Cimoszewicz nie zawiadomił policji po potrąceniu rowerzystki? Od października 2018 jego samochód nie miał badań technicznych

Dlaczego sprawa potrącenia rowerzystki przez Włodzimierza Cimoszewicza wyszła na jaw dopiero po 3 godzinach? Kto naprawdę przetransportował poturbowaną kobietę do szpitala? Z ustaleń portalu wPolityce.pl wynika, że tą osobą nie był były premier. Mało tego. Policja o całym zdarzeniu dowiedziała się zupełnie przypadkowo, a samochód Włodzimierza Cimoszewicza od października ubiegłego roku nie posiadał badań technicznych.

Do potrącenia rowerzystki doszło w ubiegłą sobotę ok. godz. 08.00 rano, ale o tym fakcie policjanci dowiedzieli się dopiero ok. godz. 11.00 i to nie z ust Włodzimierza Cimoszewicza Policjanci z patrolu przypadkowo zauważyli, że ktoś pakuje uszkodzony rower do samochodu. Zaczęli pytać co wydarzyło się na przejściu dla pieszych. Od właściciela samochodu dowiedzieli się, że doszło do potrącenia rowerzystki, a ofiara zderzenia znajduje się w szpitalu. Ok. 70– letnia kobieta nie była jednak zbyt rozmowna. Potwierdziła, że zderzyła się z volkswagenem Włodzimierza Cimoszewicza. Dopiero wtedy policjanci udali się do domu byłego premiera. Badanie alkomatem wykazało, że polityk był trzeźwy w momencie pomiaru. Cimoszewicz nie miał jednak szczęścia jeśli chodzi o badanie techniczne swojego samochodu. Z naszych ustaleń wynika, że od października ub. roku nie przeprowadzono badania technicznego pojazdu.

Dlaczego Włodzimierz Cimoszewicz nie zawiadomił więc policji i pogotowia ratunkowego? Kto zawiózł poturbowaną kobietę do szpitala? Z naszych informacji wynika, że nie był to wicepremier, ale ktoś z rodziny rowerzystki. Nie ma też już wątpliwości, że samochód Cimoszewicza nie posiadał niezbędnych dla jego prowadzenia badań technicznych. Informowały o tym także inne media. Nam udało się ustalić, że badania powinno się przeprowadzić w październiku 2018 roku. Próbowaliśmy skontaktować się z Włodzimierzem Cimoszewiczem. Bezskutecznie. Tomasz Cimoszewicz, syn byłego premiera przesłał nam smsa o następującej treści:

Proszę państwa, sprawy są w rekach policji i prokuratury. Ostatnie informacje podane przez Policje w Białymstoku uważam za wybiórcze. Więcej informacji z naszej strony udzielimy w innym terminie.

Sam Włodzimierz Cimoszewicz opublikował swoje oświadczenie w internecie:
Dzięki mojej niewielkiej prędkości, około 30 km/h, poszkodowana Pani odniosła niegroźne obrażenia. Udzieliłem jej natychmiastowej pomocy i po przekonaniu o konieczności poddania się badaniu lekarskiemu została ona odwieziona do szpitala. W tej chwili znajduje się w domu. Jest mi bardzo przykro z powodu tego niefortunnego wydarzenia w dnu jej urodzin. Pewnym usprawiedliwieniem był fakt jazdy pod słońce. Nie wykluczam również, że bolesna dla mnie informacja sprzed dwóch dni o wykryciu u mnie choroby nowotworowej mogła mieć wpływ na moje samopoczucie
– napisał Włodzimierz Cimoszewicz.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ