Histeryczny atak Michnika w niemieckiej gazecie: Propagandyści Le Pen, Trump, Orban czy Kaczyński, a przede wszystkim Putin, są wrogami wolności


Upiory totalitaryzmu powróciły, z całą pogardą dla pluralizmu, państwa prawa, równości, dialogu i gotowości do kompromisu. Powróciło lekceważące traktowanie innych ludzi – wyznających inne religie, mających inną narodowość czy inny kolor skóry. Widzimy, jak w naszym świecie rozprzestrzeniają się ksenofobia i homofobia. W innych miejscach obserwujemy wzrost znaczenia islamskiego fundamentalizmu, który sięga po zbrodniczą broń terroryzmu

— grzmi w swoim eseju na łamach niemieckiego „Die Welt” Adam Michnik.

Wolna prasa, prześladowana w Turcji i Rosji, w Budapeszcie i innych częściach Europy Środkowej, stanowi często ostatni bastion obrony konstytucji i demokratycznego ładu

— podkreśla redaktor naczelny „Gazety Wyborczej”.

Zdaniem publicysty populizm skrajnej prawicy, a także skrajnej lewicy jest w jego opinii:

Wyrazem pogardy dla chrześcijańskiego systemu wartości, a także dla ducha oświecenia.

Jak podkreśli, przedstawiciele obu stronnictw:

roszczą sobie pretensję do posiadania jedynej, ostatecznej prawdy.

Michnik twierdzi, że w ten sposób dochodzi do reaktywacji idei totalitaryzmu okresu międzywojennego, gdy „naziści i bolszewicy głosili śmierć demokratycznego liberalizmu”. Publicysta zaznacza, że oznacza to drogę do „dyktatury nieprawdy w życiu publicznym”.

Gdy umierają wolne media, państwo oparte na konstytucji staje się bezbronne. Gdy łamana jest konstytucja, dni wolnych mediów są policzone

— grzmi Michnik.

Należy podkreślić, że to nie filozof prawa Carl Schmitt, ani Lenin są dziś przeciwnikami wolności, lecz ich karykatury – propagandyści Marine Le Pen, Trump, Orban czy Kaczyński, a przede wszystkim Władimir Putin

— atakuje publicysta „Gazety Wyborczej”.

Ich misja polega na niszczeniu obozu demokratycznego, sianiu niepokoju i szerzeniu chaosu

— dodaje.

Nie brakuje szokujących analogii. Michnik przypomina sowieckie represje wobec Pasternaka, Sołżenicyna, Sacharowa i Brodskiego tylko po to, by stwierdzić:

W Polsce tak się postępuje z Miłoszem i Szymborską, Andrzejem Wajdą i Bronisławem Geremkiem, Autorytety życia publicznego obrzucane są błotem i szkalowane jako „pozbawieni ojczyzny kosmopolici” oraz reprezentanci „wynaturzonej sztuki”.

Na koniec redaktor naczelny „Gazety Wyborczej” występuje z dość osobliwym apelem do dziennikarzy i publicystów, w którym wzywa ich, by wobec ofensywy ruchów populistycznych, szowinistycznych i ksenofobicznych pozostali wierni swoim przekonaniom i nie ulegali naciskom.

Trzeba przyznać, że Adam Michnik ma niesamowity tupet. Rzuca irracjonalne oskarżenia pod adresem swojego państwa, w dodatku na łamach niemieckiej gazety. Komentarz wydaje się zbędny…

wpolityce.pl/dw.com

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ