Publicystka “Sieci” nadaje ton w niemieckiej telewizji ARD: “Zero refleksji wśród unijnych elit!”. WIDEO

Czy populiści i nacjonaliści wygrają wybory europejskie? W programie publicystycznym niemieckiej telewizji ARD „Maischberger” sześciu gości, w tym była komisarz UE z Luksemburga Viviane Reding i publicystka „Sieci” Aleksandra Rybińska, spierali się o przyszłość europejskiego kontynentu.

Debata zaczęła się dość niewinnie od dyskusji o sensie lub bezsensie regulacji skrzywienia ogórka czy temperaturze smażenia frytek przez Komisję Europejską, ale szybko przeszła do bardziej poważnych tematów, czyli rzekomego zagrożenia wywodzącego się z tzw. „populistów” w obliczu zbliżających się wyborów do PE.

Wieloletni korespondent „Die Welt” w Brukseli Dirk Schümer przekonywał, że pojawienie się narodowych resentymentów na starym kontynencie to wynik „wielu nierozwiązanych problemów” jak ochrona granic zewnętrznych UE czy kryzysu euro.

To wpędza ludzi w ramiona eurosceptyków. Nacjonalizm jest o wiele silniejszy niż myśleliśmy

—przekonywał.

Kucharka telewizyjna i kandydatka austriackich Zielonych Sarah Wiener zaś podkreślała, że ludzie głosują na populistów bo ci „sieją panikę i szerzą strach”. Wtórował jej były korespondent ZDF w Brukseli Udo van Kampen.

Celem lewicowych i prawicowych ekstremistów jest zniszczenie UE

— mówił.

Na pytanie skąd wzięli się tzw. populiści i dlaczego ich tak wielu Europejczyków ich dziś popiera zapadło milczenie.

Jestem raz za razem naprawdę zdumiona gdy widzę ten niesamowity poziom samozadowolenia wśród europejskich elit. Zero autokrytyki płynącej z Brukseli czy innych europejskich stolic. Zero wyciągania wniosków. Jesteśmy fajni i nie popełniliśmy żadnych błędów. Będziemy dalej tak robić jak dotychczas

— zaznaczyła publicystka „Sieci”.

Według niej problemem dla Europejczyków dziś nie jest poziom skrzywienia ogórka ani ilość pestycydów w jedzeniu, tylko coś bardziej fundamentalnego, a mianowicie utopijna próba stworzenia ponadnarodowego europejskiego państwa.

Państwa narodowe nie są przeżytkiem. To one wciąż decydują o kierunku w którym podąża wspólnota, głosując w radzie UE. To one stanowią wciąż jedyną ramę dla rozwoju demokracji. Komisja Europejska nie jest żadnym rządem, a europarlament nie jest porównywalny z narodowymi parlamentami, nie posiada nawet w przybliżeniu takich prerogatyw ani legitymizacji. Wszystko inne to utopia. Takie są fakty

— stwierdziła.

Jak dodała, Polacy są wprawdzie wciąż bardzo pozytywnie nastawieni do UE, jeśli wierzyć sondażom, ale mają coraz częściej wrażenie, że są członkami UE drugiej kategorii.

Co chwila słyszymy aroganckie wypowiedzi z ust europejskich polityków o tym, że nie dorośliśmy do demokracji. Traktuje się nas jak małe dzieci a jesteśmy członkami UE już od 2004 roku

— przekonywała.

Ton zaostrzył się jeszcze bardziej, gdy poruszono kwestię reformy sądownictwa w Polsce. Viviane Reding, która będąc jeszcze europosłanką lobbowała za ukaraniem Polski, przekonywała, że procedura z art. 7 wobec Polski jest „w pełni uzasadniona”. Takiego zdania był także Udo van Kampen.

Musimy tu stawiać granice i mamy do tego pełne prawo

—mówił były korespondent ZDF w Brukseli. Wtórowali mu Dirk Schümer i kandydatka niemieckiej FDP w eurowyborach Nicola Beer.

Nie możemy pozwolić na podporządkowanie sądów jednej partii

—zaznaczyła Beer. Na co publicystka „Sieci” zapytała ją:

Co pani wie o polskim sądownictwie? O jego rozwoju przez ostatnie 30 lat Nic. Absolutnie nic. […] Reforma sądownictwa była konieczna ze względu na wysoki poziom korupcji w sądach i jest popierana przez większość obywateli. Możemy się spierać o jej formę, ale była ona konieczna. A zmiany są, jak się im dobrze przyjrzeć, niewielkie. Pani Małgorzata Gersdorf wciąż przewodniczy SN. Niedawno niemiecka fundacja przyznała jej nawet nagrodę

—zauważyła Rybińska.

Według niej Unia Europejska nie ma prawa wtrącać się do wewnętrznych spraw krajów członkowskich i decydować o tym jakie reformy mogą przeprowadzać.

Nikt jej nie udzielił takiego mandatu

—podkreśliła.

Odpowiedź Reding była natychmiastowa:

W Polsce nie ma już państwa prawa! Polska dostaje miliardy euro rocznie w postaci środków unijnych a więc możemy się wtrącać!

— krzyczała.

UE to nie jest organizacja charytatywna, która rozdaje pieniądze. My też wpłacamy do unijnego budżetu. A w zamian za fundusze unijne musieliśmy otworzyć nasze rynki dla francuskich i niemieckich firm. Pieniądze, które te firmy u nas zarabiają nie trafiają do polskiego tylko francuskich i niemieckich budżetów. Nie ma nic za darmo

— odparła publicystka „Sieci”. Jej zdaniem jeśli nic się nie zmieni w podejściu do Europy Środkowej i Wschodniej to kiedyś „nie będzie dla nas już wspólnej drogi”. Według niej Wielka Brytania opuściła Unię, bo ignorowano jej zastrzeżenia.

Chaos brexitowy to nie tylko wina Londynu, ale także Unii, która chciała ukarać Brytyjczyków za ich decyzję

— dodała Rybińska.

Zdaniem Nicoli Beer sposobem na wyjście z kryzysu Unii jest prowadzenie lepszej polityki przez UE, szczególnie w dziedzinie polityki zagranicznej.

Musimy mówić jednym głosem w najważniejszych dla nas kwestiach. Inaczej nie będziemy mieli szans w wobec USA, Rosji czy Chin. Spory są normalne i nawet konieczne, ale w naprawdę ważnych kwestiach potrzebujemy konsensusu

—podkreśliła kandydatka FDP.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ