Ryszard Peryt – wspomnienie

znicze0.jpg

26 stycznia odbył się w Warszawie pogrzeb Ryszarda Peryta – reżysera teatralnego i operowego, dyrektora Polskiej Opery Królewskiej powołanej przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Piotra Glińskiego

„Deo Optimo Maximo – Bogu Najlepszemu Największemu…D.O.M.– to dawna inskrypcja nagrobna do dzisiaj spotykana jeszcze na cmentarzach. Pamiętam, dawno temu, zastanowiło mnie, że na grobie człowieka stawia się obelisk z napisem DOM. D.O.M. stanowiące DOM.”– tak pisał Ryszard Peryt wyjaśniając ideę przedstawienia D.O.M., zamykającego cykl jego inscenizacji mozartowskich w Warszawskiej Operze Kameralnej, które miało premierę 5 grudnia 1991 r. W owej operowej medytacji żałobnej, na którą złożyły się Grabmusik (KV 469) i Davide Penitente (KV 42), Mozartowi w drodze do Domu Ojca, zgodnie z koncepcją Peryta, towarzyszą Anioł Smutku i Anioł Światłości oraz….bohaterowie jego oper. „Wszyscy tu są – razem. Oto D.O.M.”– tłumaczył reżyser.

Ryszard Peryt – to dla mnie przede wszystkim reżyser oper Wolfganga Amadeusa Mozarta. Podczas odbywających się od 1991 r. w Warszawie Festiwali Mozartowskich widziałam je wszystkie. Kanoniczny Die Zauberflöte (KV 620) z Taminem ucharakteryzowanym na Mozarta wzbudzał zachwyt każdego melomana. Ten Czarodziejski Flet oglądałam ponad 50 razy! W pierwszych latach owych Festiwali reżyser, zawsze ubrany na czarno, był często obecny na swoich przedstawieniach. W antraktach siadywał na ławeczce w operowym ogródku i przyglądał się publiczności.

Istotą inscenizacji Peryta była konwencja, czyli umyślnie podkreślona umowność. Materią przedstawień stawała się sama opera jako gatunek. Cechą reżyserii Peryta było natomiast współbrzmienie muzyki z akcją sceniczną. To z partytury reżyser wysnuwał interakcję między bohaterami, ich ruch i gesty. Kierował się tu zaleceniem Marco de Gagliano, włoskiego kompozytora i członka Cameraty Florenckiej, który w przedmowie do Dafne pisał: „niech aktor gestykuluje mniej lub więcej, według nasilenia wyrazu muzycznego, uważając, by każdy gest i każdy krok wypadał zgodnie z tempem orkiestry i śpiewu”. Nie istniał więc w inscenizacjach Peryta irytujący dysonans między naturalistycznym ruchem a muzyką. Jego koncepcjom przyświecały: pokora wobec muzyki i służenie jej. Nie traktował on, w przeciwieństwie do wielu współczesnych reżyserów, librett operowych jako kanwy do snucia własnych ekshibicjonistycznych opowieści. Nie uwspółcześniał. Bohaterów Mozarta nie ubierał w garnitury. Nie robił aluzji do aktualnych wydarzeń społeczno-politycznych. Opery Mozarta według Peryta to szlachetna prostota i głęboka symbolika oraz last but not least znakomite prowadzenie śpiewaków-aktorów.

W liście do publiczności wyjaśniającym ideę przedstawienia złożonego z niedokończonych oper Mozarta: Lo sposo deluso (KV 430), Der Schauspieldirektor (KV 486) i Loca del Cairo (KV 422) Ryszard Peryt pisał:

Niedokończoność zdaje się być jedną z najczęściej doświadczanych cech rzeczywistości. To swoista droga, na której dane jest nam ułomne doświadczenie nieskończoności, doskonałości, wieczności. Niedokończona rozmowa, niedokończone życie… przez samą swoją niedokończoność stanowią wyzwanie. Sądzę, iż jest to jedno z najbardziej wspólnych nam i powszechnych doświadczeń.”

R.I.P.

Agnieszka Kanclerska, Wrocław