List kongresmenów zaszkodzi Polsce? Dr Żółtaniecki: “Możemy wpaść w bardzo duże tarapaty”

fot. youtube.com

Zaczęło się. Nazywałem kiedyś serialem to, co się dzieje w sprawie art. 7. On jeszcze będzie trwał, ale powoli dogasa. Teraz zaczął się nowy serial i to dużo bardziej niebezpieczny

—mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl dr Ryszard Żółtaniecki, dyplomata, specjalista ds. stosunków międzynarodowych, Collegium Civitas.

 

wPolityce.pl: List kongresmenów do administracji Trumpa o „zwalczaniu antysemityzmu w Polsce i na Ukrainie”, to dalszy etap nacisków na Polskę po ustawie S.447?

Dr Ryszard Żołtaniecki: Tak, to kolejny etap serialu. Zaczęło się. Nazywałem kiedyś serialem to, co się dzieje w sprawie art. 7. On jeszcze będzie trwał, ale powoli dogasa. Teraz zaczął się nowy serial i to dużo bardziej niebezpieczny.

Wiele osób, także ze strony rządowej, podnosi, że w przypadku ustawy S.447 nie ma co dramatyzować. List kongresmenów przeczy temu?

Tak samo mówiono wcześniej. Robimy unik i wpuszczamy przeciwnika w liny, tak jak na ringu. Ale ten przeciwnik jest od nas dużo mocniejszy i on się od tych lin odbije. Sam mówiłem, że nie ma co dramatyzować, ale sądziłem, że to będzie raczej akt symboliczny, wymuszony, by administracja amerykańska zajęła jakieś stanowisko w tej sprawie. Ale jeżeli list kongresmenów nie jest tylko incydentem, to możemy wpaść w bardzo duże tarapaty: polityczne, wizerunkowe, ale również finansowe.

Ale jesteśmy przecież suwerennym krajem z własnym prawodawstwem. W jaki więc sposób ma nam to zaszkodzić?

Przez jakiś czas podawałem ironicznie przykład Korei Północnej, jako ostatniego suwerennego państwa. Ale to, co się dzieje w tej chwili pokazuje, że nawet Korea Północna nie jest suwerennym krajem. W dzisiejszych czasach żadne państwo nie jest suwerenne w tym sensie, w jakim suwerenność była rozumiana 300 lat temu. Główne pojęcia suwerenności to: polityka zagraniczna i własna waluta. Własną walutę mamy, ale większość państw UE już się jej wyrzekła, oddała jakby ten symbol suwerenności. Jesteśmy jednak w systemie naczyń połączonych i przecież nie pójdziemy na wojnę ze wszystkimi.

List kongresmenów świadczy o tym, że są oni pod wyraźną presją lobbingu organizacji żydowskich?

Ależ oczywiście, że tak. Przecież wiadomo, że te świadczenia ekonomiczne, które będą ewentualnie oddane czy dane, trafią do Żydów amerykańskich. Sam list, jako taki, jest niegroźny, tak samo jak ustawa S.447, ale to może być początek czegoś bardzo niebezpiecznego.

Jak temu przeciwdziałać?

Wyjść z inicjatywą, zacząć rozmawiać z Jerozolimą, Waszyngtonem, Kongresem Żydów Amerykańskich i Światowym Kongresem Żydów jakie są oczekiwania i nasze możliwości. Dziwię się, że prezydent, premier i MSZ nie odwołali z niebytu Daniela Rotfelda i nie spytali go o te kwestie, przecież to jest dziecko Holocaustu. Dlaczego nie odwołano się do wielu naszych przyjaciół w Izraelu i nie nawiązano kontaktu z dobrymi nowojorskimi prawnikami żydowskimi, a także nie mianowano pełnomocnika do prowadzenia rozmów w tych kwestiach.

W jaki sposób miałby to czynić?

Nie chodzi o to, by udzielał wywiadów i był ogłaszany na pasku TVP Info, ale żeby działał w cichości i klimacie całkowitej dyskrecji. Nie uciekniemy od tego, to nas dopadnie. Im później, tym będzie gorzej. Nikomu nie zależy na tym, żeby Polskę zrujnować, ale żeby ją  osłabić, to tak. To jest jeden z tych czynników, które mogą skutecznie doprowadzić do tego, że z rosnącego gracza w przestrzeni międzynarodowej uczyni się z nas jakiś zapyziały, lekko pogardzany zakątek Wschodu.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ