Z historii Dolnego Śląska – bój o Wrocław

W lutym 1945 roku koniec II wojny światowej był już blisko. Tymczasem w stolicy Dolnego Śląska rozpętało się piekło.

Po załamaniu się niemieckiej obrony na froncie wschodnim, zwycięska Armia Czerwona (1. Front Ukraiński pod dowództwem marszałka Iwana Koniewa) parła na zachód. Celem był oczywiście Berlin, jednak po drodze znajdowało się jeszcze jedno wielkie niemieckie miasto – Breslau, czyli Wrocław. Jeszcze w sierpniu 1944 roku zostało ogłoszone twierdzą (niem. Festung).

Tak naprawdę Wrocław był twierdzą tylko z nazwy. Miasto miało stare fortyfikacje z przełomu stuleci, nie było przygotowane do tego, co miało się zdarzyć. Do tego momentu było tu spokojnie, Dolny Śląsk pozostawał poza areną wojennych zmagań. Wraz ze zbliżaniem się frontu gauleiter Dolnego Śląska (prowincjonalny lider partii nazistowskiej, NSDAP) Karl Hanke nakazał ewakuację ludności cywilnej. Wskutek zimna zmarło kilkadziesiąt tysięcy osób, w tym wiele dzieci. Hanke był fanatycznym nazistą, ślepo oddanym Adolfowi Hitlerowi i miał zamiar bronić miasta do ostatniego człowieka. Wszelkie przejawy buntu i zwątpienia były karane śmiercią.

W lutym Armia Czerwona zbliżyła się do Wrocławia. Niemieckie dowództwo spodziewało się ataku od strony północnej i wschodniej, gdzie Wrocław jest stosunkowo nieźle chroniony przez Odrę i jej dopływy. Tymczasem Sowieci sforsowali rzekę w dolnym biegu, szybko zdobyli Legnicę i ruszyli z powrotem, by uderzyć na stolicę Dolnego Śląska od południa i zachodu. Rozpoczęły się bombardowania z powietrza i ostrzał artyleryjski. W drugiej połowie miesiąca wojska sowieckie zamknęły pierścień okrążenia. Niemieckie siły powietrzne rozpoczęły zaopatrywanie miasta z powietrza, tylko dlatego możliwa była obrona, choć lotnicy Luftwaffe ponosili spore straty, a wiele zasobów trafiało w ręce wroga.

Do zdobycia Festung Breslau wyznaczony został generał Władimir Głuzdowski (podobno polskiego pochodzenia). Na czele obrońców stał generał Hans von Ahlfen. Do dyspozycji miał ok. 37 tysięcy żołnierzy, a w mieście, mimo przymusowej ewakuacji, wciąż pozostawało 115 tys. cywilów. Wiele niemieckich oddziałów stanowiły jednostki rezerwowe lub niedoszkolone, byli wśród nich kadeci, chłopcy z Hitlerjugend i pospiesznie sformowane pospolite ruszenie złożone ze zwykłych obywateli (tzw. Volksturm).

W dniu 17 lutego rozpoczął się bój o Festung Breslau. Wojska sowieckie, sformowane w większości na Ukrainie, nie były przystosowane do walk w wielkim mieście. Wielu z czerwonoarmistów pierwszy raz widziało na oczy taki ośrodek. Nic zatem dziwnego, że ponosili ciężkie straty. Mimo to natarcie pomału i nieubłaganie posuwało się do przodu. W zaciętych walkach osiedla na południu i zachodzie miasta przechodziły z rąk do rąk, zmagania toczyły się o każdą ulicę, a piękna zabudowa tych dzielnic została bezpowrotnie zniszczona. Ślady tych walk widoczne są do dzisiaj.

Pod koniec lutego stało się jasne, że lotnisko na Gądowie Małym jest coraz bardziej zagrożone przez Sowietów. Niemieckie władze zdecydowały o konieczności budowy nowego lotniska. Postanowiono o zrównaniu z ziemią reprezentacyjnej dzielnicy mieszkalnej w stosunkowo spokojnej części miasta – dzisiejszym placu Grunwaldzkim (podówczas ul. Cesarska, Kaiserstraße). Tysiące mieszkańców Breslau, ale i jeńców wojennych (w tym m.in. Polaków, żołnierzy powstania warszawskiego) pod gradem sowieckich bomb ruszyło do wyburzania budynków…

Bitwa wrocławska potrwała do początku maja. Stolica Dolnego Śląska broniła się jeszcze kilka dni po śmierci Adolfa Hitlera. Nie została zdobyta, dowództwo niemieckie skapitulowało w obliczu beznadziejnej sytuacji. W międzyczasie miało miejsce wiele dramatycznych wydarzeń, które na zawsze przeobraziły oblicze Wrocławia – opowiemy o nich w osobnych wpisach.

Artykuł powstał dzięki wsparciu Fundacji KGHM

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ