Protasiewicz: warto, aby istniał klub Nowoczesnej, czyli jeden więcej klub opozycyjny

Decyzjami Rady Warszawy z przedwczoraj wiarygodność składanych opozycji może być podważana. Tutaj widzę zagrożenie. Nawet jeśli w szczegółach jest inaczej niż formułują to politycy PiS, w tym premier Morawiecki, to fakt, że ten argument może trafić na podatny grunt. Nawet, jeśli w drodze niezrozumienia kontekstu, część warszawiaków zaplanowała sobie wydatki związane z przekształceniem prawa użytkowania wieczystego we własność na poziomie kilku tysięcy, a okazuje się, że będzie musiała zapłacić kilkanaście, albo nawet kilkadziesiąt, to rozczarowanie może być duże

— powiedział w rozmowie z portalem wPolityce Jacek Protasiewicz, poseł Nowoczesnej.

wPolityce.pl: Czy pana zdaniem potrzebna była to wczorajsza debata związana z wotum nieufności wobec rządu? Nastąpiła zaledwie dwa dni po udzieleniu rządowi wotum zaufania, zatem można było się spodziewać, że wniosek przepadnie.

Jacek Protasiewicz: Nie widzę takiej przewagi zalet tej debaty, które by uzasadniały jej odbywanie wczoraj w godzinach nocnych. Wtedy, kiedy z argumentami ciężko przebić się do opinii publicznej. Mimo wszystko jedną z zalet tej debaty, które dostrzegam, to znakomite wystąpienie Władysława Kosiniaka-Kamysza. Poza szeregiem różnych propozycji wyborczych, złożył jedną istotną dla wielu Polaków, być może większości, obietnicę – że przyjdzie czas, kiedy zakopiemy rowy wykopane w ostatnich latach między Polakami i przyjdzie czas, kiedy będziemy pracować na rzecz jedności polskiego społeczeństwa.

Jak pan ocenia wczorajsze wystąpienie sejmowe Grzegorza Schetyny?

Było poprawne, aczkolwiek zazgrzytało mi tutaj bezpośrednie zwrócenie się do prezesa Kaczyńskiego, nieobecnego na sali. Nie ze względów losowych, tylko symboliczne zlekceważenie tej debaty i kandydatury Grzegorza Schetyny na premiera. Zatem jeśli kandydat na premiera zwraca się z jakimiś postulatami do prezesa partii rządzącej, do tego w sposób symboliczny nieobecnego na sali, to uważam, iż to był błąd, którego nie rozumiem. Poprawne było też wystąpienie posła Marcina Horały, chociaż fakt, że PiS wystawił do tej debaty jednak drugorzędowego parlamentarzystę, a nie jednego z liderów, to też było demonstracyjne lekceważenie dla Grzegorza Schetyny.

Z kolei premier Morawiecki stwierdził, iż wiarygodność opozycji jest mniejsza niż zero. Wskazał na zmianę przez Radę Warszawy, w której większość ma Koalicja Obywatelska, wysokości bonifikaty za przekształcenie użytkowania wieczystego w prawo własności.

Przez decyzję Rady Warszawy z przedwczoraj wiarygodność składanych przez opozycję propozycji może być podważana. Tutaj widzę zagrożenie. Nawet jeśli w szczegółach jest inaczej niż formułują to politycy PiS, w tym premier Morawiecki, to fakt, że ten argument może trafić na podatny grunt. Nawet, jeśli w drodze niezrozumienia kontekstu, część warszawiaków zaplanowała sobie wydatki związane z przekształceniem prawa użytkowania wieczystego we własność na poziomie kilku tysięcy, a okazuje się, że będzie musiała zapłacić kilkanaście, albo nawet kilkadziesiąt, to rozczarowanie może być duże. Argumentacja nawet przesadzona, a wiemy, że PiS potrafi posługiwać się przesadzoną argumentacją, krytykując przeciwników politycznych, może być skuteczna.

A jak pan patrzy na to, że także przez brak sprzeciwu Rady Warszawy w stolicy wrócą komunistyczne nazwy ulic?

Tutaj wina jest przede wszystkim po stornie wojewody, który bez podstawy prawnej dokonał zmiany nazw ulic, co zakwestionował NSA. Zaznaczam, że to sąd, którego prezes uczestniczy we wszystkich oficjalnych uroczystościach, organizowanych przez rząd i prezydenta Dudę. Sąd, który nie jest w sporze z władzą na temat reformy sądownictwa. Mam natomiast nadzieje, że teraz Rada Warszawy w drodze uchwał niektóre z tych nazw ulic przywróci, być może nawet w godniejszych miejscach. Nie ulega wątpliwości, że „Inka”, czy Herbert powinni mieć swoje godne miejsce na mapie Warszawy.

Niedawno przeszedł pan do Nowoczesnej. To oznacza chyba, że pan uważa, iż transfer posłów z Nowoczesnej do Platformy Obywatelskiej nie był czymś dobrym?

Zdecydowanie warto, aby istniał klub Nowoczesnej, czyli jeden więcej klub opozycyjny. Zmiana statusu Nowoczesnej z klubu na koło skutkowałaby brakiem jednego posła opozycyjnego w komisji ds. służb specjalnych, brakiem posłów w komisjach śledczych, a także brakiem posłów w debatach telewizyjnych, gdzie zapraszani są przedstawiciele klub, a nie kół. A zatem w konsekwencji osłabiłoby to siłę i tak jednak dzisiaj niezbyt wielką głosu i argumentacji opozycji. Przyznam, że nie potrafiłem zrozumieć, dlaczego nastąpił rozbiór klubu Nowoczesnej. Kiedy pani Lubnauer zwróciła się do nas, to dyskutowaliśmy zespołowo. Zarówno klub PSL-UED, jak i później zarząd UED, przyjął argumentację pani Lubnauer i zdecydował o delegowaniu mnie do Nowoczesnej.

Rozmawiał Adam Stankiewicz

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ