Waszczykowski: Tusk powinien wytłumaczyć się ze słów Sikorskiego o propozycji Putina

Waszczykowski.jpg

Wiedząc o rzekomych planach Putina w 2009 r. Tusk powinien alarmować świat, że Ukrainie grozi wielkie niebezpieczeństwo. Nie przedstawił też takiej informacji Polsce. Nie ma dokumentacji z tego spotkania. Mam nadzieję, że Tusk wyjaśni tę sprawę

— mówi portalowi wPolityce.pl Witold Waszczykowski, były szef MSZ.

wPolityce.pl: Radosław Sikorski podzielił się w swojej nowej książce „Polska może być lepsza” tajnikami dyplomacji. Jak pan skomentuje jego działanie?

Witold Waszczykowski: Nie jestem zaskoczony tą książką, ani takim sposobem relacjonowania swojej polityki zagranicznej. Sikorski, jak dawno temu zdefiniował go śp. Lech Kaczyński, charakteryzował się rozdętym ego. Teraz chce pokazać na siłę nowe fakty. Ujawnia nawet poufne szczegóły. A z drugiej strony chce pokazać siebie, jako człowieka, który był głównym rozgrywającym w polityce. Tylko, że z tej książki wcale to nie wynika.

Znalazł pan jakieś poufne informacje, które ujawnił Sikorski, a na które jeszcze nie zwrócili uwagi dziennikarze?

Dostrzegłem takie rzeczy. Ale nie dołożę się do informacji, które już wychwycili dziennikarze. Biorę pod uwagę fakt, że książka będzie przeglądana przez dyplomatów i odpowiednie służby. Nie chcę więc ułatwiać im pracy i podsuwać kolejnych wątków. Są tam dość czułe i dość wrażliwe dane. Prezentowana przez Sikorskiego narracja na temat niektórych wydarzeń nie zawsze jest prawdziwa.

Może pan podać jakiś przykład?

Sikorski zaczyna od opowieści o wyjeździe w lutym 2014 r. do Kijowa. Z  dwójką innych ministrów miał rzekomo doprowadzić do zaprzestania rozlewu krwi na Ukrainie. To jest błędna interpretacja. Było to wydarzenie organizowane w pośpiechu, bez przygotowania. Ministrowie znaleźli się w Kijowie nie mając pojęcia co się dzieje. Nie mieli świadomości, że na porozumienie między Majdanem a Janukowyczem jest już za późno. Janukowycz uciekł praktycznie na ich oczach. Wyjazd Sikorskiego nie był przygotowany także od strony europejskiej. Pani Ashton kiedy usłyszała o wyjeździe, rozłożyła ręce, powiedziała, jeżeli chcecie to jedźcie, przekonacie kogoś to dobrze. Sztandarowa inicjatywa Sikorskiego okazała się misją, która niczego nie rozwiązała. Gdyby Janukowycz chciał skorzystać z tej perspektywy i zgodnie z umową rządzić do końca 2014 r. to przy takim nastawieniu Majdanu wojna domowa najprawdopodobniej rozgorzałaby na terytorium całej Ukrainy.

Polska mogła w 2014 r. odegrać ważną rolę w procesie pokojowym.

Sikorski nie poinformował, że kilka miesięcy po wizycie w Kijowie prezydent Łukaszenka zwrócił się dwukrotnie do premiera Tuska. Zaprosił Polskę do procesu mińskiego. Kilka lat temu informowałem o tym opinię publiczną. Znaleźliśmy dokumenty na ten temat w ministerstwie spraw zagranicznych i w kancelarii premiera. I Tusk, i Sikorski odmówili.

Dziwne.

Tak, to zadziwiające, że Polska miała możliwość odgrywać istotną rolę w procesie pokojowym między Rosją a Ukrainą, a jednak sama z tego zrezygnowała. Sikorski przedstawiał argumenty, że Francja i Niemcy wzięły na siebie obowiązek rozwiązywania tego problemu, więc niech te państwa czują się odpowiedzialne za proces pokojowy. Szkoda, że Polska nie skorzystała ze swojej szansy odegrania ważnej roli w regionie. Przecież miała taką możliwość. Jesteśmy w unikatowej sytuacji. Nasz kraj sąsiaduje z Rosją, czyli z agresorem i z Ukrainą, ofiarą agresji. Jesteśmy w Unii i w NATO. To też sprawia, że jesteśmy predysponowani do uczestniczenia w takich inicjatywach. Gdyby Polska zgodziła się na udział w procesie pokojowym rola Sikorskiego mogła być duża. Jednak odrzucono propozycję. Nie wiem czy uznano, że „nasza chata z kraja”, czy stwierdzono, że ciepła woda w kranie jest ważniejsza. Być może już wtedy były jasne sygnały z Niemiec, że oni zajmą się tą kwestią i nie dostrzegają tam naszej roli. Może już wówczas kuszono Tuska angażem z Brukseli i nie chciano, aby odgrywał istotną rolę w regionie.

Sikorski pisze w książce o „białych plamach” w swoim życiorysie?

Nie, a przecież w jego życiorysie jest wiele dziwnych i niewyjaśnionych wydarzeń. Na przykład pobyt w Rzymie, gdzie spotkał się z jezuitą Tomaszem Turowskim. Już w październiku 1981 r. miał aplikować o azyl polityczny w Anglii. Czy wiedział, że w grudniu 1981 r. nastąpi załamanie polityczne w Polsce? Nie tłumaczy wielu kwestii, np. eskapady do Afganistanu. Nie chcę niczego insynuować. Wskazuje tylko kwestie na które wiele osób zwraca uwagę i pyta o nie. Może warto po latach te sprawy wyjaśnić?

Po co Sikorskiemu ta książka?

Prawdopodobnie książka jest rozliczeniem Sikorskiego z dyplomatyczną przygodą. Chyba nie ma już szans na powrót. Nie sądzę, żeby dyplomaci chcieli podejmować z nim poważne rozmowy mając świadomość, że za kilka lat może to ujawnić w książce. Może to również sprzedać w jakiejś pokrętnej narracji.

„Dziennik Gazeta Prawna” artykuł o Radosławie Sikorskim zatytułował „O polityku, który albo jest mitomanem, albo zdradza sekrety państwa”. Kim jest pana zdaniem? Które określenie bardziej pasuje do niego?

Jedno i drugie. Już w wywiadach w 2008 i w 2009 r. mówiłem, że Sikorski to człowiek o dwóch twarzach. Z jednej strony próbuje pozować na oksfordzkiego lorda. A z drugiej jest niesłychanie brutalny i wulgarny, posługuje się knajackim językiem. Kilka lat później wyszły taśmy z tamtych lat, które pokazały, jaki to człowiek. Sikorski żyje swoimi mitami i swoim ego. Do podbudowania ego jest gotowy użyć nawet tajemnic państwowych. Chce pokazać jak jest ważny.

Z jego słów będą musieli się tłumaczyć politycy PO.

Ciekaw jestem, jak to zrobią. Interesuje mnie, jak to skomentuje premier Tusk. Sikorski kolejny raz pakuje go w rozmowę z Putinem i podział Ukrainy. Kiedy poprzednio padły te słowa, zaczął się wycofywać. Teraz sam pisze o tym w książce. Stawia poważny zarzut premierowi Tuskowi, który dostał ofertę od Rosji i nic nie zrobił.

A co mógł z nią zrobić?

Wiedząc o rzekomych planach Putina w 2009 r. Tusk powinien alarmować świat, że Ukrainie grozi wielkie niebezpieczeństwo. Nie przedstawił też takiej informacji Polsce. Nie ma dokumentacji z tego spotkania. Mam nadzieję, że Tusk wyjaśni tę sprawę.

Panie ministrze, jakie mogą być dla Polski konsekwencje potwierdzenia przez Sikorskiego informacji, że były u nas tajne więzienia CIA?

Przykra sprawa. Cały czas mieliśmy informacje od ówczesnego rządu, że strona polska wiedziała o umowie o współpracy wywiadowczej ze Stanami Zjednoczonymi. Ale nie wiedziała co robili. Przez lata ta narracja była oficjalnym stanowiskiem. Teraz mamy problem z którym obecne władze państwa będą musiały się zmierzyć. Nie będą się o to pytać Leszka Millera, czy innych polityków sprawujących władzę w tamtych czasach. Będą prosili o wyjaśnienia obecnych decydentów. Jest to duży kłopot. Trzeba tę kwestię wyjaśnić, była badana przez różne służby i prokuraturę, przez organizacje międzynarodowe. Jest to duży problem dla nas, jak z tej sprawy wybrnąć w tej chwili.

W lipcu 2014 r. zapadł niekorzystny dla Polski werdykt Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w sprawie tajnych więzień CIA w Polsce. Rozpatrując skargę Palestyńczyka i Saudyjczyka, którzy mieli być torturowani w Starych Kiejkutach, Trybunał uznał, że ich zarzuty zostały udowodnione.

Wtedy ministrem spraw zagranicznych był Grzegorz Schetyna. Natychmiast pobiegł do mediów i tłumaczył, że Polska będzie wykonywać wyrok i wypłaci odszkodowania kilku terrorystom, którzy rzekomo byli w Polsce przesłuchiwani i torturowani. Już wtedy uważałem, że Polska nie powinna wykonywać tego wyroku. Przekonywałem, że lepiej zapłacić karę trybunałowi. Nie należało płacić żadnych odszkodowań terrorystom. Myśmy nie byli świadomi, co się u nas dzieje.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ