Niemiecka historyk i blogerka bardzo chciała być ofiarą. Wymyśliła sobie więc żydowską rodzinę zamordowaną w Auschwitz i stała się gwiazdą mediów

Niemieckie media wciąż nie otrząsnęły się po aferze wokół byłego już dziennikarza tygodnika „Der Spiegel” Claasa Relotiusa. W grudniu 2018 r. wyszło na jaw, że Relotius, wielokrotnie nagradzana gwiazda reportażu kłamał, zmyślał, a niektóre jego artykuły były nawet czystą fikcją. Beletrystyką, sprzedawaną jako prawda. A teraz wybuchła kolejna afera. Mieszkająca w Dublinie niemiecka historyk i blogerka 31-letnia Marie Sophie Hingst stała się gwiazdą mediów po tym jak na swoim blogu pdt. „Read on my dear, read on”, opisała wstrząsającą historię swojej rodziny, która miała zginąć w Auschwitz oraz chwaliła się , że w ramach pamięci dla zamordowanych krewnych pomaga teraz uchodźcom. Tyle, że to wszystko nieprawda.

Hingst urodziła się bowiem w Stralsundzie w protestanckiej rodzinie, i studiowała w Lyonie, Berlinie oraz Los Angeles historię zanim osiadła w 2013 r. w Irlandii. Tam pracuje dziś dla dużej firmy IT. Hingst złożyła nawet w Yad Vashem 22 świadectwa pięciu żydowskich rodzin, które w tej formie nie istniały. Ze wszystkich zgłoszonych osób żyły tylko trzy. Pozostałe są czystą fikcją. A dziadek historyk, który miał zginąć w Auschwitz nie miał żydowskiego pochodzenia. Był protestanckim pastorem, a jego żona – dentystką. Po co Hingst wymyśliła sobie żydowskie korzenie nikt nie wie, ale faktem jest, że zapewniło jej to szeroki medialny rozgłos oraz strumień nagród.

W 2017 roku niemieckie stowarzyszenie Die Goldenen Blogger przyznało jej prestiżową nagrodę „bloga roku” w języku niemieckim. Rok później otrzymała nagrodę dziennika „Financial Times” pdt. „The Future of Europe” (Przyszłość Europy) za najlepszy essay. Gdy odbierała nagrodę wygłosiła długie przemówienie o cierpieniach swojej żydowskiej rodziny i konieczności pomagania uchodźcom, którzy „lądują u wybrzeży Europy”. Zebrała za to owacje na stojąco. Przy innych okazjach opowiadała o swojej żydowskiej babci oraz o szpitalu, który rzekomo w wieku 19 lat założyła w Nowym Delhi, i gdzie miała oferować młodym mężczyznom porady seksualne. Podobne porady miała w 2016 r. udzielać syryjskim uchodźcom w Niemczech, o czym chętnie i ochoczo mówiła w niemieckich mediach.

A te równie często i ochoczo ją zapraszały. Jak pisze tygodnik „Der Spiegel” Hingst wygłaszała swoje kłamstwa w mediach publicznych – „Suedwestrundfunk” (SWR), w „Bayrischer Rundfunk” (BR), w gazetach „Zeit Online” oraz radiu „Deutschlandfunk Nova”. „Wszyscy teraz gorączkowo sprawdzają wywiady, których im udzieliła” – twierdzi „Spiegel”. Oraz zastanawiają się, jak mogli nabrać się na kłamliwe opowieści młodej historyk. Odpowiedź jest prosta i ta sama jak w przypadku Claasa Relotiusa: dostarczała dokładnie to co potrzeba by zrobić karierę w niemieckim medialnym mainstreamie. Ckliwe historie o dobrych imigrantach, prawdziwe wyciskacze łez o blaskach „Willkommenskultur” i złych ludziach, którzy nie chcą otwartych granic i uprawiają rasizm oraz ksenofobię, tworząc krzywą analogię między cierpieniami zamordowanych w Holokauście żydów a losem imigrantów a Afryki i Bliskiego Wschodu. Dlatego nikt tych historyjek nie kwestionował, i to mimo iż szereg historyków wskazywało na nieścisłości w jej opowieściach o rodzinie.

O dziwo Hingst przyjęła podobną strategię obrony jak Relotius. Twierdzi, że artykuły na jej blogu to nie dziennikarstwo, ale literacka fikcja, wyraz jej osobistej twórczej wolności. W rzeczywistości Hingst po prostu zrozumiała jak funkcjonuje współczesna kultura. A jest to kultura „ofiar”. Jak piszą amerykańscy socjologowie Bradley Campbell i Jason Manning w swojej książce „Wzrost kultury ofiar: mikroagresje, bezpieczne przestrzenie i Nowe Wojny Kulturowe” z 2018 r. w dzisiejszym świecie najwyższy moralny status jest przypisywany ofiarom. Rasizmu, ksenofobii, antysemityzmu, homofobii, czy islamofobii co doprowadziło do powstania różnych kategorii grup tożsamościowych, które konkurują ze sobą o uwagę, status i, ostatecznie, finansową pomoc. Oraz o to, kto jest bardziej obrażany (offended). W takim klimacie łatwo o medialną karierę , gdy ma się rodzinę złożoną z ofiar Holokaustu a jednoczesnie pomaga się pokrzywdzonym imigrantom

autor: Aleksandra Rybińska

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ