Witold Waszczykowski: “Jeśli sumienie Tuska nie pozwala mu stanąć po stronie Polski, niech przynajmniej nie szkodzi”

fot: youtube.com

Jeśli sumienie Tuska nie pozwala mu stanąć po stronie Polski, to niech przynajmniej nie szkodzi. A on szkodzi. Co jakiś czas wychodzi publicznie, krytykuje i nawołuje polski rząd do ustępstw, do przyjęcia takich a nie innych rozwiązań, i przestrzega, że jeśli tego nie zrobi, to spotka się z odpowiednimi karami, np. dotyczącymi nowego budżetu europejskiego. Wystarczy, by nie ingerował w ten proces, nie nawoływał polskiej opozycji do aktywnego przeciwstawiania się rządowi i nie umacniał komisarzy europejskich w oporze przeciwko Polsce

— powiedział Witold Waszczykowski, były minister spraw zagranicznych.

wPolityce.pl: Na ile Donald Tusk jest hamulcowym porozumienia Polski z Brukselą?

Witold Waszczykowski: Kwestia Donalda Tuska w Brukseli jest oczywista. My zawsze uważaliśmy, że osoba kierowana do struktur międzynarodowych, szczególnie europejskich, nie staje się nagle kosmopolitą. Przekonywano nas ciągle przez wiele lat, że przejmując stanowisko międzynarodowe, np. komisarza, należy służyć całej Wspólnocie. Owszem, ale nie zapominając o interesach narodowych. Jeżeli mamy przykład polityków z innych krajów, których przedstawiciele obejmują takie stanowiska, to gołym okiem można dostrzec, jak promują interesy własnych państw. To po pierwsze informowanie własnego kraju, a po drugie, ściąganie do unijnych struktur ludzi z własnego państwa. Proszę zobaczyć, ilu ludzi wprowadzili do Brukseli politycy niemieccy, czy też jak komisarz Federica Mogherini promuje włoskie interesy i włoską obecność. Po trzecie, jest to albo inicjowanie jakichś interesów własnego państwa na forum UE, albo blokowanie niekorzystnych dla niego działań. Niech za przykład posłuży to, jak urzędnicy europejscy pochodzący z Niemiec zachowują się ws. Nord Stream 2.

Zapytajmy w takim razie, czy będąc w Brukseli Tusk robi cokolwiek w tych trzech obszarach? Czy informuje własny kraj, kontaktuje się z premierem? Wiem, że tego nie robił. Czy ściągał Polaków do instytucji unijnych poza Grasiem i Serafinem? Nie ma tam rzeszy Polaków, którzy dzięki niemu zostaliby tam zatrudnieni. I po trzecie, w jaki sposób promuje polski interes, albo blokuje antypolskie działania? Gdzie są jego wypowiedzi nt. Nord Stream 2? Czy są jakieś wystąpienia ws. fali migrantów i uchodźców? Przecież to on nawoływał nas, żeby ich przyjmować. Dopiero kiedy nastąpiło wahnięcie sytuacji w Niemczech i okazało się, że Berlin przyznaje, iż ten kryzys jednak istnieje, to zaczął trochę przed tym przestrzegać.

A może Donald Tusk postrzega interesy polskie, jednak w rozumieniu totalnej opozycji, czyli wspiera te działania, które mają służyć „równoległemu państwu”, w odróżnieniu od „państwa pisowskiego”?

Schetyna nie kryje się, że stojąc na czele sejmowej komisji spraw zagranicznych – dalibóg nie wiem dlaczego – tworzy alternatywną, czy też równoległą dyplomację. Zasada jest przecież taka, że interesy narodowe państwa określa zawsze aktualnie sprawujący władzę rząd, mający demokratyczną legitymację. Nie można więc powiedzieć, że rząd określa tylko interesy partyjne. I obowiązkiem urzędników, desygnowanych przez to państwo do struktur międzynarodowych, jest bronić tego narodowego interesu. A tutaj nie mamy do czynienia z taką sytuacją. W przypadku sporu z KE o praworządność, nawet jeśli sumienie Tuska nie pozwala mu stanąć po stronie Polski, to niech przynajmniej nie szkodzi. A on szkodzi. Co jakiś czas wychodzi publicznie, krytykuje i nawołuje polski rząd do ustępstw, do przyjęcia takich a nie innych rozwiązań, i przestrzega, że jeśli tego nie zrobi, to spotka się z odpowiednimi karami, np. dotyczącymi nowego budżetu europejskiego. Wystarczy, by nie ingerował w ten proces, nie nawoływał polskiej opozycji do aktywnego przeciwstawiania się rządowi i nie umacniał komisarzy europejskich w oporze przeciwko Polsce.

Pojawiły się kuluarowe doniesienia, jakoby Donald Tusk miał rozpowiadać w Brukseli, że „PiS go aresztuje”. Szef RE – jak to ma w swoim stylu – ze sprawy trochę drwił i żartował.

Część jego wypowiedzi o tym, że PiS ma opinię „mściwej partii” potwierdzała, że on się tego boi. Gdzieś w tyle jego głowy tkwi to, że ma do czynienia z partnerem, który może się na nim zemścić.

Ale czy rzeczywiście jest coś na rzeczy, że Donald Tusk aż tak straszyłby PiS-em w Brukseli?

Warto wskazać na jego poprzednie występy w kraju przed wymiarem sprawiedliwości, z czego czynił ostentacyjne manifestacje. Starał się tym pokazywać, że polski wymiar sprawiedliwości, prowadzący normalne i legalne śledztwa w których występuje jako świadek, traktuje jako działalność polityczną przeciwko partii, którą reprezentował. Dyskredytował śledztwa, pokazując przez media światu zachodniemu i Brukseli, że nie akceptuje tego i nie akceptuje PiS-u u władzy.

Trzeba ciągle zwracać uwagę na klucz grudnia 2016 r., na ten pseudo-pucz, który chciano wywołać w Sejmie i pojawienie się wtedy Tuska w Polsce, gdy nawoływał ostro, przypominając jaki charakter miały w Polsce grudnie i wyrażał gotowość do stanięcia na czele takiego puczu oraz doprowadzenia do zmiany władzy w Polsce. To była absolutnie nieuzasadniona i bezprawna ingerencja urzędnika brukselskiego.

Czy można powiedzieć w takim razie, że obserwujemy cały czas swego rodzaju pre-kampanię prezydencką Donalda Tuska?

On sam zapowiedział w wywiadzie dla jednej z telewizji, że nie zamierza odejść na emeryturę i chce powrócić do Polski, dając tym samym sygnał, że jest do dyspozycji. To raczej będzie problem Platformy, jak ona rozwiąże, kto wygra wewnętrzne przywództwo i zostanie liderem opozycji.

Ale słyszymy głosy z samej PO, że Tusk byłby najlepszym kandydatem na prezydenta i lidera zjednoczonej opozycji. Wtedy Schetyna mógłby aspirować do roli premiera.

Aż strach się bać.

W poniedziałek Donald Tusk ma zeznawać jako świadek w procesie Tomasza Arabskiego. Jako premier powinien mieć największą wiedzę o działaniach szefa jego kancelarii. Czy jego zeznania mogą wnieść coś ważnego, czy też powinniśmy spodziewać się, że Tusk będzie zasłaniał się niepamięcią?

Sądzę, że będzie brnął w niepamięć albo w jakieś inne sztuczki. Będzie pewnie uciekał do tego, dlatego, że sytuacja w tej sprawie się zmieniła. Sam przecież przekazałem jakiś czas temu znalezione w MSZ materiały na temat całej gry politycznej, jaka miała miejsce od 1 września 2009 r., od tego słynnego spotkania Tuska z Putinem na molo, aż po następnie miesiące do katastrofy z 10 kwietnia 2010 r,. gdzie cała polska dyplomacja, w tym właśnie Arabski byli uwikłani w to, aby najpierw nie dopuścić Lecha Kaczyńskiego do jakiejkolwiek części uroczystości katyńskich, a potem, aby zorganizować odrębne wydarzenie, które dyskredytowano by jako „wycieczkę”, czy „osobistą pielgrzymkę” prezydenta . Jasno z dokumentów wynikało, że nieprawdą jest, że to na początku lutego 2010 r. Putin zaprosił Tuska i doprowadził do rozdzielenia wizyt. Nie, to już od 1 września 2009 było mniej więcej dogadane z Rosjanami. Do tego nadal kluczowe w tej sprawie jest wyjaśnienie wizyty Tomasza Arabskiego w Moskwie w marcu 2010 r., do której nie dopuszczono prezydenckiego ministra Mariusza Handzlika.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ