Niżej niż poziom Palikota i Urbana. Nienawistny obłęd Lisa: “Smoleńsk z 2010 roku jest opowieścią z porządku polskiego burdelu”


Smoleńsk z 2010 roku nie jest opowieścią z porządku polskich narodowych dramatów. Jest opowieścią z porządku polskiego burdelu

— w tak „uroczy” sposób Tomasz Lis postanowił spuentować swój strumień świadomości poświęcony tragedii smoleńskiej.

Odnotowujemy wstępniak naczelnego „Newsweeka” wyłącznie po to, by zapisał się nieco szerzej. Z pewnością bowiem za tydzień, miesiąc czy rok ktoś z, umownie mówiąc, lewicowo-liberalnej strony załamie ręce nad pamięcią o tragedii smoleńskiej.

Warto więc wiedzieć, jak ktoś taki jak Tomasz Lis odnosi się do sprawy. Cyrk naczelnego „Newsweeka” polega na porównaniu wydarzeń z 10 kwietnia do… dzisiejszego państwa.

Smoleńsk trwa. Być może prawdziwy dysponent lotu jest nawet ten sam co osiem lat temu. Spodziewajmy się wszystkiego, co najgorsze, bo dysponent bawi się lotem, a – niestety – poza samolotem nie ma absolutnie nic do stracenia

— pisze zupełnie poważnie Lis.

I dodaje, że i dziś słyszymy „Pull up” jako państwo, zaśmiewa się Lis, dorzucając, że i „terrain ahead” słychać, ale „dysponenta to nie interesuje”.

Smoleńsk to stan umysłu, to stosunek do rzeczywistości, norm, zasad. (…) PiS jest państwem bananowo-wschodnim

— czytamy.

Smutne to wszystko, płytkie, wulgarne i w zasadzie świadczące tylko o autorze tej dziwnej analizy. Krzywdy to władzy nie robi, a tylko dolewa oliwy do ognia i nakręca spiralę złych emocji.

Smutne, panie Tomaszu. Bardzo, bardzo przykre.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ