Fedorowicz o pomniku smoleńskim w Budapeszcie: “Przyjmujemy braterski gest Węgrów z ogromnym wzruszeniem”


Jest to dla nas rzecz niebywale znacząca, ważna i piękna, że  nasi bratankowie Węgrzy również chcą uczcić u siebie pamięć naszych najbliższych

—mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl Dariusz Fedorowicz, brat Aleksandra Fedorowicza, tłumacza prezydenckiego, który zginął w katastrofie smoleńskiej.

 

wPolityce.pl: 10 kwietnia odbędzie się odsłonięcie w Warszawie pomnika ofiar tragedii smoleńskiej. Czekało na niego wiele rodzin. Pan również?

Dariusz Fedorowicz: Tak. Nie tylko czekaliśmy na ten pomnik, ale nawet braliśmy udział w pracach nad nim, sam byłem członkiem komitetu jego budowy. Mieliśmy również swego przedstawiciela w jury, które wyłoniło ten zwycięski projekt.

Można powiedzieć, że stoczyliście całą batalię o ten monument, by mógł on w końcu stanąć w stolicy?

Tak. Z całą pewnością stoczyliśmy batalię. Była ona pełna różnych zwrotów. Osobiście byłem zwolennikiem miejsca dla niego przed Pałacem Prezydenckim i nadal wydaje mi się ono najbardziej stosowne, bo wybrał je naród. Niemniej okoliczności powodują, że trzeba było pójść na pewne kompromisy dotyczące miejsca.

Pomnik podoba się rodzinom?

Wiele osób on nie zadowalał i może im się nie podobać, bo jest ostry w wyrazie. Myślę jednak, że jest tak wieloznaczny w swojej wymowie, że wcale nie musi być ładny. On ma być przejmujący. I taki jest rzeczywiście ten pomnik. Ma bardzo głęboką symbolikę, choć jego ostra forma może trochę kaleczyć nasze poczucie estetyki. Ale z całą pewnością nie pozostawia ludzi obojętnymi.

Będzie Pan na jego odsłonięciu?

Trudno mi powiedzieć, dotykamy bowiem bolesnego aspektu tej sprawy. Nie wiem dlaczego tak się dzieje, ale wystąpiły jakieś bardzo poważne perturbacje i rodziny na ostatni moment są zapraszane. To nie powinno tak wyglądać, nigdy nie powinno się to zdarzyć.

Nie dodarło do Pana zaproszenie?

Dodarło w dniu wczorajszym, natomiast już inaczej poukładałem swoje plany. Tak nie powinno wyglądać zapraszanie rodzin, które jak sądzę są tym podmiotem najważniejszym. Nasi bliscy zginęli w tej tragedii i myśmy ponieśli najbardziej bolesną stratę. Dlatego myślę, że takie zaniedbanie zasługuje na to, by o tym powiedzieć. Radzi bylibyśmy usłyszeć jakieś wytłumaczenie. Termin oczywiście nie ulega żadnej dyskusji, był znany. To, że pomnik powstanie myślę, że również było wiadome. Więc nic nie powinno stanąć na przeszkodzie, by wszystkie rodziny ze stosownym wyprzedzeniem zostały zaproszone na uroczystość jego odsłonięcia. Tak niestety się nie stało, co jest rzeczą niebywale przykrą. Zaproszenie nas na ostatni moment i pewnie troszeczkę wymuszone, bo zaczęliśmy o tym dosyć głośno mówić, odbieramy bardziej jako afront.

Ważny dla Pana jest fakt, że również Węgrzy upamiętnili ofiary Smoleńska pomnikiem, który dziś został odsłonięty w Budapeszcie?

Oczywiście, przyjmujemy ten braterski gest Węgrów z ogromnym wzruszeniem i wdzięcznością. Jest to dla nas rzecz niebywale znacząca, ważna i piękna, że  nasi bratankowie Węgrzy również chcą uczcić u siebie pamięć naszych najbliższych.

Wielu czekało, że 10 kwietnia pozna raport końcowy nt. katastrofy smoleńskiej. Tak się jednak nie stanie. Wykorzystują ten fakt m.in. niemieckie media, jak „Die Zeit”, które pisze: „Z wypadku zrobiono morderstwo, z morderstwa mit, a z mitu politykę. Bez tego PiS nie rządziłaby Polską”. Jak Pan to komentuje?

Wybaczy pan, ale nie będę odnosił się do stwierdzeń zawartych w tym niemieckim piśmie, bo są poniżej wszelkiej godności. Jako państwo polskie nie mamy niestety dostępu do części samolotu, które niszczeją w Smoleńsku. Na szczęście dzisiejsza technika i metodyka naukowa pozwalają bardzo wiele informacji wyciągnąć z tych danych, które my jednak posiadamy. Wymaga to jednak nieporównywalnie większego zaangażowania i czasu oraz poważnych środków finansowych, co  nie oznacza, że tej sprawy nie można zbadać. Można i to się dzieje. Chciałbym zaapelować do polskiego społeczeństwa o to, żeby okazało pewną wyrozumiałość, ponieważ organa śledcze na całym świecie mają pewne zasady działania. Do nich należy m.in. niejawność tego typu śledztw. Nie trąbi się na rogach ulic o tym, co zostało zbadane do tej pory, bo to może zaszkodzić śledztwu. Wiem po rozmowach z naukowcami, którzy zajmują się tą sprawą, że potrzeba im nade wszystko spokoju i możliwości mrówczej, żmudnej i niebywale trudnej, pieczołowicie wykonywanej pracy. I bez jakichkolwiek nacisków z którejkolwiek strony. Jako rodziny musieliśmy nauczyć się przez 8 lat cierpliwości i myślę, że jeżeli tyle czekamy, to poczekajmy jeszcze trochę. Niech będzie udowodnione ponad wszelką wątpliwość co się stało w  Smoleńsku.

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ