Feministyczna agitka Łętowskiej: Nastąpił wybuch konserwatywnych poglądów – kobiety do garów. Dużą rolę odegrał katolicyzm

W obrocie prawnym w przeszłości byli przede wszystkim mężczyźni. Prawników to zazwyczaj nie razi. Tylko, że za słownictwem, które stosujemy idą określone konsekwencje np. takie, że jeśli w przepisach chodzi nam o uśredniony miernik to ten miernik jest zawsze męski. Dodatkowo prawo jest kształtowane w takim zakresie, w jakim zaspokaja potrzeby społeczne, a nagle okazuje się, że te potrzeby, które brane są pod uwagę – to potrzeby mężczyzn

— skarży się w rozmowie z portalem Onet.pl prof. Ewa Łętowska, była Rzecznik Praw Obywatelskich.

Tak było np. z prawem okresu industrializacji. My zaś dziedziczymy to historyczne zjawisko. Działaczki, feministki próbują zmienić to – także w zakresie języka. Dlatego ma być adwokatka, posłanka, prawniczka. Czasami to przybiera formy, które mogą bawić kogoś, kto nie jest szczególnie życzliwie nastawiony do dążeń kobiecych. To może być zabawne, ale staje się znacznie mniej wesołe, kiedy uświadomimy sobie, że język odzwierciedla nasze nastawienie do świata. A prawo jest przede wszystkim zjawiskiem językowym

— mówi prawniczka.

Na pytanie, czy transformacja ustrojowa była dla kobiet łaskawa, odpowiada zdecydowanie:

Nie, wręcz przeciwnie. Każde prawo jest w jakimś sensie prawem hipokryzyjnym, bo mówi o stanie postulowanym, a rzeczywistość od niego zazwyczaj odbiega. W PRL-u też tak oczywiście było, musimy o tym pamiętać. Ale rzeczywistość po roku 1989 przyniosła wiele niekorzystnych dla kobiet zmian. Pierwszą z nich był wolny rynek. Za Polski Ludowej nie był on taki okrutny w wypieraniu słabszych, jak później. A niestety na tym rynku kobiety z natury rzeczy są w gorszej pozycji.

Na tym nie koniec zaskakujących deklaracji…

Transformacja doprowadziła do wybuchu konserwatywnych poglądów, demonstrowanych w sposób agresywny. Kobiety do garów – krótko mówiąc. Wcześniej takie poglądy nie były zbyt dobrze widziane, uznawane za nieeleganckie, niespołeczne. Przynajmniej w deklaracjach. W tych zmianach dużą rolę odegrał polski katolicyzm, który jest dość konserwatywny, bo zakłada, że kobieta wszystko, co się wydarza ma cierpliwie znosić

— grzmi Łętowska.

W rozmowie pojawia się temat aborcji.

Nie jestem zwolenniczką znanego rozstrzygnięcia Trybunału Konstytucyjnego z 1997, ograniczającego dopuszczalność aborcji. Zresztą nie był to wtedy werdykt jednomyślny, pojawiły się vota separata i ja bym się do nich przychyliła, w szczególności do ówczesnego stanowiska profesora Garlickiego, ale są to już rzeczy ściśle prawne. Chciałam natomiast zwrócić tu uwagę na coś innego. Powiedziałam już dzisiaj Pani, że prawo w ogólności bywa hipokryzyjne. Dokładnie takie jest również w przypadku prawa aborcyjnego. Według rozstrzygnięcia Trybunału mamy trzy przypadki, kiedy aborcja jest dozwolona. Problem polega jednak na tym, że nie ma właściwych gwarancji możliwości skorzystania z takowej

— mówi była RPO.

Łętowska zgłasza również uwagi co do klauzuli sumienia.

Kłopotliwe jest tu orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego z 2015 roku dotyczące klauzuli sumienia. Nie ulega dla mnie wątpliwości, że lekarz ma prawo nie chcieć robić zabiegów, jeśli jest to sprzeczne z jego poglądami. Ale pojawia się pytanie, czy w takim razie powinien pracować w służbie zdrowia, gdzie takie zabiegi się dokonuje. Moim zdaniem powinien również w przypadku odmowy wskazywać, gdzie takie zabiegi się robi. Natomiast rozstrzygnięcie Trybunału Konstytucyjnego, o którym teraz mówimy klauzulą sumienia obejmuje również obowiązek informacyjny. Kobieta przychodząc do lekarza słyszy – Mnie obowiązuje klauzula sumienia i nic mnie nie obchodzi, gdzie Pani pójdzie. W naszych warunkach dostępności służby zdrowia i m.in. czasu oczekiwania wizytę sprawia to, że mamy prawo, ale kobiety często nie mają realnej możliwości skorzystania z niego. A to jest właśnie hipokryzja

— twierdzi profesor prawa.

Chciałam zauważyć, że aborcja w Polsce jest także problemem klasowym, bo przecież jeśli się ma pieniądze to nie ma z nią żadnego problemu. To jak u nas rozwiązywana jest ta kwestia sprawia, że prawo jest używane w sposób, w który nie powinno być używane. Bo zamiast rozwiązywać problemy, maskuje je, udaje, że rzeczywistość jest inna niż jest

— podkreśla rozmówczyni Onetu.

Zapytana o swoją postawę, mówi:

Feminizm jest pojęciem tak szerokim, że mieści się w nim szereg różnych postaw – ja pewnie też, z powodu rzeczy, które robię jestem feministką. Tylko, że ja to wszystko widzę przez pryzmat prawa.

Pani profesor wszystko widzi „przez pryzmat prawa”? Sprawy polskiego Kościoła również, skoro pozwala sobie na wygłaszanie tak kuriozalnych opinii?

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ