MOPS skutecznie zadziałał ale mógł wcześniej

Foto udostepnione przez mieszkańców ul. Suchardy

Kilka dni temu kłęby gryzącego dymu wydobywały się z mieszkania samotnej, niewidomej kobiety. Sąsiedzi z mieszkań na wyższych piętrach czuli swąd ale źródła szukali najpierw w swoich lokalach. Gdy otworzyli drzwi na klatkę schodową, zadymienie z każdą minutą było większe.

Oglądałam reportaż  Jaworowicz, kiedy poczułam ten dym, mówi jedna z sąsiadek Wandy B., z ul. Suchardy we Wrocławiu.

To było po godz. 22-giej. Spanikowałam, bo myślałam, że coś zostawiałam na gazie. Dopiero jak otworzyłam drzwi na korytarz, zobaczyłam kłęby dymu, było go coraz więcej. Wtedy usłyszałam krzyki pomocy, ratunku. Ktoś zadzwonił po straż i karetkę pogotowia. Część sąsiadów instynktownie zbiegła na dół. Dlaczego? Bo z sąsiadką kłopoty mieliśmy od dawna, żyliśmy w permanentnym strachu o nasze zdrowie i życie.

Kiedy przyjechała straż, zadymienie było tak duże, że nic nie było widać, mówi jeden z sąsiadów.

Myśmy byli na zewnątrz a oni w maskach weszli do mieszkania pani Wandy i wynieśli ją na zewnątrz. Potem jacyś ludzie w cywilu wzięli ją do auta i gdzieś pojechali. Nie wiem gdzie jest, ani co się z nią dzieje. Policja powiedziała nam, że jest pod opieką MOPS-u. Jeśli to prawda, to dlaczego dopiero teraz, kiedy są tak duże straty?! MOPS, doskonale wiedział od nas co się tutaj dzieje. Skutecznie zadziałał ale mógł wcześniej!

Z mieszkania strażacy powyrzucali niektóre meble, min. spalone łóżko. My wiemy, że sąsiadka paliła papierosy.

Jestem ciekawa, kto kupował jej papierosy? To prawdopodobnie przez nie stało się to nieszczęście.

Foto udostępnione przez mieszkańców ul. Suchardy

Sąsiedzi pani Wandy wiedzieli o niedowidzeniu, pomagali jej w codziennych podstawowych czynnościach. Byli świadkami dziwnych jej zachowań. Bywało, że rozwalała swoje meble w mieszkaniu albo kładła się spać na korytarzu albo w piwnicy.

Z czasem wzrok był coraz słabszy. Jedyna córka jest poza granicami kraju, nikt nie zna jej adresu zamieszkania, ona nigdy też nie kontaktowała się z matką. A siostra, teraz schorowana i sama wymagająca opieki, kilka lat temu odmówiła jakiejkolwiek pomocy.

Dopóki pani Wanda całkowicie nie oślepła mieszkańcy załatwiali wizyty lekarskie, pobyt w szpitalu wojskowym, nową tablicę rozdzielczą w mieszkaniu, wierząc, że dla wszystkich będzie bezpieczniej.

Wszystkie mieszkania są własnościowe, tylko to jedno należy do gminy, mówią sąsiedzi pani Wandy.

Teraz jest zniszczone przez pożar i tlące się drewniane wyposażenie. Czarne ściany, popalona instalacja i swąd jest nie tylko w mieszkaniu pani Wandy. Remontu wymaga też klatka schodowa, mówią mieszkańcy kamienicy, ich niepokój budzi też sytuacja prawna pani Wandy.

Foto udostępnione przez mieszkańców ul. Suchardy

Nikt nie udziela nam informacji co do jej stanu zdrowia, oraz czy i kiedy powróci do swojego mieszkania. Na razie zabezpieczone jest okno i drzwi wejściowe.

Z informacji udzielonej nam przez Parafialny Zespół Caritas wynika, że pani Wanda już nie wróci do swojego mieszkania. W tej chwili przebywa w Ośrodku Wsparcia Całodobowego. Właściciele odetchnęli z ulgą. Teraz czekają tylko na remont mieszkania i klatki schodowej, które mają nadzieję, że gmina szybko przeprowadzi.

PODZIEL SIĘ