Prof. Chwedoruk: “Radykalny obyczajowy przekaz i nadanie mu twarzy Donalda Tuska okazał się samobójstwem”

flaga_homo_lgbt_gay-400x0.jpeg

Radykalny obyczajowy przekaz i nadanie mu twarzy Donalda Tuska okazał się samobójstwem. Przyznam, że obserwowałem to z rosnącym zdumieniem. Nie wiem jak w sprofesjonalizowanej polityce można działać w tak niespójny sposób. To tworzy nową sytuację przed jesiennymi wyborami

— mówi portalowi wPolityce.pl prof. Rafał Chwedoruk, politolog.

wPolityce.pl: Coś pana zaskoczyło w wynikach wyborów?

Prof. Rafał Chwedoruk: Gdyby nie dzisiejsze poranne informacje o tym, że poziom poparcia dla PiS sięgnął 45 proc., co popołudniu potwierdziła PKW reszta była do bólu przewidywalna. Nie stało się absolutnie nic, czego bym nie przewidział. Poziom poparcia Koalicji Europejskiej był dokładnie taki, jaki wynikał z prostego zsumowania żelaznych elektoratów PO, SLD i połowy wyborców PSL z ostatnich wyborów samorządowych. Wiosnę kiedy powstała pozwoliłem ją sobie nazwać partią 7 proc. Niewiele się pomyliłem. Nawet tego nie osiągnęła. Nie wierzyłem ani przez sekundę, że Konfederacja wejdzie do Parlamentu Europejskiego. Start jej i Kukiza spowodował, że Kukiz ‘15 znalazł się na straconej pozycji. Frekwencja też była taka, jak należało się spodziewać po wyborach do sejmików. Jedyne co zaskakuje to to, że poparcie dla PiS składa się z cyfr 4 i 5.

Co oznacza tak wysokie poparcie dla PiS? Z czego wynika?

Skala mobilizacji tych wyborców, którzy nie są zbyt zainteresowani polityką i którzy nie zawsze pojawiają się przy urnach była ponadstandardowo wysoka.

Oznacza to, że PiS trafił z tematami. Poczynając od „piątki” Kaczyńskiego. Tradycyjne medialne otoczenie opozycji przysporzyło jej więcej kłopotów niż pomogło. Epatowanie opinii publicznej tematami kulturowymi nie pomógł.

Nie pomógł też sobotni marsz równości w Gdańsku, w którym uczestniczyła prezydent Aleksandra Dulkiewicz i Magdalena Adamowicz.

Oczywiście, że nie. Koalicja Europejska nie była złym pomysłem politycznym. Miała w sobie jądro racjonalności polegające na tym, że liberalny wielkomiejski elektorat jest zmobilizowany. Absencja Donalda Tuska miała sugerować, że jest to nowa jakość. Radykalny obyczajowy przekaz i nadanie mu twarzy Donalda Tuska okazał się samobójstwem. Przyznam, że obserwowałem to z rosnącym zdumieniem. Nie wiem jak w sprofesjonalizowanej polityce można działać w tak niespójny sposób. To tworzy nową sytuację przed jesiennymi wyborami. Obecną władzę PiS oprócz udanych kampanii, zawdzięcza także szczęśliwemu zbiegowi okoliczności w postaci Nowoczesnej odbierającej wyborców PO oraz 8 proc. progiem, które sobie SLD na własne życzenie zafundowało. Teraz po raz pierwszy PiS może liczyć na to, że bez szczęśliwych zbiegów okoliczności będzie miał stabilną większość. Jeżeli przy tak wysokiej frekwencji, a więc przy obecności wyborców mniej zdeterminowanych dostał tak dobry wynik, jesienią wyborców będzie jeszcze więcej przy urnach. Odsetek tych, którzy się wahają, a wahający się głosują per saldo właśnie na PiS, są dla tej partii wyjątkowo optymistyczne. Środowiska medialne związane z opozycją nieustannie suflują idee politycznie samobójcze dla ugrupowania, które chciałoby mieć większość w skali kraju.

Co ma pan na myśli mówiąc o samobójczych ideach? Promowanie LGBT?

Tak, to pierwsza kwestia. Ale chodzi mi o cały cykl zdarzeń. Oczywiście to wszystko zaczęło się od LGBT. W kwestiach kulturowych zakończyło się to tematem pedofilii. Po drodze były dwie wieże, czyli sprawa w której nie wiadomo do dziś o co chodziło. Kwestie obyczajowe większość wyborców uznaje za drugorzędne i zastępcze. Chce, żeby politycy zajmowali się polityką gospodarczą i społeczną. Sądzę, że świadomie Jarosław Kaczyński zaczął kampanię wyborczą od „piątki” skoncentrowanej na takiej tematyce. Prezes PiS nie doczekał się odpowiedzi na tym samym poziomie z drugiej strony. Przedstawianie się przez istotną część elit społecznych w roli ofiar strukturalnych niesprawiedliwości musiało trafiać w próżnię zwłaszcza wśród wyborców, którzy nie są a priori sympatykami którejś ze stron. Aktorzy w roli twarzy opozycji i radykalny przekaz. Ludzie wpływowi zamożni przedstawiają się jako ofiary. To nie mogło się udać (śmiech). Tak się nie uprawia polityki. Zwłaszcza, że elektorat liberalny należy do strukturalnie zadowolonych. Kolejna rzecz, która jest poważniejszą sprawa, to kwestia środków decyzyjnych. W przypadku PiS to jest jasne. Statutowe gremia PiS są statutowym podmiotem, który podejmuje najważniejsze decyzje. Tymczasem wśród opozycji mamy kierownictwo PO i całej KE, środowisko Tuska, elity opiniotwórcze a czwartym elementem tego kierownictwa jest Biedroń. To również odróżniało od siebie PiS i KE. Kiedy powstawał ruch Biedronia przewidywałem, że głównym beneficjentem sytuacji stanie się PiS. Ale wyborów do PE nawet głosami Biedronia Koalicja by nie wygrała. Prawdopodobnie przekroczyłaby 40 proc. co w obecnej sytuacji wyglądałoby zupełnie inaczej niż dystans dzielący KE od PiS.

Co pan sądzi o wynikach mniejszych partii? To już koniec Kukiz ‘15 i PSL?

Żałobne nuty towarzyszą dużej ilości podmiotów w tych wyborach. Wynik PSL nie jest dla nich problemem, bo wygląda na to, że ludowcy zdobędą trzy mandaty. Największym problemem PSL jest to, że 70 proc. osób na wsi głosowało na PiS. W sytuacji kiedy PiS rządzi w ośmiu sejmikach olbrzymia część niższych struktur PSL zacznie się wahać na kogo zagłosować w wyborach samorządowych. PSL może nie przebić się przez wysoką frekwencję jesienią. KE powinna przyciągnąć teraz Biedronia. Jeżeli to zrobi, obecność PSL w KE traci rację bytu. Ludowcy mówiąc, że projekt KE zakończył się po zamknięciu lokali wyborczych podobijają stawkę. Robią to, bo widzą sukcesy swojego partnera z SLD. SLD jako jedyny podmiot opozycji może wygodnie rozsiąść się w fotelach i powiedzieć, że zrobił dobry biznes. SLD samodzielnie pięciu mandatów by nie zdobyło. PSL nie zajmuje czołowej lokaty na liście przegranych. To miejsce zajmuje Kukiz ‘15 dla którego to już jest koniec. Może on pójść drogą duetu Ziobro i Gowina i zostać przystawką PiS. Może próbować też budować młodzieżowy ruch z wyrazistą prawicą. Sądząc jednak po geografii poparcia dla Konfederacji raczej musiałby być to ruch libertariański i korwinistyczny niż narodowo-konserwatywny. Kolejne miejsce wśród przegranych zajmuje Biedroń. KE może być nie zainteresowana trwałym mariażem z nim, bo tematyka kulturowa nie przyniosła efektów.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ