Co przyniosła wizyta Timmermansa i kiedy można spodziewać się kompromisu z KE? “Do końca kalendarzowej wiosny”


Poniedziałkowy dzień w politycznej Warszawie upłynął pod znakiem intensywnej wizyty Fransa Timmermansa. Wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej odbył swoiste tournee, zaliczając niemal wszystkie istotne instytucje na mapie polskiej stolicy. Timmermans był i w KPRM, i w MSZ, i w Belwederze, i w Pałacu Prezydenckim, i w siedzibach prezesów Trybunału Konstytucyjnego i Sądu Najwyższego, i u Rzecznika Praw Obywatelskich…

Każde z tych spotkań miało nieco inny charakter, ale łączyło je jedno – wielka kurtuazja, grzeczność i obustronne zapewnienia o chęci znalezienia porozumienia. To znamienne, ale na atmosferę spotkań nie narzekała żadna ze zwaśnionych w Polsce stron. A co jeśli chodzi o konkretne efekty rozmów?

 

O konkrety trudno, bo i Timmermans nie przyjechał uzgadniać szczegółów rozmów, a – co najwyżej – wybadać grunt i wysłać pozytywny, miękki sygnał ze strony Komisji Europejskiej pt. „Jesteśmy gotowi do rozmów i kompromisu”. Nasi rozmówcy z obozu „dobrej zmiany” podkreślają, że w duecie Juncker – Timmermans to ten drugi gra(ł) do tej pory złego policjanta. Musiał więc podkreślić taką wizytą, że dogląda tematu, pilnuje sprawy i w pewien sposób nadzoruje ścieżkę do kompromisu.

To przypominało raczej odmrożenie pewnych kontaktów i zasypywanie narosłych sporów pełnych animozji. Konkrety dotyczące poszczególnych ustaw to już domena spotkań „branżowych”, a nie politycznych, które w dodatku trwają 40-50 minut. Z takimi urzędnikami jak Timmermans trzeba rozmawiać, choćby po to, by „nie psuli krwi”

— mówi portalowi wPolityce.pl uczestnik dzisiejszych rozmów.

Inny z polityków dodaje, że mimo to warto podkreślić, że spotkanie Timmermansa z premierem Morawieckim trwało dłużej niż pierwotnie zaplanowano. I że widać wyraźnie zmianę nastawienia wiceszefa KE, który zresztą podkreślał to oficjalnie na konferencji prasowej.

Różnice między obiema stronami widać było podczas konferencji prasowej w Belwederze, gdzie wypowiadali się i Frans Timmermans, i szef polskiej dyplomacji Jacek Czaputowicz. Wiceszef KE sugerował, że Bruksela poczeka na ruch ze strony polskiego parlamentu w kwestii zmian ustaw reformujących sądownictwo, a minister Czaputowicz kontrował ten przekaz, przekonując, że jego zdaniem lepiej jest uzgodnić wspólnie pakiet zmian i go po prostu realizować. Polska strona chce ustalić z KE możliwie jak najwięcej, by na ostatniej prostej nie zostać zaskoczona dodatkowymi wymaganiami i zastrzeżeniami. Odwrotnie rozumują tacy urzędnicy jak Timmermans, który najchętniej zobaczyłby wyraźne kroki w tył Warszawy, a następnie poprosił o więcej. I tutaj rzeczywiście jest pewien klincz co do przyjętej strategii.

Jacek Czaputowicz zasugerował też na konferencji pewne dodatkowe „pole manewru” ze strony Warszawy. Czego jeszcze oczekuje Bruksela? Szef MSZ uchylił rąbka tajemnicy w rozmowie z Polsatem:

Pan przewodniczący Timmermans mówił, że ci sędziowie [Sądu Najwyższego], którzy będą składać wniosek [o przedłużenie możliwości pracy], chcą być w postawie bez przymusu, nie chcą prosić, chcą, żeby to nie był akt wobec prezydenta. Trzeba by znaleźć formułę bardziej neutralną, więc tutaj są rozwiązania możliwe, które wyjdą na przeciw, bo przecież chodzi o to, żeby wszystkie osoby, w tym sędziowie, żeby nie urazić ich godności, a z tego, co zrozumiałem, niektórym przeszkadza to, że muszą prosić o coś prezydenta

— powiedział szef polskiej dyplomacji.

Jest więc nad czym pracować. Nastawienie Timmermansa i jego wizyta w Polsce to jedno, ale poniedziałkowe rozmowy trzeba interpretować – jak przekonują moi rozmówcy – raczej jako próbę „udobruchania” tej części KE, która jest nastawiona bardziej wojowniczo. Szczegóły kompromisu będą uzgadniane na poziomie niżej, za to ogólne zielone światło polityczne – na poziomie wyżej i relacji Juncker-Morawiecki.

To bezpośredni kontakt tych dwóch dżentelmenów jest dziś kluczowy

— słyszę od moich rozmówców.

Plan jest taki, że ogłoszenie kompromisu mogłoby mieć miejsce podczas wizyty szefa KE, Jeane Claude’a Junckera w Polsce. Kiedy do niej dojdzie? Termin na razie nie jest znany, ale polskiej dyplomacji – jak i stronie KE – zależy, by doszło do tego jeszcze kalendarzową wiosną, a więc do połowy czerwca. Wówczas na poważnie ruszają rozmowy o kolejnej perspektywie budżetowej UE i obie strony chcą wejść w ten czas z czystą kartą, bez wzajemnych pretensji. Gdyby to się udało, i KE, i premier Morawiecki odtrąbiliby sukces, choć każda ze stron zapewne kładąc akcent na nieco inne pozytywy tego wydarzenia.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ