Szokujące słowa Laska w 8. rocznicę 10/04: Jeśli nie będziemy prostować teorii spiskowych Macierewicza, to Smoleńsk się powtórzy

smolensk.jpg

Latam od 16. roku życia. Przez 14 lat badałem wypadki lotnicze. Bezpieczeństwo latania mam we krwi. Zdecydowałem się walczyć z tezami zamachowymi i to robię. Jeśli nie będziemy prostować teorii spiskowych Macierewicza, to Smoleńsk się powtórzy— powiedział w wywiadzie dla gazeta.pl dr Maciej Lasek, były przewodniczący Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych.

Na pytanie, czy ma poczucie porażki, odpowiedział bez zająknięcia:

Nie.

Jak stwierdził były członek komisji Millera:

Siły i środki zaangażowane w lansowanie wersji zamachowej są ogromne – robi to TVP, cały aparat rządowy i Podkomisja Smoleńska Antoniego Macierewicza z milionowymi budżetami. A mimo to dużo więcej osób w żaden zamach jednak nie wierzy. Polacy widzą doskonale, że mimo upływu dwóch lat Podkomisja niczego nie osiągnęła. Zaryzykuję stwierdzenie, że promotorzy teorii o zamachu ponoszą porażkę.

Jednocześnie Lasek podkreśla:

Smoleńsk to jest moja sprawa. (…) Zaangażowałem się w obalanie teorii spiskowych, więc Smoleńsk cały czas jest obecny w moim życiu. W zasadzie nie ma dnia, bym nie sprawdzał, czy nie ma jakichś nowych informacji w mediach o katastrofie, do których trzeba się odnieść. Katastrofa smoleńska to – jeśli mogę tak powiedzieć – codzienny gość w moim domu. I tak będzie jeszcze przez lata.

Nie obyło się bez śmiałych analogii.

Niektórzy ludzie są w stanie uwierzyć nawet w takie teorie jak związek katastrofy smoleńskiej z wypadkiem limuzyny prezydenta Andrzeja Dudy na autostradzie A4

— powiedział ekspert.

Jak stwierdził Lasek:

Posądzanie Rosjan o zamordowanie polskiego prezydenta, tylko skłaniałoby ich do zatrzymania wraku i innych dowodów. Bo wtedy mogą się tymi dowodami wykazać przed międzynarodowym trybunałem. Rosjanie oczywiście mogliby już nam ten wrak Tu-154M oddać, bo jest polską własnością, ale patrząc chłodno: mogą go trzymać jeszcze długo.

Na pytanie, czy raport Millera mógłby być lepszy, gdyby wrak znalazł się w Polsce, Lasek odpowiedział:

Może byłyby inne zdjęcia, ale nie wnioski.

Nie obyło się bez krytyki podkomisji smoleńskiej.

Rosyjski MAK i Komitet Śledczy Rosji oświadczyły, że owszem jeśli chcą, to ich zapraszają. Ale Podkomisja ostatecznie nie skorzystała. W sumie nie dziwię się Macierewiczowi i spółce. Przecież gdyby po drugiej stronie stanęli specjaliści z MAK(wiele można mieć za złe, ale wiedzą o czym mówią), to Podkomisja by poległa

— grzmiał były przewodniczący PKBWL.

Co najbardziej szokujące, Lasek nie zawahał się, by rzucać oskarżenia pod adresem pilotów.

W Smoleńsku samolot był stary, ale sprawny. W Smoleńsku nie samolot zawiódł, ale załoga, a w zasadzie cały system, którego załoga była jedynie ostatnim ogniwem. Muszę wyraźnie to powiedzieć: załoga popełniła błędy, bo nikt im nie pozwolił stać się dobrymi pilotami. Nikt ich dobrze nie nauczył rzemiosła. W lotnictwie nie ma samokształcenia – trzeba mieć dobrych instruktorów, dobry nadzór, dużo lotów treningowych. Jeśli tego nie ma, to będzie katastrofa

— powiedział Lasek.

A do Specpułku ci chłopcy przyszli prosto po szkole, bez żadnego doświadczenia w innych jednostkach. Uczyli się, jak umieli najlepiej. Szef klepał ich po plecach i mówił „jesteście najlepsi”, „jesteście elitą”. Ale nie byli. To nie była wina pilotów, tylko całego systemu zarządzania i nadzoru nad 36splt

— twierdził.

Były szef PKBWL uznał za stosownie zaatakowanie ekspertów smoleńskich pracujących na rzecz wyjaśnienia przyczyn katastrofy.

Ostatnio dokładnie śledziłem wypowiedzi prof. Wiesława Biniendy z Podkomisji Smoleńskiej. W zeszłym roku główną teorią był wybuch bomby termobarycznej, a samolot się nie obracał. Podkomisja nawet tak zmanipulowała wyniki badań WAT, by tę tezę utrzymać. A całkiem niedawno prof. Binienda powiedział, że samolot jednak się obrócił i zderzył z ziemią

— powiedział.

Teorie Podkomisji się zmieniają, sam więc z zaciekawieniem liczę kolejne wybuchy i miejsca rozłożenia bomb. A jest ich dużo. Wedle ich tez na rok przed 10 kwietnia 2010 r. w Samarze podczas remontu Rosjanie zamontowali paski detonacyjne. Przez rok z tymi bombami latali i gdyby nie lot do Smoleńska, to jeszcze przez kolejne lata bomby kurzyłyby się na pokładzie Tu-154M? Absurd

— grzmiał Lasek.

Wypowiedzi dr. Macieja Laska mogą budzić niesmak. Ekspert uznał za stosowne krytykowanie tragicznie zmarłych pilotów i ludzi, którzy ponoszą wielki trud związany z wyjaśnianiem przyczyn katastrofy. I to jeszcze w takim dniu – 10 kwietnia, dokładnie w 8. rocznicę tragedii smoleńskiej.

wpolityce.pl/gazeta.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ