Karnowski: Jeśli to jest cena za porozumienie z Komisją Europejską w sprawie sądownictwa, to naprawdę nie jest ona wysoka



O tym, że porozumienie polskiego rządu i Komisji Europejskiej dotyczące reformy sądownictwa jest realne w sumie dość bliskie, pisaliśmy na naszych łamach już kilkukrotnie.

Z nieoficjalnych informacji wynikało także, że rozmowy nie są abstrakcyjne, ale dotyczą konkretów, wręcz szczegółów. Dziś dowiedzieliśmy się nieco więcej, za sprawą propozycji zmian w ustawach, które przedstawiło Prawo i Sprawiedliwość.

Usłyszeliśmy o propozycjach ustępstw ze strony większości parlamentarnej w czterech punktach:

— 1. Minister sprawiedliwości nie będzie mógł odwołać prezesa lub wiceprezesa sądu bez opinii kolegium sądu oraz Krajowej Rady Sądownictwa;

— 2. Zostanie zrównany wiek przechodzenia w stan spoczynku sędziów niezależnie od płci;

— 3. Prezydent przejmie uprawnienia ministra sprawiedliwości w zakresie wyrażania zgody na późniejsze – niż przewiduje to ustawa – przejście sędziego w stan spoczynku;

— 4. Zostaną opublikowane trzy orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego, wydane w okresie batalii o niedopuszczenie trójki sędziów wybranych przez obecną większość parlamentarną.

Co ważna, publikacja orzeczeń „nastąpi z zastrzeżeniami, w jakich okolicznościach te orzeczenia były wydane, i że z naruszeniem prawa”. Przynajmniej teoretycznie nie będą one miały skutków prawnych.

Gdyby okazało się, że są to warunki, które spowodują wygaszenie tzw. sporu o praworządność, będzie to wielki sukces rządu i większości sejmowej. Ustępstwa mają bowiem charakter w zasadzie kosmetyczny i symboliczny. Co najważniejsze: nie naruszają istoty reformy wymiaru sprawiedliwości: sądownictwo przestanie być sferą kontrolowaną wyłącznie przez środowisko sędziowskie. Jednocześnie kompromis z Unią będzie oznaczał istotne wzmocnienie legitymizacji zmian, a także instytucji (w tym TK) tak silnie atakowanych przez opozycję w czasie ostatnich dwóch lat.

Konfliktem zmęczone są obie strony, obu stronom wyraźnie on szkodzi. Polsce sprzyjają także takie okoliczności jak relatywne osłabienie pozycji kanclerz Merkel, wynik wyborów we Włoszech czy agresywne działania Rosji, skłaniające zachód na łagodzenia napięć wewnętrznych. Ale sami także sobie pomogliśmy, zbierając sporą grupę państw (7 lub 8), która zdołałaby zablokować unijną procedurę już na pierwszym etapie.

Podsumowując: jeśli to jest cena, to naprawdę nie jest ona wysoka.

autor: Jacek Karnowski

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

1 KOMENTARZ

  1. Nie ustępować żadnej KE ,nie mają prawa się wtrącać-żadnych ustępstw,choć by o włos.Dasz palec ,to póżniej urwą głowę

ZOSTAW ODPOWIEDŹ