Minister Beata Kempa: Członkostwo silnej Polski w silnej Unii jest w naszym żywotnym interesie

Beata Kempa o pomocy humanitarnej wie wszystko. Ponad dwa lata temu zorganizowała systemową pomoc ofiarom wojny na Bliskim Wschodzie. W ubiegłym roku rząd przeznaczył ponad 48 milionów złotych dla przebywających w obozach uchodźców. Natomiast globalna wartość pomocy humanitarnej wyniosła ponad 170 milionów złotych, i rokrocznie wzrasta.

Teraz, minister Kempa walczy o mandat do Parlamentu Europejskiego po to, by mieć wpływ na korzystne decyzje dla Polski. Jest „dwójką” w okręgu dolnośląsko-opolskim na wspólnej liście Prawa i Sprawiedliwości.

– Czy Unia Europejska jest w ogóle potrzebna?

– Oczywiście! Wątpliwości może budzić sposób jej funkcjonowania czy przerost biurokracji, ale Unia to jeden z najważniejszych graczy na politycznej i gospodarczej mapie świata. A Polska ma wreszcie realną szansę na pełnienie pierwszoplanowej roli w unijnych strukturach.

– Od czego to zależy?

– Od zwycięstwa Zjednoczonej Prawicy w majowych wyborach.

– Wasi oponenci twierdzą, że zwycięstwo Zjednoczonej Prawicy przyniesie dokładnie odwrotny skutek, ze stopniowym „Polexitem” włącznie.

– Członkostwo silnej Polski w silnej Unii jest w naszym żywotnym interesie. Rzecz w tym, by nie być w Unii krajem, który – w przenośni rzecz ujmując – podaje płaszcze innym, ale krajem, który cieszy się szacunkiem pozostałych. Takim krajem, którego nie traktuje się pretensjonalnie, na przykład poprzez wtrącanie się w kwestie wewnętrznego sądownictwa. Sprawę „Polexitu” poruszają jedynie politycy Koalicji Europejskiej. Może właśnie oni mają taki zamiar?

– Póki co to wy mówicie, że nie chcecie euro. Tymczasem Grzegorz Schetyna zapowiada przygotowanie planu wprowadzenia tej waluty.

– Nie chcemy przyjąć tej waluty teraz, tylko wtedy, gdy osiągniemy poziom Niemiec. Mieszkańcy większości krajów, które przyjęły euro, stracili. Potwierdza to, że źródłem bogactwa nie jest strefa euro, tylko odpowiedzialna, prorozwojowa polityka, wspierająca rozwój innowacyjności i przedsiębiorczości. Taką politykę Zjednoczona Prawica prowadzi w Polsce od 2015 roku, ale na przyjęcie wspólnej waluty jest jeszcze za wcześnie.

– Wybory do Parlamentu Europejskiego w sposób niespotykany wcześniej spolaryzowały polską scenę polityczną.

– Rzeczywiście, zaistniały dwa główne ośrodki – Zjednoczona Prawica i Koalicja Europejska oraz kilka mniejszych ugrupowań. Przeciwko nam egzotyczny sojusz zawarły grupy często o rozbieżnych programach, którym przyświeca tylko jeden cel: przerwać reformy w kraju poprzez odsunięcie PiS od władzy.

– Ktoś patrzący z zewnątrz może wysnuć wniosek, że skoro większość partii w Polsce jest przeciw wam, to właśnie oni będą stanowić o sile Polski w Parlamencie Europejskim.

– Takie błędne przekonanie może wynikać z braku pełnej wiedzy dotyczącej funkcjonowania PE. Politycy Koalicji Europejskiej rozpierzchną się po wielu frakcjach przeciwnych naszemu krajowi. Część z nich trafi do EPP, gdzie obecnie są Platforma i PSL, inni pewnie do Zielonych, jeszcze inni do Socjalistów, gdzie funkcjonuje chociażby SLD, a jeszcze inni do liberałów. Z tej pozornej „siły” nic nie zostanie. Natomiast Zjednoczona Prawica będzie stanowić monolit, którego wpływ na funkcjonowanie Parlamentu Europejskiego będzie rzeczywisty.

– Wyniki tych wyborów będą miały przełożenie na wybory parlamentarne jesienią?

– Pośrednio na pewno. To są rozstrzygające i kluczowe wybory, w jakim kierunku pójdzie Europa. Dlatego waga tych wyborów jest ogromna. To starcie dotyczące Europy wartości: czy powracamy do tych, na których Unia Europejska powstała, czy godzimy się na coś zupełnie przeciwnego? Dlatego na naszych listach są kandydaci zdeterminowani do działania, a nie poszukiwacze politycznych emerytur, jak na listach Koalicji.

Politycy Koalicji Europejskiej mówią, że ich lista to „lista gwiazd”.

– Chyba czerwonych gwiazd! Przynajmniej patrząc na przeszłość niektórych liderów…

– Mają jednak wsparcie liderów europejskich. Nawet ci, którzy do Koalicji nie weszli: konwencję „Wiosny” uświetnił Frans Timmermans.

– Moim zdaniem to ingerencja w wewnętrzne sprawy kraju. Osoby pełniące znaczące funkcje w organach UE nie powinny wpisywać się w nurt kampanii wyborczych krajów członkowskich.

Mówi tak pani, bo zapowiedziano „ważne przemówienie” Donalda Tuska?

– Polacy doskonale pamiętają wagę słów Donalda Tuska. I wtedy, gdy mówił, że nie będzie podnosił podatków, i wtedy, gdy Platforma zapowiadała, że nie będzie podnosić wieku emerytalnego. To średnio wiarygodny polityk i średnio skuteczny szef Rady Europejskiej. Chyba, żeby za skuteczność przyjąć kryzys w Grecji, kryzys migracyjny czy Brexit. To wszystko obciąża jego kadencję.

Dlaczego pani kandyduje, skoro Unia jest obciążona takimi kryzysami?

– Zaproponowano mi, by – o ile uzyskam mandat eurodeputowanej – dotychczasowe doświadczenia spożytkować w Parlamencie Europejskim. Dotyczy to w szczególności pomocy humanitarnej.

Unia potrzebuje takiej pomocy?

– Świat takiej pomocy potrzebuje, a Unia może ludziom pomagać skuteczniej niż jeden czy dwa kraje. Pomocy humanitarnej na świecie oczekuje obecnie ok. 164 mln ludzi, to zatrważające. Niestety UE nie ma dobrego, skoordynowanego planu dotyczącego tej kwestii. Posiadając konkretny plan, przy tak obszernym budżecie, Unia mogłaby być o krok przed przemytnikami ludzi.

Kraje zachodnie realizowały pomoc między innymi w postaci przyjmowania uchodźców.

– W rozwiązaniu problemu migracji w Europie kluczowa jest pomoc rozwojowa dla Afryki. Mogę powtórzyć, że przyjmowanie uchodźców czy migrantów nie jest dobrą odpowiedzią na kryzys migracyjny. To leczenie choroby, ale nie przyczyn. Pomagać trzeba na miejscu: jedynie to może odnieść oczekiwany skutek! Za kilkadziesiąt lat ludność Afryki będzie stanowiła 50 proc. ludności świata. Bez bardzo dobrze skoordynowanej pomocy, również ze Stanami Zjednoczonymi, Europa nie będzie w stanie poradzić sobie z problemem absorpcji afrykańskich uciekinierów.

– Czy USA będą zainteresowanie włączeniem się w takie działania?

– Jako minister do spraw pomocy humanitarnej spotkałam się z ambasadorem USA do spraw wolności religijnej Samuelem Brownbackiem. Zgodziliśmy się co do kwestii niesienia pomocy na miejscu. To, o czym polski rząd mówił od samego początku, znalazło potwierdzenie w naszych rozmowach, w szczególności za pośrednictwem bardzo dobrze zorganizowanych organizacji pozarządowych. Stany Zjednoczone bardzo wysoko oceniają działania Polski w sferze pomocy humanitarnej.

Takie kurtuazyjne wypowiedzi, zwłaszcza ze strony odległego mocarstwa, wcale nie muszą przerodzić się w jakikolwiek konkret.

– Dlatego na deklaracjach się nie skończyło! W imieniu polskiego rządu podpisałam porozumienie z amerykańską Agencją Rozwoju Międzynarodowego. Stronę amerykańską reprezentował administrator ARM Mark Green. Dokument przewiduje koordynację działań w sferze pomocy humanitarnej, przygotowywanie wspólnych projektów, wymianę ekspertów oraz organizowanie wystaw i seminariów. To pierwsze porozumienie na takim szczeblu i w takim zakresie. Współpracą będzie dotyczyć między innymi mniejszości religijnych, rozwiązywania konfliktów i szeroko rozumianej pomocy humanitarnej dla poszkodowanych w konfliktach na Bliskim Wschodzie, przede wszystkim w Iraku i Syrii.

Włączy się w takie działanie ktoś z Unii? Dyrekcja Generalna Komisji Europejskiej ds. Pomocy Humanitarnej i Ochrony Ludności informuje, że na zażegnanie kryzysu w Syrii UE przekazała ponad 4,2 mld euro w ramach pomocy humanitarnej i na rzecz stabilizacji.

– Unia realizuje działania pomocowe, ale nie wypracowała w tej kwestii żadnego skutecznego planu. Mało tego, zachowanie niektórych krajów dotyczące napływu nielegalnych uchodźców i imigrantów było bierne! W tle bogaciły się mafie, które nielegalnie przerzucały ludzi z Afryki do Europy. Migracje wymagają raczej skoordynowanych działań wszystkich państw członkowskich UE, dlatego w pierwszym rzędzie trzeba pomóc Afryce. Nie możemy zajmować się tylko konsekwencjami emigracji, powinniśmy przede wszystkim walczyć z jej przyczynami! Między innymi do tego chciałabym przekonywać w Parlamencie Europejskim.

– Kraje unijne dadzą się do tego przekonać?

– Mam nadzieję, że nowy Parlament Europejski wyłoniony w czasie wyborów 26 maja będzie bardziej wrażliwy na temat rozwoju Afryki. Konieczny jest prawdziwy „Plan Marshalla” dla tego kontynentu. Inaczej już teraz sami skazujemy się na porażkę. Europa powinna być przynajmniej o krok przed przemytnikami, bo kryzysy, które będą następować w Afryce, będą powodować kolejne fale migracji. Zwłaszcza do Europy.

– Nikt nie da się przekonać, jeśli nie Polska nie pokaże jakiegoś konkretnego przykładu swojego zaangażowania.

– Ależ my mamy co pokazać! Pierwszy zrealizowany przez Polskę program, to ponad 5,5 tys. skutecznie wyleczonych mieszkańców Aleppo, wobec których przeprowadzono wysoko wyspecjalizowane procedury medyczne, a ponad 13 tys. osób skorzystało z diagnozy przy użyciu nowych technologii medycznych. Drugi, podobny projekt, to już ponad 7 tys. wyleczonych osób i kilkanaście tysięcy kolejnych zdiagnozowanych osób. Była to inicjatywa Sekcji Polskiej Papieskiego Stowarzyszenia PKWP. Nie bez znaczenia jest też działalność Polskiej Misji Medycznej, która dostarczyła ponad 300 pacjentom (kobietom i dzieciom) protezy kończyn. W samym 2018 r. na całą pomoc humanitarną i rozwojową przeznaczyliśmy 2,5 mld złotych. A do tego warto jeszcze wspomnieć polsko-węgierską inicjatywę, w ramach której zostanie wybudowany sierociniec w Syrii.

– Mimo tego i tak w mediach pokazywane będą głownie obrazki nieszczęśliwych ludzi idących pieszo do Europy za lepszym jutrem. Zachód nadal będzie wzywał Polskę do przyjmowania uchodźców.

– Bardzo ważne słowa w tej kwestii wypowiedział Jean-Clément Jeanbart, arcybiskup syryjskiego Aleppo: “Jeśli nas kochacie i troszczycie się o nas, jeśli wam na nas zależy, a wiem, że tak, to proszę, nie przyjmujcie uchodźców tutaj, w Europie, ale pomagajcie nam w miejscach, w których żyjemy i przekazujemy chrześcijaństwo od 2000 lat, z pokolenia na pokolenie”. A my pomagamy nie tylko chrześcijanom.

– Kadencja PE trwa 5 lat. Przez cały ten czas planuje pani zajmować się tylko sprawą pomocy humanitarnej i strategicznego planu dla Afryki?

– Politykę międzynarodową swojego kraju realizuje się na co dzień. Niemcy czy Francuzi są w Parlamencie Europejskim bardzo skuteczni. Na przykład Niemiecki Federalny Trybunał Konstytucyjny już w 2009 roku orzekł, że TSUE nie ma prawa wtrącać się w sprawy ustroju sądów kraju członkowskiego. I jest to respektowane. Tymczasem niektórzy polscy eurodeputowani i ich „europejscy przyjaciele” zdają się nie przyjmować do wiadomości, że sądownictwo to domena krajów członkowskich, a nie TSUE, KE i Parlamentu Europejskiego. Wywołali swoistą krucjatę dotyczącą reformy sądownictwa w Polsce. To z jednej strony pokazuje ich znajomość prawa, a z drugiej stosunek do ojczyzny i jej spraw. Ważne, aby Unia Europejska zaakceptowała reformy w Polsce, które są bardzo potrzebne i akceptowane przez polskie społeczeństwo. Polacy, tak jak Niemcy czy Francuzi, mają prawo do własnych dążeń i ambicji.

– Jaka będzie Unia Europejska po 26 maja?

– Jeśli wygra Zjednoczona Prawica, to po pięcioletniej kadencji nowego Parlamentu Europejskiego Unia będzie silną Europą ojczyzn, których relacje oparte są na wzajemnym szacunku i poszanowaniu polityki wewnętrznej, bez narzucania rozwiązań ideologicznych. Unia Europejska przypomni sobie o własnych chrześcijańskich korzeniach, odbuduje swój prestiż i zredukuje niebezpieczeństwo masowego napływu imigrantów poprzez konsekwentną realizację skutecznego planu rozwojowego dla Afryki, który będzie wdrażany także przy udziale innych światowych mocarstw.

– A jaka będzie Polska w takiej Unii?

– Silna, niezależna, skuteczna pod każdym względem i licząca się na arenie międzynarodowej. Będzie jednym z jej filarów.

 

PODZIEL SIĘ