Timmermans szefem Komisji Europejskiej? Prof. Karski: “Zaspokajanie socjalistów nie może się dla niego dobrze skończyć”

Gdy obserwuję wszystko to, co się dzieje, jak on podejmuje nerwowe ruchy, to dochodzę do wniosku, że jest to zmierzch jego kariery. To nie są tylko moje obserwacje. Jego aktywność jest jałowa. Do tego stara się zaspokoić oczekiwania socjalistów i zraża innych do siebie. To nie może się dla niego dobrze skończyć

— powiedział w rozmowie z portalem wPolityce.pl prof. Karol Karski, europoseł, były sekretarz stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych.

wPolityce.pl: Róża Thun twierdzi, że Frans Timmermans jest szalenie zakochany w naszym kraju. Co więcej, gdy tylko mówi o Polsce, to ma łzy w oczach. Jest Pan zaskoczony tym wyznaniem?

Prof. Karol Karski: Chciałbym poznać definicję słowa „miłość”, którą Róża Thun użyła w tym konkretnym kontekście. Bo jeżeli mamy odwoływać się do klasycznego rozumienia tego uczucia, to możemy jedynie mówić o toksycznej miłości. Albo o hipokryzji. Które pojęcie jest bardziej trafne, pozostawiam ocenie czytelnikom.

Z góry nie zakładajmy złej woli. Może Róża Thun wie coś, czego my nie wiemy?

Ciśnie mi się na myśl pewna sytuacja, o której czytałem w Archiwum Akt Nowych w przedwojennych raportach składanych polskiemu Ministerstwu Spraw Zagranicznych. W 1936 r. na drugi Kongres Akademii Prawa Niemieckiego przyjechał jeden z polskich profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego. Relacjonował, że został wspaniale przyjęty, a wszyscy byli dla niego bardzo mili. Na bankiecie, który wieńczył Kongres miał okazję rozmawiać z dr Hansem Frankiem, który był prezydentem Akademii Prawa Niemieckiego. Podczas ich rozmowy usłyszał od Franka, że ten bardzo kocha Polskę i Polaków. Stwierdził też, że nigdy jeszcze nie był w naszym kraju, ale jego marzeniem jest do nas przyjechać. Nie chcę absolutnie w żaden sposób porównywać tych dwóch osób, ale chcę jedynie podkreślić, że zdefiniowanie pojęcia miłości jest niezwykle istotne. Tym bardziej, że nie zawsze słowa realizowane są w rzeczywistości.

 

A jak wyglądają formalne relacje z Komisją Europejską?

W szerokim aspekcie nasza współpraca wyglądają bardzo dobrze. Jako państwo polskie robimy wszystko to, co do nas należy, i uzyskujemy wiele. Z kolei to, czym się zajmuje Timmermans, to jest to margines naszej wspólnej działalności. Współpracujemy na wielu płaszczyznach i trudno tam doszukiwać się zgrzytów. W tym co robi Timmermans musimy widzieć też drugie dno. W imieniu europejskich socjalistów Holender prowadzi kampanię wyborczą, która ma go doprowadzić do fotela przewodniczącego Komisji Europejskiej. Poza tym, jego działania nie mają walorów praktycznych. To tylko szum medialny.

I ta kampania ma szansę zakończyć się sukcesem?

Klasyk mówił: „póki piłka w grze”. Wielokrotnie spotykaliśmy się z sytuacjami w których zły pieniądz wypierał dobry. Może też tak być i w tym przypadku. Ale gdy obserwuję wszystko to, co się dzieje, jak on podejmuje nerwowe ruchy, to dochodzę do wniosku, że jest to zmierzch jego kariery. To nie są tylko moje obserwacje. Jego aktywność jest jałowa. Do tego stara się zaspokoić oczekiwania socjalistów i zraża innych do siebie. To nie może się dla niego dobrze skończyć.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ