Konflikt ws. 10/04? Minister Dera: Politycy Platformy nie umieją oddzielić uczczenia ofiar od wyjaśnienia przyczyn katastrofy

schetyna4.png

Osiem lat temu czekałem w Smoleńsku na przylot polskiej delegacji, na przylot prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Moim marzeniem było, żeby być w  tym dniu w Katyniu, żeby oddać hołd Polakom, oficerom pomordowanym przez NKWD w 1940 r. Nie doczekaliśmy się na delegację. To był jeden z najtrudniejszych dni w moim życiu, gdzie płacz był czymś tak naturalnym, że nie szło się powstrzymać. To było tak szokujące wydarzenie, że do dziś dzień ten wspominam w kategoriach wielkiego bólu, żalu i głębokiego przeżycia

— powiedział w rozmowie z Markiem Pyzą w „Kwadransie politycznym” minister Andrzej Dera.

 

Dodał, że te wspomnienia odżywają co roku, ponieważ bardzo wiele osób znał osobiście. Podkreślił, że to była elita narodu polskiego, dlatego jest to tak wielką stratą.

Przypomniał, że po katastrofie smoleńskiej dostał bardzo ważne zadanie, jakim było przejęcie obowiązków Zbigniewa Wassermnanna w komisji hazardowej, co – jak podkreślił – było bardzo trudne, ponieważ był on dla niego wzorem, który stara się doścignąć.

Minister Dera, pytany o podziały w Polsce ocenił, że ich początek miał miejsce w roku 2005, a podział ten narastał w czasie prezydentury Lecha Kaczyńskiego, czego dowodem była chociażby irracjonalna walka premiera Tuska z prezydentem, a Katyń był finałem tego zachowania.

Rzeczywiście w 2010 roku te podziały na chwilę zaniknęły, ale wystarczyło to, że padła propozycja, żeby Lech Kaczyński został pochowany na Wawelu i obudziło się to święte przekonanie, że tylko „my wiemy, gdzie to może być”. Paradoks polegał na tym, że politycy Platformy nie umieli oddzielić uczczenia ofiar od wyjaśnienia przyczyn. Tu PO ma jakiś wstyd. nie potrafi przebić własnego wstydu ws. katastrofy smoleńskiej, bo robiono wszystko, żeby tego pomnika nie było

— podkreślił minister dodając, że wola narodu i ludzka przyzwoitość doprowadziły do tego, że pomnik powstał.

Myślę, że oddzieli on to, co nie powinno Polaków dzielić, a dzieliło. To należało się wszystkim ofiarom. Zawstydzające było to, że pomnik został wcześniej odsłonięty na Węgrzech niż w Polsce. To było bardzo symboliczne, bo ten pomnik powinien powstać w pierwszym, drugim roku po katastrofie. Wystarczyła tylko jedna rzecz, której zabrakło PO przez 8 lat i cały czas brakuje – woli politycznej. Nie było jej i robili wszystko, żeby nie powstał

— zwrócił uwagę minister Andrzej Dera.

Odnosząc się do przesłania pomnika, minister zwrócił uwagę na przekaz słów prezesa Kaczyńskiego i prezydenta Dudy. Andrzej Dera przyznał, że to były piękne i ważne słowa, a on sam odbiera ten pomnik, jako coś jednoczącego.

Myślę, że ten pomnik ma szansę stać się takim miejscem zjednoczenia, ponieważ nie ma tam żadnego elementu, który by dzielił. Groby są rozsiane po całej Polsce, ale jest jedno piękne miejsce na pl. Piłsudskiego, które będzie przywoływać wspomnienia

— powiedział.

Komentując zapowiedzi opozycji o rozbiórce lub przeniesieniu pomnika, minister podkreślił, że jest to walka z pamięcią.

To barbarzyństwo. Ja nie rozumiem takiego ustawiania się w poprzek. Nie umieją te osoby przejść w naturalny sposób do tego, że jest to miejsce, które upamiętnia wszystkich. Tym wszystkim ludziom to się należało. Myślę, że opozycja nie będzie w stanie rozebrać tego pomnika, bo w moim odczuciu, jest on nie do ruszenia

— podkreślił minister Andrzej Dera.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ