Redaktor Tomasz Sakiewicz zdecydowanie zabiera głos w sprawie Bartłomieja M. „Do jednego worka wrzucono różne osoby”

Sprawa zatrzymania (a następnie aresztowania) osób podejrzewanych o wyprowadzanie pieniędzy z PGZ była ważnym wydarzeniem ostatnich tygodni.

 

W najnowszym wydaniu tygodnika „Gazeta Polska” głos w tej sprawie zabiera także redaktor Tomasz Sakiewicz, który w Telewizji Republika miał go zatrudnić jako doradcę.

Czytamy:

Sprawa aresztowania byłych urzędników MON i PGZ nie jest dla mnie taka oczywista. Do jednego worka wrzucono różne osoby. Nie wiem, jaki mają ze sobą związek i czy rzeczywiście trzeba było zabiegać aż o takie środki prawne.

I dalej o samym Bartłomieju M.

Co do byłego rzecznika MON to ze względu na ataki na Antoniego Macierewicza jak tylko zaczęło się jego grillowanie, chciałem, by usunął się z funkcji. Z tego powodu byłem gotowy zatrudnić go nawet w swojej firmie, byle tę awanturę zakończyć. Żałuję, że zbyt późno mnie posłuchano.

Jak widać, redaktor Sakiewicz ma duże wątpliwości co do zasadności działań CBA. Uważa, że

nie chodziło o tego młodego człowieka, lecz o sprawę, którą prowadzi Antoni Macierewicz, czyli wyjaśnienie tragedii smoleńskiej. Bez względu na okoliczności ona ma zostać wyjaśniona. Nikt nas z tego obowiązku nie zwolnił i nie może zwolnić.

Wedle redaktora „Gazety Polskiej” na części prawicy zapanowała podobno jakaś radość po aresztowaniu Bartłomieja M.:

Patrzę na radość przedstawicieli mediów również po prawej stronie, którzy parę lat temu szydzili z wyjaśnienia tragedii smoleńskiej, a nawet na dzisiejsze publiczne wypowiedzi pokazujące, że ci, którzy chcieli tą sprawą się zajmować, teraz pójdą na dno. To byli dziennikarze TVN, TOK FM, autorzy wywiadów z Urbanem, wieczni zdrajcy, a nawet członkowie mafii, którzy zmieniali nieustannie barwy partyjne albo pracodawców w zależności od interesów. Namnożyło się ich dzisiaj sporo po prawej stronie w mediach. Jeżeli ktoś w PiS-ie na nich liczy, to się przeliczy.

Cóż, my radości na prawicy nigdzie nie dostrzegamy, jeśli już coś, to wstyd. Bo to jednak wstyd dla dobrej zmiany – zmniejszany trochę przez poczucie, że sama dobra zmiana się w końcu za sprzątanie zabrała.

Ale jak to mówią – można się pięknie różnić w każdej sprawie. Nawet jeśli opis polemistów jest tak barwny, że w jednym zdaniu zmieści się „mafia” i „zdrajcy”.

I jeszcze jedna uwaga: sprawa wyjaśnienia tragedii smoleńskiej, fundamentalna dla naszego życia, wymaga chyba jednak ostrożniejszego doboru najbliższych współpracowników.

źródło: wpolityce.pl