Prof. Pawłowicz: Chcę mieć jasność, że realizujemy politykę imigracyjną zgodną z naszymi obietnicami wyborczymi


Jestem ogromnym przeciwnikiem sprowadzania imigrantów azjatyckich i afrykańskich. Może mnie ktoś nazwać ksenofobką, ale boję się też Ukraińców, tak jak wielu Polaków

— mówi prof. Krystyna Pawłowicz w rozmowie z portalem wPolityce.pl.

wPolityce.pl: Co zmotywowało panią do skierowania pytań do premiera Mateusza Morawieckiego i szefa MSWiA Joachima Brudzińskiego czy przyjmujemy muzułmańskich migrantów i uchodźców?

Prof. Krystyna Pawłowicz: Posłowie są zobowiązani do utrzymywania kontaktu z wyborcami oraz do informowania swych władz o problemach z którymi się do nas zgłaszają ludzie. Ostatnio pada bardzo wiele pytań dotyczących uchodźców i imigrantów w Polsce. Ludzie do swych pytań załączają wycinki z prasy, linki do artykułów, filmiki. Na wiele z tych pytań nie potrafiłam odpowiedzieć, a że ich ilość i emocje z nimi związane narastały, więc przekazałam pytania w tych sprawach premierowi i ministrowi spraw wewnętrznych.

Przecież Polska nie zgodziła się na przyjęcie imigrantów i w ramach relokacji nie przyjmujemy cudzoziemców.

Ale skądś biorą się w Polsce ogromne ilości obcokrajowców. Niemcy przyjmują uchodźców, a ci mogą poruszać się potem po strefie Schengen. Nie dziwi mnie więc widok uchodźców przy zachodniej granicy Polski. Ale można ich spotkać również w małych miejscowościach centralnej i wschodniej Polski. W Warszawie, gdzie mieszkam, na ulicach widzę coraz więcej osób z Azji i Afryki. To robi się coraz bardziej zastanawiające, nie potrafię tego wytłumaczyć, mimo oficjalnych uspokajających wyjaśnień, które pojawiają się od czasu do czasu. Chciałabym, żeby pan premier i pan minister odpowiedzieli na moje pytania i wyjaśnili moje i wyborców wątpliwości. Nie chcę robić przytyków rządowi PiS, ale chciałabym mieć jasność, że realizujemy politykę imigracyjną zgodnie z naszymi obietnicami złożonymi w kampanii wyborczej.

Opublikuje pani odpowiedzi na swoje pytania?

Tak, chcę, żeby opinia publiczna w Polsce miała rzetelną wiedzę na temat sytuacji. Jeżeli Polska nie przyjmuje uchodźców warto, żeby władze wyjaśniły jak wygląda rzeczywista sytuacja – żeby nieprawdziwe informacje wpuszczane celowo w obieg w tych sprawach nie przeszkodziły nam w wygraniu wyborów.

Jestem ogromnym przeciwnikiem sprowadzania imigrantów azjatyckich i afrykańskich. Może mnie ktoś nazwać ksenofobką, ale boję się też Ukraińców, tak jak wielu Polaków. Wielu polityków ukraińskich nie kryje zresztą wrogości wobec Polski i Polaków. W Polsce jest jednak bezrobocie wynikające z konkurencji zagranicznych pracowników podejmujących pracę na każdych warunkach. Polacy na tych mało godnych warunkach często nie chcą podjąć pracy i decydują się nawet na emigrację. Do wyjaśnienia pozostają też rzekomo lepsze warunki socjalne i bytowe stwarzane sprowadzanym tu pracownikom niż polskim pracownikom, bezrobotnym czy emerytom. Być może nasz wysiłek powinien być skupiony na sprowadzanie Polaków do Polski, szczególnie tych ze Wschodu, który bardzo Polskę kochają i tęsknią za nią. To powinien być podstawowy kierunek działań władz również w obszarze pozyskiwania siły roboczej w Polsce. Na dzień dzisiejszy, jak gdzieniegdzie słychać Polacy ze Wschodu po sprowadzeniu do Polski nie są otaczani tak szeroką kompleksową pomocą z jakiej korzystają u nas różni migranci i uchodźcy.

Ma pani długoletnie doświadczenie w Sejmie. W jakim stopniu interwencje wyborców do posłów odzwierciedlają problemy społeczne?

Dla mnie to jedno z najważniejszych źródeł wiedzy o potrzebach naszych wyborców. Spotykam się i przyjmuję na swych dyżurach poselskich bardzo wiele osób, które przyjeżdżają do mnie nie tylko z mojego okręgu wyborczego, ale z całej Polski. Sporo podróżuję też po kraju. Sprawy migrantów i poczucie zagrożenia z tym związane jest ostatnio dominującym tematem rozmów i obaw.

Niekiedy oficjalnie wyjaśnienia posługujące się profesjonalnym prawniczym słownictwem rozróżniającym wśród przybyszy uchodźców, imigrantów, osoby z prawem pobytu, cudzoziemców itp. są w swej warstwie informacyjnej bardzo niejasne dla przeciętnego obywatela. I nawet jeżeli władze mają rację jest ona trudna do powszechnego rozumienia. Moim listem do premiera i ministra spraw wewnętrznych chciałam doprowadzić do wyjaśnienia problemów o których w swym piśmie pisałam w prostych, powszechnie zrozumiałych słowach.

Uzyskaną odpowiedź oczywiście upublicznię, aby uspokoić naszych wyborców. Myślę, że nasi posłowie powinni z większą odwagą pytać rząd o różne zgłaszane nam przez wyborców sprawy i problemy. No przecież nie możemy się bać naszego własnego rządu…! Musi być szczera wymiana informacji między wyborcami a posłami naszymi władzami. Wszyscy gramy w jednej drużynie, rząd, ministrowie, posłowie i nasi wyborcy. Wspólnie musimy walczyć o wygranie kolejnych wyborów, gdyż stawką w nich jest obrona Polski. Nie da się tego zrobić bez zajmowania się sprawami i problemami oraz obawami naszych wyborców.

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ