Maski opadły. Tomasz Lis pisze już wprost: Niedługo dowiemy się, czy wygra Polska Kaczyńskiego, czy Polska Adamowicza

Niedługo dowiemy się, czy wygra Polska Kaczyńskiego i Kurskiego, czy Polska Owsiaka i Adamowicza, bo obie wygrać nie mogą – są swoim zaprzeczeniem. Zobaczymy, czy znakiem Polski będzie ręka wyciągnięta do zgody, czy zaciśnięta pięść. Czy bardziej donośny będzie wesoły sygnał WOŚP, czy nienawistny wrzask „ śmierć wrogom ojczyzny”. Czy symbolem Polski będzie serce, czy nóż

— czytamy we wstępniaku Tomasza Lisa do „Newsweeka”, poświęconemu tragicznej śmierci Pawła Adamowicza. I już po tych słowach widać, że nie ma co liczyć na dobrą wolę zakopania podziałów i zakończenia brutalnej walki ze strony obozu szeroko pojętej opozycji medialno-politycznej.

 

Tomasz Lis rozpoczyna swój tekst wysokimi tonami.

Są w życiu narodów chwile najważniejsze. Dla Polaków to właśnie taki moment. Dramatyczna chwila stawia dramatycznie pytania (…). I oto historia znów przywędrowała do Gdańska. Jak prawie zawsze w wersji dramatycznej

— pisze naczelny „Newsweeka”, wskazując na na Gdańsk jako miejsce, gdzie wybuchła II wojna światowa, doszło do tragicznych wydarzeń grudniowych w 1970 roku, a w końcu miejsce, gdzie „popełniono zbrodnię, która splamiła krwią III Rzeczpospolitą”.

Ta nowa Polska poniekąd zrodziła się 39 lat wcześniej, w niedzielne popołudnie, gdy podpisano Porozumienie Sierpniowe i narodziła się Solidarność. Wicepremier komunistycznego rządu w momencie wzruszenia powiedział wtedy, że pokazaliśmy, „jak rozmawia Polak z Polakiem”. W niedzielny wieczór, 39 lat później, zobaczyliśmy, jak Polak zabija Polaka

— czytamy dalej w tekście Lisa, który przechodzi do coraz ostrzejszej narracji.

Potrzeb Pawła Adamowicza zamienił się w wielkie narodowe rekolekcje i wspaniałą lekcję wychowania obywatelskiego. Przypomniano nam wszystkim, jakie wartości legły u podstaw nowej Polski, która narodziła się 30 lat temu

— dodał.

Tomasz Lis przenosi swojego czytelnika do bazyliki Mariackiej, gdzie kolejne osoby z pierwszych ław nazywa wielkimi postaciami, lecz „znienawidzonymi przez władzę”… W końcu skupia się na prezydencie, dopuszczając się przerażających sugestii!

W kościele jest też, trochę z boku, prezydent RP. Kilka miesięcy temu w tm samym Gdańsku, w rocznicę Sierpnia, narzekał, że płacimy cenę za bezkrwawą rewolucję. Zadziwiający w kraju tak doświadczonym przez historię deficyt krwi. Zdumiewające słowa. Ale taki mamy czas. Taki jest kontekst tragedii

— stwierdza.

 

Naczelny „Newseeka” na tym nie poprzestaje. Oskarża wręcz własny naród o to, że urządził „piekło”. I gdy przechodzi do refleksji po tragicznej śmierci Adamowicza, to trudno znaleźć bicia się we własne piersi. Idąc za myślą Grzegorza Schetyny, wskazuje wyłącznie innych. Czyni to z niesłychaną brutalnością słowa.

Skoro winni są wszyscy, to winny nie jest nikt. Symetryzm w obliczu zbrodni jest jej rozgrzeszeniem. (…) Nie mamy prawa ulec szantażowi emocjonalnemu ze strony tych, którzy rozpętali w Polsce atmosferę nienawiści, a teraz naszej rozpaczy, przerażenia i traumy chcą uczynić alibi i tarczę dla siebie

— atakuje Lis, oskarżając dalej rząd PiS o to, że z nienawiści, pogardy i kłamstwa miał uczynić fundament państwa.

Mało tego, Lis twierdzi, że zbrodnia dokonana na Adamowiczu jest o wiele bardziej „złowroga” niż zamordowanie Gabriela Narutowicza, pierwszego prezydenta II RP, ponieważ „atmosferę wściekłej nagonki” nie wykreowało wpływowe środowisko, ale państwo! Nazywa obecne rządy nawet „współczesnym Neronem”! Posuwa się tak daleko, że bezczelnie wręcz zarzuca, iż z „dinozaurów”, „szarańczy” i „watahy” uczyniła władza PiS „niemal wezwanie do zbrodni”.

Pawła Adamowicza zabijano na raty. Pomówieniami, insynuacjami, oszczerstwami. Czyniono to każdym kolejnym materiałem „Wiadomości”. Podobnie jak WOŚP i Jerzego Owsiaka wciąż morduje się na raty. Robią to z powodów czysto politycznych w zasadzie ci sami ludzie, którzy teraz pokrzykują, by zbrodni nie wykorzystywać politycznie. Gwałciciel i oszczerca próbuje zamknąć usta w imię empatii i pojednania

— pisze Tomasz Lis, nie przejmując się żadnymi hamulcami. I twierdzi przy tym, że jeżeli jego strona sporu ma czynić rachunek sumienia, to jedynie z „milczenia” wobec ataków na Adamowicza i Owsiaka.

Ostatecznie wszystko wyjaśnia się w ostatnich słowach naczelnego „Newsweeka”. Tomasz Lis nie ukrywa, że jedynym na czym zależy obozowi opozycji medialnej i politycznej, nie jest pojednanie narodowe, zakopanie podziałów. Chodzi wyłącznie o wygraną wyborów. Czyli o władzę.

Ale gdy nienawiść jest fundamentem państwa, gdy przeżarła już instytucje i umysły wielu rządzących, jedynym sposobem na prawdziwy przełom są nie gesty, ale polityczna zmiana. Ze złem trzeba walczyć, a nie zamykać na nie oczy. Tylko realna polityczna zmiana i rewolucja myślenia mogą zmienić filozofię rządzenia i reguły funkcjonowania państwa

— puentuje Lis.

Walka z mową nienawiści? Można to włożyć między bajki. Strona sporu politycznego reprezentowana przez Tomasza Lisa posunie się do wszelkich – najbardziej niegodziwych – chwytów. Takich jak to poniższe zestawienie…

Niedługo dowiemy się, czy wygra Polska Kaczyńskiego i Kurskiego, czy Polska Owsiaka i Adamowicza, bo obie wygrać nie mogą – są swoim zaprzeczeniem. Zobaczymy, czy znakiem Polski będzie ręka wyciągnięta do zgody, czy zaciśnięta pięść. Czy bardziej donośny będzie wesoły sygnał WOŚP, czy nienawistny wrzask „ śmierć wrogom ojczyzny”. Czy symbolem Polski będzie serce, czy nóż. (…) Dzieci, którym pomaga Owsiak, zasługują nie tylko na dobrą aparaturę medyczną, lecz także na normalne życie i normalny kraj, w którym da się pracować, żyć i oddychać

— czytamy.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ