Hipokryzja! Demokracja jest wtedy, kiedy wygrywają “słuszne” partie? Prof. Markowski: Węgry i Polska przeżywają teraz demokratyczny upadek

fot: youtubie

Budapeszt zagłosował najmniej profideszowsko, bardziej za socjalistami i innymi partiami. Mamy taki dylemat w wielu krajach, że te ośrodki, te zawody, grupy społeczne, które w największym stopniu przyczyniają się do dobrostanu, są marginalizowane

— powiedział buńczucznie prof. Radosław Markowski w programie „Onet Rano”. Polskie „elity” szukają przyczyn porażki Partii Socjalistycznej i innych „postępowych” sił na Węgrzech. Jedna z wymienionych przyczyn to brak porozumienia opozycji. Jak widać jeszcze inne wytłumaczenie tej sytuacji ma prof. Markowski – po prostu najbardziej światli Węgrzy nie popierają Fideszu, ale jest ich zbyt mało. Z jego wypowiedzi można wywnioskować, że swoje spostrzeżenia odnosi również m.in. do Polski.

 

Ci, którzy mają całkiem inne poglądy polityczne i co innego by wspierali, ci którzy powodują, że Węgry zaczęły się po wielu latach stagnacji rozwijać, nie mogą się przebić ze swoimi pomysłami

— dodał.

Markowski zestawił Polskę i Węgry – jego zdaniem oba te kraje przeżywają demokratyczny upadek. dostrzegł jednak pewną różnicę.

Te dwa kraje przeżywają teraz demokratyczny upadek. (…) Na Węgrzech legitymizowaną, zmanipulowaną czy nie świadomością społeczną, natomiast w Polsce to jest inaczej – tutaj te 18,6 proc., te 5,7 mln z 31 mln Polaków zagłosowało na Prawo i Sprawiedliwość. PiS postanowił robić to samo co Orban na Węgrzech, a więc zmieniać porządek konstytucyjny kraju, do czego nie ma legitymizacji. To jest wielka różnica między tymi dwoma krajami obecnie

— mówił.

Prof. Markowski „zapomniał” dodać, że PiS uzyskało niemal 38 proc. głosów wśród uprawnionych do głosowania Polaków, którzy wzięli udział w wyborach i oddali ważne głosy. Dla podkreślenia efektu najwyraźniej wolał powielać manipulację o 19 proc. Polaków głosujących na PiS. Po drugie, niezrozumiała jest jego wypowiedź na temat braku legitymizacji do rządzenia przez PiS – większości konstytucyjnej PiS nie ma i wciąż obowiązuje u nas ustawa zasadnicza z 1997 roku. Przeprowadzanie przez partię innych, dozwolonych prawem reform, na przykład reformy sądownictwa, nie świadczy o żadnym upadku demokracji.

Niektórzy przedstawiciele „elit” uważają jednak, że demokratyczny upadek następuje wtedy, kiedy w wolnych wyborach nie wygrywają ich faworyci…

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ