Rodowicz: Nie chcę się opowiadać po żadnej ze stron. “Jeśli zrazimy TVP do siebie, to wielu z nas po prostu będzie w d…”


Ja się polityką interesuję, ale wolę nie zabierać głosu. (…) Tylko prywatnie pozwalam sobie na to, by być radykalną. Wydaje mi się, że ludzie oczekują, żeby artysta za nich zajął stanowisko i za nich nadstawił dupsko, a oni sobie będą cicho siedzieć— mówi w rozmowie z „Dziennikiem Gazetą Prawną” Maryla Rodowicz.

Na uwagę prowadzącej rozmowę, że wielu aktorów zabiera głos w sprawie sytuacji politycznej i angażuje się po jednej ze stron sporu w Polsce, Rodowicz odpowiada:

Aktorom wolno więcej. Lubią swój radykalizm. Oni zabierali głos w 1976, 1980, 1981, a potem w 1989 r. Zabierają i teraz. (…) Mnie zależy, żeby śpiewać dla wszystkich. Na mojej wystawie był TVN, za chwilę gram na koncercie z okazji 100-lecia niepodległości transmitowanym przez TVP, potem w Poznaniu w rocznicę powstania wielkopolskiego, a Polsat organizuje wielki koncert na Stadionie Narodowym, na który też zostałam zaproszona. I powiem szczerze, że nie chcę się opowiadać po żadnej ze stron

— czytamy.

Rodowicz choć z żalem wspomina awanturę wokół festiwalu w Opolu („Kurski wykorzystał mnie i moją naiwność”), to jednak przyznaje:

W tym roku w czerwcu też będą tak zwani wszyscy. Widziałam listę. To jest dowód na to, że moja branża, show-biznes, nie jest radykalna, nie chce się opowiadać politycznie. Media publiczne są potężne, jeśli zrazimy ich do siebie, to wielu z nas po prostu będzie w d…

— ocenia Maryla Rodowicz.

I dodaje:

Zabrałam głos, gdy rozpętała się międzynarodowa awantura związana z ustawą o IPN. Mówiłam pani o 16-letniej siostrze mamy. Otóż po jej śmierci babcia oddała dokumenty koleżance mojej mamy, Żydówce, która już wtedy była w getcie. To było w czasie okupacji. Dzięki tym papierom uratowała i siebie, i rodzinę. Mam kontakt z jej córką, mieszka w Nowym Jorku, ma na imię Helen i nazywa mnie siostrą… Czesze się tak samo jak ja— czytamy.

wpolityce.pl, DGP

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ