Jan Mosiński: Oświadczenie CBA rozbija kłamliwą narrację „Gazety Wyborczej” i Roberta N.

fot: youtube

Przecież to Robert N. chciał uwiarygodnić prawdziwość sensacji mówiących o tym, że do Jakuba R. przyszli funkcjonariusze CBA, żeby pozyskać jego przychylność do współpracy przeciwko Hannie Gronkiewicz-Waltz

— mówi portalowi wPolityce.pl Jan Mosiński, poseł PiS, członek Komisji Weryfikacyjnej do spraw reprywatyzacji warszawskiej.

wPolityce.pl: Portal wPolityce.pl jako pierwszy opublikował oświadczenie służb specjalnych, w którym znajduje się fragment notatki, w której Jakub R., były wiceszef BGN w warszawskim ratuszu, chciał zeznawać przeciwko Hannie Gronkiewicz-Waltz w zamian za wyjście na wolność. Oświadczenie CBA rozbija narrację „Gazety Wyborczej”?

Jan Mosiński: Nie tylko „Gazety Wyborczej”, ale i Roberta N. Przecież to Robert N. chciał uwiarygodnić prawdziwość sensacji mówiących o tym, że do Jakuba R. przyszli funkcjonariusze CBA, żeby pozyskać jego przychylność do współpracy przeciwko Hannie Gronkiewicz-Waltz. Mieli żądać od niego, żeby zbierał haki i informacje na temat prezydent miasta stołecznego Warszawy. Rzeczywistość okazała się zgoła inna i pokazała dwulicowość Jakuba R. Nagranie, jakiego dokonał funkcjonariusz CBA podczas rozmowy z Jakubem R. i zrobił z niego notatki pokazała, że próbował grać na dwa fronty, aby uniknąć odpowiedzialności. Nie pytam o wiarygodność Roberta Nowaczyka, bo jak stwierdziłem na Komisji Weryfikacyjnej jest niewiarygodnym świadkiem.

Co pana szczegółowo przekonało, że on jest niewiarygodny?

Jego odpowiedzi na moje pytania i na pytania innych członków komisji. Te odpowiedzi były bardzo rozbieżne z informacjami, które widnieją w materiałach do których jako komisja mieliśmy zgodnie z prawem dostęp. Traktowałem obecność pan Nowaczyka na komisji jako możliwość weryfikacji jego wcześniejszych wyjaśnień i zeznań z tym, co ewentualnie odpowie na moje pytania i pytania innych członków komisji. Odpowiedzi okazały się niewiarygodne. W wielu przypadkach mijały się z materiałami i dowodami, którymi dysponowaliśmy. Wówczas na Komisji Weryfikacyjnej złożyłem wniosek, żeby dokonać ewentualnego porównania protokołu komisji z wyjaśnieniami pana Nowaczyka z tym co zeznaje np. w śledztwie. Zapewne do tego będziemy zmierzać. Dzisiejsze oświadczenie ministrów rozbija w drobny pył narrację Roberta Nowaczyka i „Gazety Wyborczej”. Tak się kończy traktowanie zawodu dziennikarza bardzo powierzchownie i nie weryfikuje się zebranych informacji. A przecież o tej wieloźródłowości mówi kodeks etyki dziennikarskiej i prawo prasowe.

Tak. Wymaga tego od dziennikarza też zwykła uczciwość.

To prawda. Kolejna publikacja po słynnych taśmach dotyczących Srebrnej została zmiażdżona siłą argumentów i dowodów. Mamy tu dowody operacyjne, które pokazują nie tylko oblicze Jakuba R., ale również całej złodziejskiej reprywatyzacji.

Może teraz „Wyborcza” pod wpływem faktów zmieni narrację?

Chciałbym, żeby tak się stało. Ale nie łudzę się, że tak będzie. Obawiam się, że w dalszym ciągu będzie ten temat w sposób subiektywny sprzedawany opinii publicznej. Jako członek Komisji Krajowej Solidarności na jednej z jej posiedzeń „Gazecie Wyborczej” odbieraliśmy logo Solidarności.

Mogła to być dobra gazeta.

Mogła. Mogła też reprezentować wszystkie nurty składające się na Solidarność. Niestety poszła w innym kierunku. Dlatego Solidarność odebrała jej swoje logo. Zrobiliśmy to, bo pisała nieprawdę. Szkoda, że tak się stało, ale każdy z nas jest osobą dorosłą i ponosi odpowiedzialność za podejmowane przez siebie decyzje. Komisja Krajowa tak zdecydowała, bo „Gazeta Wyborcza” sprzeniewierzyła się idei Solidarności. Była źle oceniana przez władze związku zawodowego. Wniosek o zabranie znaczku złożył Józek Pulkowski z regionu piotrkowskiego. Poświęcona tej sprawie Komisja Krajowa Solidarności była burzliwa.

źródło: wpolityce.pl