partii sabotują własną kandydatkę. Co do zdjęć- wszyscy doskonale wiemy, że 10 lat temu czy jeszcze wcześniej, na Aleksandra Kwaśniewskiego wielu z  nas patrzyło zupełnie inaczej. Nie było jeszcze historii filipińskich, był to prezydent dwóch kadencji. Wtedy zdjęcie z nim na pewno było uważane za pomocne w kampanii. Później historia się zmieniła. Czy mam dziś przypominać o tym, że dawno temu wielu Polaków uważało Hannę Gronkiewicz-Waltz za  osobę mocno wspierają wartości chrześcijańskie? Dzisiaj na pewno by tak nie powiedzieli. Życie się zmienia.

Tak, ale część Polaków patrzyło od początku na Kwaśniewskiego jako człowieka utożsamianego z postkomunizmem.

Oczywiście, że tak. Każdy ma jednak prawo zmienić zdanie w sprawie polityków. Nie porównujmy siebie z czasów kiedy ma się dwadzieścia kilka lat z tym, co się myśli w wieku 39 lat. Człowiek dojrzewa, cały czas się uczy i przez to także zmienia swoje zapatrywanie na wiele rzeczy.

Czyli jak po latach patrzy Pani na ten swój romans z SLD?

Romans to nie jest dobre słowo, bo ten zakłada jakieś zauroczenie, którego tutaj nie było z żadnej strony. To było dwustronne porozumienie polityczne. Leszek Miller zwrócił się z propozycją, a ja odpowiedziałam mu po dwóch tygodniach, że owszem zgadzam się, ale pod pewnymi warunkami. M.in. miała to być wspomniana już kampania kandydatki niezależnej. Zresztą jak mogło być inaczej, skoro nigdy nie byłam członkiem żadnej partii. Przez całą kampanię SLD próbowało zmusić mnie do wygłaszania ich programu, mimo że miałam własny.

Są jednak przecież Pani wypowiedzi, w których podkreślała Pani, że „ma nadzieję, iż lewica odniesie sukces”. Jak Pani to komentuje?

Ja nadal uważam, że każdemu rządowi potrzebna jest mądra opozycja, także lewicowa. Ale oparta nie na standardach PZPR, ale na standardach patriotycznej lewicy z okresu II RP.

Dlaczego Pani temat właśnie teraz powrócił?

Moje stanowisko na wiele kwestii jest zbieżne z tym, co w tej chwili głosi rząd PiS. Uważam, że wielu osobom to nie pasuje i tylko z tego biorą się te ataki. Pamięta pan hasło „Prawo od nowa”? To ja mówiłam o uszczelnianiu systemu podatkowego, bo wyciekają pieniądze z VAT, to ja mówiłam też o obronie terytorialnej. Dziś mam temu zaprzeczyć? To by była właśnie zmiana poglądów. Chciałabym zwrócić uwagę, że wielu dziennikarzy wolało pisać o moich sukienkach, a nie o postulatach wyborczych. Szafowano różnymi pojęciami seksistowskimi w mediach i stąd mój program w ogóle się nie przebił. Bronię go przez ostatnie 3 lata. Jestem bardzo dumna z tego, że PiS kilka z tych postulatów, o których mówiłam, także uznało za istotne. I co najważniejsze, jak się później okazało, to Polacy uznali je za bardzo ważne dla siebie. Tymczasem SLD, które cały czas jest na granicy niebytu, robi rozpaczliwe ruchy, jak z Moniką Jaruzelską, by jakoś zaistnieć w wyborach. Od wyborów w 2015 roku SLD nawiązuje tylko i wyłącznie do mnie, zamiast rozliczyć się z własnymi trupami w szafie. Za swój symbol uznali Wojciecha Jaruzelskiego, promując od kliku tygodni jego córkę. Konsekwentnie ścigają się o nagrodę konkurencji na najlepszy utrwalacz PRL, a to całkowicie nie jest i nigdy nie było moją bajką.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ