Prof. Ryba: Wybory były plebiscytem w sprawie rewolucji obyczajowej i indoktrynowania Polaków ideologią LGBT

flaga_homo_lgbt_gay-400x0.jpeg

Ze względu na sposób prowadzenia kampanii i podnoszenie kwestii ideologicznych wybory były plebiscytem za czy przeciw rewolucji obyczajowej. To był także opowiedzenie się za i przeciw indoktrynacji ideologii LGBT. Było to niezwykle istotne z punktu widzenia przyszłości Polski

— mówi portalowi wPolityce.pl prof. Mieczysław Ryba, wiceprzewodniczący Sejmiku Województwa Lubelskiego z ramienia PiS.

wPolityce.pl: Jaki najważniejsze wnioski nasuwają się panu po wyborach do Parlamentu Europejskiego?

Prof. Mieczysław Ryba: Wybory miały wymiar gry partyjnej. Wszystko było sprofilowane na jesienne wybory parlamentarne. Ze względu na sposób prowadzenia kampanii i podnoszenie kwestii ideologicznych wybory były plebiscytem za czy przeciw rewolucji obyczajowej. To był także opowiedzenie się za i przeciw indoktrynacji ideologii LGBT. Było to niezwykle istotne z punktu widzenia przyszłości Polski. Przypomnijmy kampanijne momenty jak wykład Tuska i Jażdżewskiego. Film Sekielskich, a w szczególności wykorzystanie tego filmu. Demonstracje LGBT z antyreligijnym i obrazoburczym przekazem.

Albo wręcz satanistycznym co było szczególnie widoczne na sobotnim Marszu Równości w Gdańsku, w którym uczestniczyła prezydent Aleksandra Dulkiewicz.

Można to i tak nazwać. Jeżeli to wszystko zsumujemy z gigantycznym uderzeniem w duchowieństwo i zaangażowaniem Timmermansa to jak już zwróciłem uwagę te wybory były plebiscytem za czy przeciw rewolucji kulturowej. I jest to wymiar o wiele bardziej długofalowy i doniosły niż fakt nadzwyczaj wysokiego zwycięstwa prawicy. Ta olbrzymia mobilizacja prawicowego elektoratu nie byłaby możliwa gdyby nie atak ideologiczny, który został zaprojektowany w toku kampanii wyborczej. Druga rzecz to ogromna słabość opozycji.

Co jest jej największą słabością?

Opozycja została zjednoczona wyłącznie pod sztandarem złowrogiej ideologii. W  sensie pozytywnym nie ma nic oprócz antyPiSu. PiS ze swoimi ogromnymi osiągnięciami w dziedzinie gospodarczej musiał te wybory wygrać. Był po prostu skazany na zwycięstwo. Dodatkowo w wyniku ataku ideologicznego zmobilizowano prawicowy elektorat. Zwycięstwo PiS było niespodziewane dla obozu totalnej opozycji. Myślano, że wybory samorządowe, które przecież inaczej wyglądały, przełożą się na wybory do PE. Wybory samorządowe rządziły się inną logiką.

Jaką?

Opozycja wykorzystała pewną słabość prawicy. Polegającą na braku lokalnych liderach samorządowych w dużych miastach oraz personalnej słabości prawicy na poziomie decyzyjnym. Jeżeli mamy spór o Polskę, mamy odwrotną proporcję. Wszystko to co PiS zrobił przez cztery lata została wykorzystane.

PSL zdobył trzy mandaty i w sumie utrzymał swój stan posiadania w PE, ale 70 proc. wyborców na wsi głosowało na PiS.

Zysk PSL jest czysto personalny, szczególnie dla osób, które uzyskały czy utrzymały swoje mandaty. Jeżeli jednak mówimy o PSL jako o partii, która chce bazować trwale na konkretnym elektoracie społecznym to mamy do czynienia z gigantyczną klęską PSL. Ludowcy stracili na wsi praktycznie wszystko. Ci kandydaci PSL i SLD, którzy się dostali do PE bazowali głównie na wyborcach Platformy. Tym wyborcom wtłaczano projekt Koalicja Europejska. Wyborcy nie zwracali więc uwagi kto jest z jakiej partii. Pan Hetman z PSL wygrywał w niektórych komisjach wyborczych w Lublinie. W Lublinie elektorat PSL jest mały, wyniki wskazują, że głosowali na niego wyborcy PO. PSL wypłukał się z elektoratu wiejskiego i znalazł się na rozdrożu. Nie chodzi o to co zrobić z karierą pana Hetmana, pana Jarubasa czy pana Kalinowskiego, bo to są ich osobiste kariery. Najważniejsze pytanie dla PSL brzmi: co zrobić z utraconym kapitałem politycznym.

Przedstawiciele PSL twierdzą, że Koalicja Europejska zakończyła się w momencie zamknięcia lokali wyborczych. Może tak być ale może to być też podbijanie stawki przed jesiennymi wyborami parlamentarnymi.

Sam szef Władysław Kosiniak-Kamysz może podbijać stawkę licytując wysokie miejsca na jesiennych wspólnych listach wyborczych. Tylko pojawia się pytanie czy przy tak słabym wyniku ludowców, PO zdecyduje się równie hojnie rozdawać frukty jak rozdawała je w tych wyborach politykom SLD i PSL? Zastanawiam się czy nie nastąpi bunt wewnątrzpartyjny i czy politycy PO nie powiedzą, że nie może to dziać się ich kosztem. Po co ponosić koszta przegranej sprawy? Dlaczego mają płacić wysokimi miejscami na listach wyborczych za nic? Gdyby Koalicja zwyciężyła to można dzielić się sukcesem. Ale wszystko wskazuje na to, że jeżeli nie wydarzy się trzęsienie ziemi jesienią również zwycięży PiS. W Koalicji Europejskiej zaczną się również wewnętrzne konflikty dotyczące tego czy liderzy się sprawdzili. Przed nami kilka miesięcy bardzo ostrych sporów wewnątrz opozycji. Jeżeli PiS nie popełni żadnego znaczącego błędu, przed nim otwarta droga do utrzymania władzy jesienią.

Największy problem ma Kukiz ‘15. To już koniec tej formacji?

Kukiz miałby większy problem gdyby Konfederacja weszła do PE. Ma jednak jeszcze pewne pole manewru. Gdybyśmy zsumowali głosy K’15 i Konfederacji to znacząco przekraczają próg wyborczy. Myślę, że jeszcze różne będą projekty i pomysły, żeby to wszystko reanimować. Kukiz ‘15 uznał, że nie będzie popierał subwencji państwowych. To okazało się błędem. Obecnie kampanie wyborcze są profesjonalnie prowadzone. Na to potrzeba dużych środków finansowych. Tego prawdopodobnie brakło, żeby przebić się z przekazem. Kukiz ‘15 też wszedł w spór o ustawę 447. Przedstawili nawet swój projekt ustawy. Zrobić coś dobrze to jedno, ale czymś innym jest dobrze to sprzedać.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ