Redbad Klynstra-Komarnicki o presji środowiska ws. “bananowego protestu”: Jest w tym coś z terroru totalitarnego

Mam wrażenie, że jest to kolejna tzw. masowa akcja wpisująca się w klimat tego szczególnego roku wyborczego. To sytuacja, w której coś bardzo szybko staje się viralne w internecie, a nikt nie pamięta, o co poszło. Jest to chętnie wykorzystywane przez bieżącą politykę

– mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl Redbad Klynstra-Komarnicki, odnosząc się do „bananowego protestu”, który został rozpętany wokół usunięcia z wystawy w Muzeum Narodowym w Warszawie m.in. pracy Natalii LL, która przedstawia pozującą w jednoznaczny sposób kobietę z bananem.

Aktor ocenia, że w całej sprawie chodzi tak naprawdę o to, że w muzeum nie umieszczono tabliczki z informacją, że w danym pomieszczeniu znajduje się coś, co może być nieodpowiednie dla młodzieży, która oglądała wystawę.

Mam wrażenie, że można było to wszystko załatwić po ludzku. To oczywiste, że filmik, cała ta sprawa z bananem jest bardzo „wdzięcznym’” obiektem do autopromocji w mediach społecznościowych, co wykorzystało wiele aktorek i celebrytów

– zauważa Redbad Klynstra-Komarnicki, dodając, że „jest to retrospektywa wypowiedzi, która na pewno była oburzająca w latach 70., a jednocześnie przywołuje ewidentne skojarzenia i to nie z jedzeniem banana”.

Przyznaje, że sprowadzanie tej sytuacji do cenzurowania jedzenia bananów i robienia z tego akcji jest śmieszne, ale i ciekawe jako przykład udanej manipulacji.

Choć na pewno w takich sytuacjach zawsze kłopot mają rożni aktorzy czy artyści, którzy działają na instagramie i każdy ma poczucie, że musi się do tego odnieść

– mówi aktor.

Redbad Klynstra-Komarnicki zwraca jednak uwagę na to, że wielu artystów spotyka się z presją środowiska.

Jeśli ktoś nie zrobi czegoś z bananem, to wiadomo, że jest „PiS-iorem”. To stawia w trudnej sytuacji osoby, które działają w przestrzeni publicznej, bo przechodzą przez swego rodzaju terror, są zmuszane do tego, żeby się wypowiedzieć. Tylko nieliczni mają taką pozycję, że mogą sobie pozwolić, aby ten temat pominąć.

– zauważa.

Dla mnie jest w tym coś z terroru totalitarnego, terroru przypominającego najgorsze czasy systemów totalitarnych. To takie „sprawdzam”. Na zasadzie: Musisz się stawić na pochodzie Pierwszomajowym.  Albo w czasach Hitlera. Jeśli ktoś nie podniósł ręki, kiedy on przejeżdżał, taką osobę od razu można było oskarżyć o to, że nie jest za Hitlerem. Tak samo jest tutaj. Jeśli nie weźmiesz tego banana, nie zrobisz sobie z nim zdjęcia, to oznacza, że jesteś za PiS, że jesteś przeciwko establishmentowi artystyczno-celebryckiemu. A to oznacza, że nie masz prawa istnieć w sferze publicznej. To jest kłopot dla wszystkich, którzy chcieliby po prostu uprawiać swoją sztukę i twórczość

– podkreśla aktor.

Redbad Klynstra-Komarnicki ocenia, że prawdziwy artysta jest siłą rzeczy powyżej politycznej frekwencji.

Jest środowisko ludzi, które wściekle walczy o to, żeby było tak, jak było. Bo mieli dobrze. Ale tak już nie będzie. Zbyt dużo ludzi, także artystów, budzi się do rzeczywistości i ma też inne kanały wypowiedzi, niż te reglamentowane przez nich i nie będzie na pewno tak, że mała grupa, „elita”, będzie dyktowała innym ludziom i twórcom, co mają myśleć na dany temat. Czasy dyktatorów mody mentalnej się bezpowrotnie skończyły

– mówi aktor, dodając, że „cała manipulacja polega na tym, że jest to pseudo walka o wolność wypowiedzi artystycznej przy użyciu wizualnie wdzięcznego przedmiotu, jakim ewidentnie jest banan”.

Widzimy w internecie, że osoby twórcze potrafią to wykorzystać. Konsekwencja jest taka, że wytwarza się pewną presję, która z wolnością wypowiedzi nie ma nic wspólnego. Wojna plemion pod płaszczykiem walki o wolność artystycznąj to jest dopiero niesmaczne i ośmieszajcie tych, którzy walczyli o wolność wypowiedzi  w czasach kiedy konsekwencje były straszne. Żyjemy jednak w czasach, gdzie ludzie prześcigają się w tym, w jaki sposób mogą przekraczać granice. Wszystko w gruncie rzeczy po to, żeby zwrócić na siebie uwagę. Żyjemy w czasach, gdzie wszystko jest na sprzedaż, a celebryci, aktorzy żyjący z tego, że ludzie klikną na nich, korzystają z tego najbardziej i dlatego będą te granice przekraczać i bronić wszystkich, którzy tego przekraczania granic są symbolem

– zwraca uwagę.

Żyjemy w czasach, kiedy człowiek odpowiedzialny, powinien precyzyjnie obchodzić się z  komunikacją. Najśmieszniejsze dla mnie jest to, że wystarczyła jedna tabliczka przy wejściu do sali

— ocenia w rozmowie z wPolityce.pl Redbad Klynstra-Komarnicki.

Rozmawiała Weronika Tomaszewska

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ