Niemiecka prasa przerażona wygraną PiS w wyborach: W Polsce ma miejsce atak na demokrację. To kraj Kaczyńskiego

Jarosław Kaczyński / twitter.com/pisorgpl

Wygląda na to, że niemieckie media tkwią w przeświadczeniu, że najlepiej wiedzą, co dzieje się w Polsce. Niemieckim publicystom i dziennikarzom nie bardzo chce się sprawdzić u źródła, jak się sprawy mają, dlatego też mamy potem takie kwiatki jak łamanie praworządności i „zamach na demokrację”. Nie inaczej jest w przypadku tygodnika „Die Zeit”, na którego łamach Ulrich Kroeckel stwierdził, że w Polsce ma miejsce atak na demokrację, a Jarosław Kaczyński chce pełnej władzy w Polsce, i to na długo.

Co było przyczyną wyciągnięcia takich wniosków? Zdaniem Krocekela, Jarosław Kaczyński swoje ambicje „ujawnił” podczas wieczoru wyborczego.
Zamiast cieszyć się z sukcesu swojej prawicowo-narodowej partii, która zdobyła o osiem punktów procentowych więcej niż w ostatnich wyborach parlamentarnych, Kaczyński wołał: To za mało, za mało, za mało

— dramatyzował publicysta, wyliczając, że PiS „rządzi Polską z absolutną większością”, bo ma „swojego premiera i prezydenta”. Nie zabrakło również utyskiwań na to, że rzekomo PiS „podporządkował sobie państwowe media oraz wymiar sprawiedliwości, przede wszystkim Trybunał Konstytucyjny”.

Nie bez powodu ten styl rządzenia uważany jest w Europie za atak na demokrację
— dramatyzował publicysta „Die Zeit”.

Dziennikarz próbował też wyjaśnić, co znaczyły słowa Jarosława Kaczyńskiego, który mówił podczas wieczoru wyborczego o „decydującej bitwie”.

Kaczyński chciał zasugerować, że wybory parlamentarne w październiku i prezydenckie na wiosną 2020 roku mogą być „ostatnimi wyborami tego rodzaju w Polsce”. To w żadnym wypadku nie oznacza, że PiS w przyszłości nie dopuści do wyborów. Wydaje się jednak, że Kaczyński zakłada, iż powtórka podwójnego zwycięstwa z 2015 roku postawi PiS w podobnej sytuacji jak prawicowo-narodowy Fidesz węgierskiego premiera Viktora Orbana, który od 2010 roku rządzi w Budapeszcie niezagrożony, a de facto w sposób autokratyczny
— przekonywał Krocekel.

Nie zabrakło także prób podsumowania kadencji rządu PiS. I tak możemy dowiedzieć się, że „PiS forsował szybką przebudowę państwa i społeczeństwa w kierunku całkowicie nowej, katolicko-narodowo-polskiej i nieliberalnej republiki”. Teraz partia Jarosława Kaczyńskiego chce dokończyć ten projekt, korzystając ze „strukturalnej słabości opozycji”.
W jego ocenie, wielu Polaków jest w stanie „przymknąć oko” na „ograniczenie demokratycznych wolności”, bo w zamian ma niższy wiek emerytalny, wyższe płaca, ograniczenia umówi śmieciowych i poprawę praw pracowników.
Jak pisze Kroeckel, sytuacja w Polsce do złudzenia przypomina sytuację na Węgrzech po zwycięstwie Orbana w 2010 roku.

PiS ma duże szanse na zwycięstwo w najbliższych wyborach parlamentarnych i prezydenckich. Jeżeli do tego dojdzie, Warszawa stanie się nie tylko drugim Budapesztem, co przepowiadał Kaczyński, lecz może ostatecznie stać się „inną republiką – krajem Kaczyńskiego

— oświadczył Kroeckel.
wpolityce.pl/dw.com

PODZIEL SIĘ