Chwedoruk: Obecność Tuska jest przekonywaniem przekonanych. W starciu z prezydentem jest na straconej pozycji

Można sobie wyobrazić mniej rozpoznawalnych, wzbudzających mniejsze emocje polityków, których wystawienie przeciwko obecnej głowie państwa mogłoby spowodować, że rywalizacja w II turze wyborów prezydenckich byłaby bardziej wyrównana

— mówi portalowi wPolityce.pl prof. Rafał Chwedoruk, politolog (UW).

wPolityce.pl: Według sondażu przeprowadzonego dla „Newsweeka” i portalu Radia Zet Koalicja Europejska ma ponad 10 punktów proc. przewagi nad PiS. Zaskoczenie?

Prof. Rafał Chwedoruk: Powiedziałbym, że generalnie w Polsce wynikami sondaży nie należy być przesadnie zaskoczonym. Powinniśmy być raczej zaskoczeni w sytuacji, gdy nie jesteśmy zaskoczeni. A mówiąc całkiem serio – na przestrzeni ostatnich lat mieliśmy do czynienia z wydarzeniami budzącymi zainteresowanie opinii publicznej i szczególne wzmożenie po liberalnej stronie sporu, po których sondaże wskazywały zmiany.

Jakie to wydarzenia?

Choćby konwencje partyjne mało znanych ugrupowań. Zawsze po nich następował sondażowy, niemal rewolucyjny, skok, natomiast po stosunkowo krótkiej karencji czasowej – tygodniu, dwóch, trzech – podziały wracają po chwilowym wzmożeniu do swojej sondażowej formy. Nie mam cienia wątpliwości, że tak samo będzie również w tym wypadku. Natomiast bez względu na to wszystko, wynik tych wyborów jest pewną zagadką.

Co Pan przez to rozumie?

Te wybory wyrywają się regułom, ponieważ frekwencja będzie wyższa niż we wszystkich wcześniejszych wyborach do Parlamentu Europejskiego, natomiast pewnie nie osiągnie standardów wyborów sejmowych. Podziały na polskiej scenie są jednak mocno utrwalone i trudno sobie wyobrazić jedno rewolucyjne zdarzenie, które dokonałoby tak gwałtownych przetasowań, jak było to  choćby po wybuchu afery Rywina w 2002 roku.

Debatę publiczną zdominowała dyskusja wokół filmu „Tylko nie mów nikomu”. Czy film braci Sekielskich niejako zarabia na Koalicję Europejską?

Poza dyskusją jest to, że cała ta historia jest większym problemem dla PiS-u niż jakiejkolwiek innej partii. PiS od początku kształtowało swoją tożsamość na podkreślaniu znaczenia równości wobec prawa i przywiązywaniu uwagi do surowej, jednoznacznej polityki karnej. Oczywiście w tej sytuacji jest przestrzeń do takiej reakcji ze strony PiS-u, ale z drugiej strony tradycyjni wyborcy partii rządzącej stanowią istotny procent jej elektoratu. Radykalizm dyskusji jest przez nich odbierany nie tylko jako próba rozliczenia ewidentnie winnych, ale również próba pewnej rewolucji kulturalnej. PiS jest więc między stanowczym i surowym reagowaniem w swoim stylu a  obawą znacznej części wyborców, że będzie się z tym wiązała zmiana stylu życia, której nie aprobują. Warto zwrócić uwagę, że jeden segment wyborców PiS to osoby o poglądach najbardziej konserwatywnych, a drugi to elektorat napływowy składający się z wyborców motywowanych socjalnie. Program Rodzina 500 plus i obniżenie wieku emerytalnego działają jednak niezależnie od całej gamy sporów kulturowych. Na drugą grupę wyborców kwestia relacji państwo-Kościół, sporu o aborcję, itd. nie oddziałuje aż tak silnie. Natomiast nie ulega dla mnie wątpliwości, że ten film może umocnić mobilizację wyborców drugiej strony, szczególnie wielkomiejskich i liberalnych.

To kto w takim razie może być największym beneficjentem?

Rzeczywistość nie jest taka prosta. Są dwa podmioty, które mogą skorzystać – Koalicja Europejska i Wiosna Biedronia.

Licytacja na antyklerykalizm?

Niewątpliwie rywalizacja będzie odbywać się na tym polu. Nie ulega dla mnie wątpliwości, że cała ta sytuacja nie będzie prosta dla Koalicji Europejskiej. Z jednej strony taka tematyka mobilizuje elektorat, ale z drugiej strony Koalicję Europejską współtworzy takie ugrupowanie jak PSL. Dlatego trudno oczekiwać, że cały efekt skonsumuje właśnie Platforma Obywatelska i jej sojusznicy. Myślę, że to się rozłoży. Skorzysta też Biedroń, który potrzebuje punktów procentowych jak tlenu po niedawnych spadkach sondażowych. W końcu Wiosna od początku pozycjonowała się jako szukająca wyborców wśród byłego elektoratu Nowoczesnej, tworzona przez byłych współpracowników Janusza Palikota, który antyklerykalizm wciągnął na swoje sztandary.

A na ile pomocny dla Platformy Obywatelskiej może być przyjazd do Polski Donalda Tuska?

Trudno powiedzieć, czy to będzie miało jakieś znaczenie samo w sobie. Obecność Donalda Tuska jest przekonywaniem przekonanych. Owszem, jest to polityk, który cieszy się wysokim poparciem, ale elektoratu liberalnego i jego obrzeży. Sondaże wskazują, że w starciu z prezydentem Andrzejem Dudą były premier jest na straconej pozycji. Paradoksalnie, można sobie wyobrazić mniej rozpoznawalnych, wzbudzających mniejsze emocje polityków, których wystawienie przeciwko obecnej głowie państwa mogłoby spowodować, że rywalizacja w II turze wyborów prezydenckich byłaby bardziej wyrównana.

Kogo ma Pan na myśli?

Możemy spekulować, czy byłby to prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski czy prezes PSL Władysław Kosiniak-Kamysz, choć pewnie byłaby to już bardziej dyskusyjna kwestia z uwagi na słabszą pozycję ludowców. Należy zwracać uwagę na kontrast pokoleniowy. Andrzej Duda i jego sztab potrafili wygrać wyraźnie z Bronisławem Komorowskim, jeśli chodzi o grupę wyborców do 30 roku życia. Myślę, że obecność Donalda Tuska jest próbą wywalczenia sobie siłą miejsca przed kolejnymi wyborami. Pamiętajmy, że walka o przywództwo w Platformie nie wygasła. Nie ulega wątpliwości, że nie do końca korzystne dla tej partii było to, co się stało przy okazji wystąpień Donalda Tuska i jednego z liberalnych publicystów. Gdyby Koalicja Europejska uzyskała wynik porównywalny do PiS-u lub lepszy, to zwolennicy byłego premiera znaleźliby się w sytuacji rozpaczliwej. Przed wyborami sejmowymi byliby skazani na łaskę i niełaskę tych, którzy będą realnie decydować o obsadzie list. A powinni raczej spodziewać się niełaski niż łaski.

W takim układzie Grzegorz Schetyna może spać spokojnie…

Tak, może spać spokojnie, zwłaszcza że grono koalicjantów – szczególnie PSL i SLD – będzie miało swoje oczekiwania względem biorących miejsc na wspólnych listach. Myślę, że to jest najważniejszym powodem obecności Tuska w polskiej bieżącej polityce.

PODZIEL SIĘ