Prof. Ryba: Orban pokazał wizję narodowych Węgier w odniesieniu do multikulturalnej wizji Sorosa. Wyborcy wybrali jednoznacznie

fot: youtubie

To pokazuje, że wyborcy zmobilizowali się, bo Orban pokazał swoją wizję w odniesieniu do wizji Sorosa. Pamiętamy, jakie były spory w kontekście działania fundacji tego finansisty. W tym względzie Węgrzy przyjęli w ogromnej mierze tę retorykę – Węgry narodowe Victora Orbana czy multi-kulturalne George Sorosa. Wybór jest jednoznaczny

— powiedział w rozmowie z portalem wPolityce.pl prof. Mieczysław Ryba, historyk polityki.

wPolityce.pl: Według wstępnych wyników wyborów na Węgrzech, większość konstytucyjną zdobyła dotychczas rządząca koalicja Fidesz-KDNP. Węgierska Partia Socjalistyczna zajęła dopiero trzecie miejsce, wyprzedził ją jeszcze prawicowy Jobbik. Jak by pan skomentował takie wyniki węgierskich wyborów?

Prof. Mieczysław Ryba: Po pierwsze oczywiście mamy do czynienia z niezwykle sprawnym politykiem, Victorem Orbanem, który jest w stanie rządząc trzecią kadencję, co nie jest takie typowe, zwłaszcza jeśli bierzemy pod uwagę nasz obszar geograficzny. Po drugie jednak widać wyraźnie, że ta oś sporu, wokół którego kampania się toczyła, czyli kwestia imigrantów, jest na tyle istotne dla społeczeństwa węgierskiego, że ta zwiększona frekwencja wcale nie obniżyła wyniku wyborczego Fideszu. W związku z tym, tutaj ta różnica między Zachodem a Europą Centralną jest istotna. Tutaj mamy w akcie wyborczym bardzo silny mandat Orbana do tego, żeby również na gruncie europejskim sprzeciwiał się polityce migracyjnej, która zdefiniowana jest hasłem tzw. polityki otwartych drzwi. Oczywiście jest ten wymiar ogólnoeuropejski i w kontekście polskim pamiętajmy, ze Victor Orban bardzo jednoznacznie wspiera działania polskiego rządu na arenie międzynarodowym. Nie tylko w sensie takim taktycznym, kiedy myślimy o art. 7 TUE, ale również gdy mówimy o całej koncepcji UE – Europy Narodów, silnej podmiotowości państw narodowych, rządów narodowych. I wreszcie z silnym odniesieniem do korzeni chrześcijańskich w sytuacji, gdy Europa Zachodnia bardzo mocno nawiązuje do idei rewolucji kulturalnej.

Premier Victor Orban po ogłoszeniu wyników wyborów wyraźnie zwracał właśnie uwagę na, że Węgrzy wybrali żeby pozostać węgierskim krajem. Nawiązywał do tego, że Węgrzy mają swoją kulturę chrześcijańską. W Pana ocenie premier Węgier nie przesadzał w tym miejscu?

Wydaje się, że nie, skoro spór dotyczył tzw. migracji. Nie tylko w znaczeniu ekonomicznym. Dla Orbana problem był kulturowy, cywilizacyjny i on to wprost zdefiniował. To nie jest tak, że on wnioskuje ex post, nie biorąc pod uwagę treści kampanii wyborczej, sporu politycznego. Wręcz odwrotnie. W tym względzie absolutnie jego wnioski są trafne i odnoszące się do tego, co zwiemy sporem w czasie kampanii. Sporem, który do tego stopnia rozgrzał wyobraźnię Węgrów, że frekwencja była rzeczywiście zaskakująca.

Owa frekwencja wyniosła ok. 70 proc. Szereg komentatorów nieprzychylnych Victorowi Orbanowi, także tych z Polski, liczyło, że to oznacza ona mobilizację wyborców, którzy chcieliby odsunięcia obecnego rządu od władzy. Okazało się, że całkowicie się przeliczyli.

To pokazuje, że wyborcy zmobilizowali się, bo Orban pokazał swoją wizję w odniesieniu do wizji Sorosa. Pamiętamy, jakie były spory w kontekście działania fundacji tego finansisty. W tym względzie Węgrzy przyjęli w ogromnej mierze tę retorykę – Węgry narodowe Victora Orbana czy multikulturalne George Sorosa. Wybór jest jednoznaczny.

Co dla Polski oznacza tak zdecydowane postawienie przez Węgrów na koalicję Fidesz- KDNP?

To ma wymiar dosyć poważny nie tylko dlatego, że Węgry popierały Polskę w sporze z Komisją Europejską, ale także tu jest manifestacja narodu węgierskiego, pokazująca, że model zjednoczenia Europy, ten lewicowo-liberalny, odchodzi do lamusa. Nie jest przyjmowany przez kraje Europy Środkowo-Wschodniej. Sądzę, że ten wynik wyborczy w jakichś sposób ilustruje w mikroskali w ogóle nastroje społeczne, jakie są w Europie Centralnej.

Czy pod kątem zbliżającego się maratonu wyborczego w Polsce wydaje się Panu, że aktualnie rządząca w naszym kraju ekipa może wyciągnąć jakieś wnioski z węgierskich wyborów?

Wydaje mi się, że z pewnością. Przykład węgierski był brany pod uwagę w kampanii wyborczej z 2015 roku. Padały hasła, że w Warszawie jest możliwość „stworzenia Budapesztu”. Długie rządy Victora Orbana wcale go nie „zużyły”. Pytanie jest, czy hasła, które są aktualne i ważne nad Dunajem i które pozwoliły Orbanowi wygrać po raz trzeci, nie należy użyć jako element głównej osi sporu politycznego w Polsce. Rzeczywiście podobieństwo Węgrów i Polaków jest spore w wielu aspektach postrzegania rzeczywistości.

Czyli krótko mówiąc PiS powinien Pana zdaniem w kampanii przed wyborami parlamentarnymi postawić przede wszystkim na kwestię polityki migracyjnej?

Nie tylko. Mowa o tym, czy Europa i Polska ma być „Sorosowa”, czyli poddana pewnej rewolucji kulturalnej, czy też ma być to Polska, a zarazem Europa narodów, z odniesieniem bardzo silnym do tradycji chrześcijańskich. To jest ta oś sporu.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ