Albert Łyjak: Mural Wandy Rutkiewicz.”… Śmierć towarzyszyła jej od zawsze. Podczas kariery wspinaczkowej wielokrotnie się o nią ocierała…”

foto: wroclaw.pl

– Nie możemy od gór oczekiwać ludzkich uczuć. Im jest obojętne, co my tam robimy. Pewnego dnia możemy tam zginąć – mówiła himalaistka w jednym z wywiadów.

W ramach akcji „Kobiety na murach”, przy placu Legionów we Wrocławiu odsłonięto mural wybitnej himalaistki Wandy Rutkiewicz. Rysunek zaprojektowała Marta Frej, a wykonały go artystki z grupy Red Sheels.

Wanda Rutkiewicz to absolutna legenda światowego himalaizmu. Jako trzecia kobieta na świecie zdobyła Mount Everest. Jako pierwsza weszła na K-2.

Pierwsze kontakty ze wspinaniem miała na skałkach koło Janowic Wielkich, w pobliżu Jeleniej Góry. W 1962 roku ukończyła kurs taternicki na Hali Gąsienicowej w Tatrach. W Tatrach wspinała się na wielu klasycznych i bardzo trudnych drogach, m.in. północną ścianą Małego Kieżmarskiego Szczytu czy wariantem „R” na Mnichu. Po Tatrach były Alpy, Pamir, Hindukusz i Himalaje. Należała do Klubu Wysokogórskiego we Wrocławiu, a po 1973 roku do Klubu Wysokogórskiego w Warszawie.

We Wrocławiu zdała maturę w II Liceum Ogólnokształcący, studiowała na Politechnice Wrocławskiej gdzie uzyskała dyplom inżyniera elektronika To w stolicy Dolnego Śląska złapała bakcyla wysokogórskich wspinaczek. Jej życie lekkie nie było. Zdobywając najwyższe szczyty na ziemi w codziennym życiu musiała radzić sobie z osobistymi dramatami. W 1948 roku, gdy miała zaledwie 5 lat, w tragicznych okolicznościach zginął jej brat. Siedmiolatek bawił się z dwoma kolegami podpalając w ognisku niewypał. W 1972 roku straciła ojca. Został on brutalnie zamordowany przez ludzi, którym wynajmował mieszkanie.

Dwukrotnie wychodziła za mąż. Oba związki zakończyły się jednak rozwodem. Wydawało się, że szczęście znalazła u boku uczestnika wypraw wysokogórskich Kurta Lyncke. Ale 24 lipca 1990 Lyncke, wspinający się kilkanaście metrów poniżej Wandy, odpadł od ściany Broad Peak i spadł w 400-metrową przepaść. Śmierć towarzyszyła jej od zawsze. Podczas kariery wspinaczkowej wielokrotnie się o nią ocierała.

Po nieudanej wyprawie na K2, zmarła jej towarzyszka i przyjaciółka Halina Krueger-Syromska. Cztery lata później, gdy Rutkiewicz udało się zdobyć K2, w drodze powrotnej zginęli wszyscy jej towarzysze.

– Z grona wielu partnerów i partnerek, z którymi wiązałam się liną i wyjeżdżałam razem w góry, z kręgu moich przyjaciół nie żyje dziś ponad trzydzieści osób. Wiele razy zastanawiałam się, dlaczego sama ciągle trwam przy tym wszystkim – opowiadała w jednym z wywiadów, który potem pojawił się w reportażu „Ślady na śniegu”.

Na zimową wyprawę w Himalaje nie wybierają się turyści. Idą tam ludzie zaprawieni we wspinaczce, odporni psychicznie i wydolni fizycznie. Zimą wysoko w górach warunki są skrajnie ciężkie. Wieje tam silny wiatr, który w sezonie od końca grudnia do początku marca osiąga prędkość 200 km/godz. Na nizinach taki wiatr wyrywa drzewa z korzeniami. Temperatura nocą spada do – 40 stopni. Na wysokości 7 000 metrów nawet oddychanie jest ogromnym wysiłkiem, ponieważ ciśnienie jest bardzo niskie i brakuje tlenu. Krew gęstnieje i krąży z trudem, organizm się buntuje, boli głowa, brzuch. Aklimatyzacja do tych warunków trwa kilka tygodni, ale organizm nigdy w pełni się do nich nie dostosuje. Gdyby przenieść kogoś tak nagle z Wrocławia na szczyt ośmiotysięcznika nie przeżyłby dwóch minut. Wysokie góry to mistyczne przeżycia w kontakcie z przyrodą, ale też bezwzględna walka z nią o przetrwanie. Nie wszystkim udaje się przetrwać.

– Wanda była twardym wspinaczem. Miękki wspinacz wycofuje się, gdy coś nie idzie, może zarządzić odwrót, nic nie robi na siłę. Twardy wspinacz nie chce się wycofać za żadne skarby. Uważała, że lepiej się zabić – wspomina jej pierwszy mąż, Wojciech Rutkiewicz, w biografii „Wanda. Opowieść o sile życia i śmierci” Anny Kamińskiej.

W 1992 rok zaplanowała wejście na Kanczendzongę (8586 m), trzeci pod względem wysokości szczyt świata. Towarzyszył jej meksykanin Carlos Carsolio. 12 maja 1992 rozpoczęli ostatni etap wejścia na szczyt. Z obozu IV wyruszyli razem. Rutkiewicz miała problemy ze zdrowiem, wchodziła wolniej i musiała urządzić dodatkowy biwak. Chciała przetrwać kryzys i zaatakować szczyt następnego dnia. Biwakowała na wysokości ponad 8200 metrów, w tzw. strefie śmierci, gdzie zjawisko detoriacji wyniszcza organizm, okaleczając centralny układ nerwowy. Czy decydując się na taki krok zdawała sobie sprawę z zagrożenia? Te pytanie zostanie bez odpowiedzi.

Zginęła tam gdzie spędziła najpiękniejsze chwile w życiu – w górach.

autor:m Albert Łyjak

źródło: gazeta Obywatelska

PODZIEL SIĘ