Karnowski: Wygląda na to, że Ktoś postanowił rozwiązać “problem polski” raz na zawsze. Najpierw uderzenie w kulturowe fundamenty, teraz plan rozbicia kraju

Patrząc na chłodno, można dojść do wniosku, że Ktoś (znacznie ważniejszy niż nasze krajowe kukiełki) postanowił rozwiązać wreszcie „problem polski”, postanowił zrobić porządek z Polską i Polakami. Taki porządek, który rozwiąże problem tego niepokornego narodu na długo, może na zawsze. Nie pierwsza to zresztą taka próba.

Najpierw mieliśmy uderzenie w sam fundament narodowy, czyli w naszą tożsamość, naszą wiarę, nasze święte ikony. To miało nas pchnąć na drogę kraju postchrześcijańskiego, bezbronnego wobec wielu zagrożeń, łatwego do manipulacji, ustępującego wobec presji w sprawach nakręcanych globalnie, np. agenda LGBT czy masowa imigracja z krajów muzułmańskich.

Teraz mamy wciągnięcie na sztandary przez główną partię opozycyjną planu rozbicia dzielnicowego Polski. Planu, który sprowadzi Polskę do rolę jakiejś przestrzeni, pozbawionej silnej władzy, niezdolnej do choćby ułomnej podmiotowości. Bo przecież to, co ujawniono, to coś więcej niż federalizm – to niemal wprost nawiązanie do elementów ustrojowych I Rzeczypospolitej, choć w wersji parodystycznej. Skutek byłby ten sam: niezdolność do jakichkolwiek reform, niezdolność do reakcji na zagrożenia, na końcu pełne podporządkowanie się sąsiadom.

Polacy ten plan pokrzyżowali, opowiadając się w majowych wyborach za trwaniem polskiej cywilizacji, i wysyłając jasny sygnał, że raczej nie są zainteresowani polityczną rewolucją w kraju. Ale to jest wciąż tylko „raczej”, wszystko rozstrzygnie się jesienią.

Sytuacja jest bardzo dramatyczna, bo tym razem stawką wydaje się być nie tylko powrót do neokolonializmu, ale także samo trwanie Polski w takiej formie, która czyni z niej realny byt państwowy.

I jeszcze jedno: uruchomienie tego scenariusza właśnie teraz nie jest przypadkiem. Nie chodzi tylko o wybory; chodzi także o to, że jeszcze parę lat i Polska będzie już w innej lidze, może nawet w światowej ekstraklasie. Wielu tego bardzo nie chce.

autor: Jacek Karnowski

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ