Dzień, w którym ołtarze pozostają ogołocone

Radosław Drożdżewski (Zwiadowca21), CC BY-SA 4.0, Wikimedia Commons

Takich dni jest właściwie kilka. To czas, kiedy po wielkoczwartkowej uroczystej Eucharystii i zaniesieniu Hostii na specjalnie przygotowany ołtarz, który ma symbolizować więzienie-ciemnicę, kapłani „burzą” ołtarz główny. Znikają z niego wszystkie przedmioty służące do odprawiania mszy. Dawniej odbywało się to w sposób niezwykły: celebrans przewracał świece układając je w specjalny sposób tak, aby każdy wchodzący do kościoła mógł kontemplować ten symbol pozornej klęski światłości. Bo to jest czas oczekiwania na mękę i śmierć Syna Bożego, śmierć rzeczywistą, nieudawaną, potwierdzoną wszystkimi znakami przypisanymi tylko śmierci.

Wielki Piątek pozostaje w tym czasie Triduum Paschalnego wyjątkowy, choć przecież każdy z tych najważniejszych dni w roku liturgicznym jest zupełnie niezwykły. Na ogołoconych ołtarzach nikt w całym chrześcijańskim świecie nie odprawia ani jednej mszy. Moja babcia mawiała, że w tym dniu związany w piekle diabeł próbuje się oswobodzić i w ciszy słychać jego łańcuchy. To ludowe przekonanie oddaje do pewnego stopnia osamotnienie, jakie przeżywa w tym czasie każdy wierzący, ponieważ to jest właśnie ta chwila, kiedy oblubienicy-Kościołowi zabrano jej Oblubieńca. Więc pościmy naprawdę, jak Pan Jezus przykazał, cierpimy głód, gasimy telewizory, wyłączamy radia, nie słychać nawet odkurzaczy. Tego dnia godzina trzecia po południu, pamiątka Jego konania, nabiera szczególnego wymiaru – to Szymon z Cyreny, niewiasty, śmierć, opłakiwanie Matki, załamanie Marii Magdaleny.

Wieczorem prawdziwa uczta czeka na tych wszystkich, którzy potrafią w obrazach Męki dostrzec znak miłości – wielkopiątkowe nabożeństwo adoracji krzyża. Jest jednym z tych wyjątków w liturgii Kościoła, który przetrwał do naszych czasów prawie niezmieniony od reformy trydenckiej w XVI wieku, a znany był już w VIII wieku w Rzymie. Obrzędy składają się z czterech części: Liturgii Słowa, w której czyta się m.in. najbardziej sugestywny z opisów Męki – Pasję wg św. Jana wraz z kolektami wstawienniczymi z cały Kościół, potem następuje adoracja krzyża, Komunia święta oraz złożenie Ciała Chrystusa – Hostii do Grobu Pańskiego, tzw. depositio. Poszczególne elementy przenoszą nas przed właściwy Krzyż Chrystusowy, dlatego symbolika wydarzeń Męki pozostaje bardzo wyraźna w każdym geście celebransa. Najpierw szaty. Dawniej czarne, ponieważ sporządzone z najdroższego rodzaju purpury oznaczającej królewskość. Dzisiaj kapa kapłana jest po prostu czerwona. Krzyż używany do obrzędów powinien być duży, ciężki, a przy tym piękny i zawsze ten sam. Jest zasłonięty osobnym welonem, którego powolne odsłanianie ma symbolizować ukazywanie się oczom zgromadzonych Jezusa Ukrzyżowanego. Gdy się to dokona kapłani i wierni powinni upaść na kolana, często celebrans dokonuje tzw. prostracji, gestu leżenia krzyżem, którego dokonuje się tylko w wyjątkowych chwilach liturgii Kościoła. Benedykt XVI pisał, że jest to wyraz uczestniczenia w niepokoju konającego Chrystusa i Jego trwodze przedśmiertnej.

Na koniec zanosi się Zmarłego do Jego Grobu. Ten zwyczaj znany jest tylko w Polsce, Austrii i Bawarii i trwa tutaj co najmniej od XVI wieku. Dawniej przed Grobem umieszczano również krzyż, teraz spoczywa tam Hostia pod białym welonem. Dla nas Polaków Grób Pański ma wymiar szczególny – często wykorzystywany do wyrażenia naszych polskich żalów i skarg, kiedy wraz z Panem Jezusem opłakiwaliśmy Ojczyznę. W tym miejscu oczekujemy zawsze zmartwychwstania, dlatego, kiedy z koszyczkiem przyjdziemy po wodę święconą, nie wolno nam zapomnieć, że tam, za białym welonem jest Ten, na którego czekamy wraz z Maryją, a który objawi się najpierw rozżalonej Marii Magdalenie.

Anna Sutowicz

źródło: e-civitas.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ