Choroba szalonych krów powróciła. Przypadek na Dolnym Śląsku

Chore zwierzę wykryto 24 grudnia 2018 roku w Mirsku, niedaleko granicy czeskiej. Wynik potwierdził Państwowy Instytut Badawczy w Puławach 31 stycznia br. Zarażona krowa została zutylizowana. Hodowcy są pod szczególnym nadzorem służb weterynaryjnych.

Pierwszy przypadek wykryto w Wielkiej Brytanii w 1986 roku, cztery lata później w całej Europie zabijano i utylizowano całe farmy bydła.

Ostatni przypadek choroby szalonych krów (BSE) odnotowano w Polsce sześć lat temu, w sumie wybito niecałe sto sztuk zwierząt.

BSE jest groźna dla ludzi. Po zjedzeniu zarażonego mięsa, priony (białkowe czynniki zakaźne) atakują mózg człowieka. Choroba znana jest pod nazwą Creutzfeldta-Jakoba.

W związku z nowym przypadkiem BSE grozi nam utrata kontaktów eksportowych wartych 600 mln zł., ale według Głównego Lekarza Weterynarii Prof. Krzysztofa Niemczuka nie ma czego się bać.

Ten przypadek nie ma wpływu na eksport polskiej wołowiny na rynek Unii Europejskiej i rynki trzecie. Takie sytuacje zdarzają się raz na jakiś czas, występują one u starszych krów i nie są niczym nowym w państwach, które mają status znikomego ryzyka wystąpienia BSE.

Afera z tzw. leżakami w ubojni w Kalinowie pod Ostrowią Mazowiecką, spowodowała sankcje na południu kraju. Czeska służba celna kontroluje wszystkie polskie ciężarówki przewożące żywność, po tym, jak na ich rynek trafiło niemal 140 kg skażonej polskiej wołowiny. W sumie mięso z nielegalnego uboju trafiło do 14 krajów UE. Na dzisiaj jedyną karę poniósł weterynarz, który powinien być obecny przy uboju, a jak pokazał reportaż telewizyjny Superwizjera TVN nie był.