Wygląda na to, że Kosiniak-Kamysz postanowił zlikwidować PSL jako samodzielną formację polityczną

fot. youtube.com

Formalnie decyzja jeszcze nie zapadła, ale wywiady Władysława Kosiniaka-Kamysza nie zostawiają wielkich wątpliwości: serce ma nadal po stronie Koalicji Europejskiej, a problemem jest przekonanie działaczy do kontynuowania tego aliansu.

 

Prezes PSL broni się wskazując na trzy mandaty w Parlamencie Europejskim uzyskane przez jego formację w ramach KE oraz słaby wynik Adama Jarubasa w wyborach prezydenckich, kiedy zdecydowano się na samodzielny start w warunkach ostrej polaryzacji.

Bez nas każdy blok byłby formacją lewicową, a nie centrową

— to kluczowe zdanie z wywiadu dla „Wyborczej”. I czynnik, który w oczach Kosiniaka-Kamysza zdaje się gwarantować wyrwanie z każdej koalicji zadowalającej puli mandatów.

Być może, nie neguję. Tylko, że to myślenie ma bardzo krótki termin ważności. I jest analizą do której dochodzi się patrząc na politykę z perspektywy telewizyjnego studia TVN i szklanego wieżowca Agory, a nie tego, co jest trawą polityki.

Władysław Kosiniak-Kamysz to typowy miejski aktywista polityczny, który – tak mi to wygląda – wieś i prowincje zna chyba z opowieści medialnych. I nie rozumie, że sojusz w jakim stanął w ramach Koalicji Europejskiej, oznacza koniec słynnej „centrowości” PSL.

Ludzie nie są głupi: jeżeli w czasie przedwyborczego ataku na Kościół nie popłynął z szeregów ludowców głos sprzeciwu, to znaczy iż to autoryzowali. Jeśli ohydne profanacje Najświętszego Sakramentu podczas miejskiego marszu lewicy nie wzbudziły sprzeciwu samego Kosiniaka (choćby tweeta mógł wysłać), to znaczy, że jego wrażliwość bardzo się stępiła. Jeżeli nie pisnął nawet gdy do KE dołączały skrajne grupy feministyczne i prohomoseksualne, to najwidoczniej jest im z nimi po drodze.

Prawda jest taka, że obecny szef ludowców przesunął tę formację jednoznacznie na lewo i długie lata zajmie (jeśli będzie możliwe) powrót na poprzednie pozycje. Bo stempel wściekłego antyklerykalizmu z ostatnich miesięcy to nie jest coś, co da się po prostu zmyć. Co ważne, prawdziwa cena za udział w lewackim szaleństwie, za złamanie obietnicy „centrowości” o konserwatywnym posmaku, dopiero przed ludowcami, to dopiero do ludzi w pełni dociera.

Szyld PSL pewnie pozostanie i będzie funkcjonował w ramach jakiegoś sojuszu III RP, tak jak funkcjonuje SLD czy Unia Pracy. Kandydaci będą na listach i będą zdobywali jakieś mandaty. Ale Polskie Stronnictwo Ludowe rozumiane jako formacja zakorzeniona na wsi, samodzielna, zdolna do manewru politycznego, wyraźnie odchodzi do przeszłości.

I żadne pochwały ze strony „Wyborczej” czy TVN tych strat nie uzupełnią.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ