Szef BBN: Nawet jeżeli nic nie będziemy robić, Rosjanie i tak będą rozszerzać agresywny potencjał militarny

Musimy cofnąć się do 2014 r. i początku 2015 r. i przypomnieć sobie, co się wtedy działo. Nie było wysuniętej obecności NATO w Polsce, a Rosjanie i tak budowali swój agresywny potencjał np. w Okręgu Kaliningradzkim. Pewne elementy rosyjskiego potencjału pojawiły się na Białorusi. Zagrażali Ukrainie, łamali traktat INF i prowadzili ofensywne działania nie tylko pod kątem rozbudowy swych sił

— mówi portalowi wPolityce.pl Paweł Soloch, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego.

wPolityce.pl: Panie ministrze, po co Polska kupuje myśliwce F-35? Może lepiej kupić jakieś inne samoloty?

Paweł Soloch, szef BBN: F-35 to samoloty najnowszej generacji. Dzięki nim znajdziemy się w elitarnym klubie, w którym są państwa liczące się militarnie. Samoloty będą mogły współpracować m.in. z wyrzutniami Himars, które kupiliśmy na początku 2019 r. czy posiadanymi już przez nas samolotami F-16. Oczywiście z naszej strony będzie to wymagało wzmożonego wysiłku. F-35 są częścią całego systemu, który także musimy zbudować. Aby ten program nabrał dynamiki należy rozważyć propozycję, którą po spotkaniu z ministrem obrony narodowej złożył prezydent. Chodzi o rozważenie, aby program F-35 uczynić programem rządowym, jak było w przypadku programu F-16. Dzięki temu ministerstwo obrony miałoby więcej pieniędzy na inne potrzeby związane z modernizacją polskiej armii.

Co ma zawierać system związany z samolotami F-35?

Zaplecze logistyczne, szkoleniowe, infrastrukturę lotniskową, nowoczesne systemy dowodzenia, rozpoznania, naprowadzania i kierowania ogniem. Chociaż nasze pragnienie posiadania F-35 wybrzmiało wcześniej, teraz mocnym impulsem było spotkanie prezydentów Polski i USA. Ładnym tego symbolem był pokaz tych myśliwców w  zamkniętej na co dzień przestrzeni powietrznej nad Białym Domem. Jeżeli chodzi o szczegóły techniczne jesteśmy zainteresowani, żeby korzystać z pełnego spektrum możliwości, jakie ma ten samolot. Wtedy jego zakup i wydanie niemałych pieniędzy będzie miało sens.

Ile to będzie nas kosztowało?

Poczekajmy na wyniki rozmów. Szczegóły i ciężar tych rozmów spoczywa na MON. Padają liczby różne liczby, 80-90 milionów dolarów za sztukę. Natomiast trzeba liczyć wspomniane kwestię szkolenia, infrastruktury towarzyszącej, przygotowania lotnisk oraz systemu, który pozwoli skorelować F-35 z resztą naszych sił zbrojnych. Poczekajmy jeszcze jakiś czas, żeby poznać konkretne kwoty. Myślę, że padną one z ust przedstawiciela MON, ponieważ resort obrony jest na pierwszej linii technicznych negocjacji.

Belgia zapłaciła za 34 samoloty F-35 równowartość 17 miliardów złotych. Zapłacimy więcej czy mniej niż Belgia?

Na tym etapie nie jestem w stanie panu odpowiedzieć na to pytanie. Poczekajmy na oficjalne komunikaty MON.

Co jest jeszcze istotnego w porozumieniu militarnym Polski z USA poza myśliwcami F-35 i związanym z nim systemem?

Sama deklaracja i jej zawartość merytoryczna jest dużym sukcesem i warto przypomnieć, że ważnym impulsem do jej powstania była wrześniowa wizyta prezydenta Andrzeja Dudy w Waszyngtonie

W jej treści istotne jest stwierdzenie o trwałej, chociaż rotacyjnej obecności wojsk amerykańskich w Polsce. To ważne chociażby w kontekście dyskusji o sposobach planowania wydatków przez Stany Zjednoczone przeznaczonych na obecność wojsk zagranicą. Ponadto prezydenci w deklaracji wyrazili oczekiwanie dalszego zacieśniania współpracy obronnej Polski i USA.

W preambule deklaracji oba państwa potwierdziły wobec NATO zobowiązania wynikające z art. 3 i 5 Traktatu Północnoatlantyckiego, jako podstawy wzajemnych relacji obronnych. To zaprzecza oskarżeniom przeciwników wzmacniania obecności USA w Polsce i w Europie, którzy podnoszą, że jest to porozumienie ignorujące wspólnotę interesów pozostałych europejskich sojuszników. To także narracja przedstawiana przez Rosję. Zwiększona obecność wojsk USA jest w interesie całej Europy i jest elementem polityki NATO.

Za duży sukces należy uznać także powstanie wysuniętego dowództwa dywizyjnego, które będzie mogło dowodzić znacznymi siłami USA na wschodniej flance. Mocno o to zabiegaliśmy. Ważne jest stworzenie centrum szkolenia bojowego, bazy bezzałogowych statków powietrznych, przerzutowej bazy lotniczej czy magazynów dla sprzętu i uzbrojenia, czy jednostek wsparcia operacji sił specjalnych.

Zwiększenie obecności amerykańskiej o tysiąc żołnierzy nie byłoby tak znaczące, gdyby nie powyższe elementy, które tworzą całość. Wszystko to sprawia, że Polska staje się dziś państwem, które błyskawicznie może przyjąć znaczące sojusznicze siły wsparcia w razie zagrożenia, a także staje się realnym hubem obecności sił USA dla całego regionu Morza Bałtyckiego sięgając dalej na południe w kierunku Rumunii.

Czyli obejmuje obszar większy niż Trójmorze.

Przede tzw. dziewiątki bukaresztańskiej, zrzeszającej państwa wschodniej flanki NATO. Polsko-amerykańska deklaracja przyjmowana jest z satysfakcją, jako realnie zwiększająca bezpieczeństwo regionu.

Rosyjskie media straszą reakcją Moskwy na polsko-amerykańskie porozumienie. Jakiej reakcji możemy się spodziewać?

Musimy cofnąć się do 2014 r. i początku 2015 r. i przypomnieć sobie, co się wtedy działo. Nie było wysuniętej obecności NATO w Polsce, a Rosjanie i tak budowali swój agresywny potencjał np. w Okręgu Kaliningradzkim. Pewne elementy rosyjskiego potencjału pojawiły się na Białorusi. Zagrażali Ukrainie, łamali traktat INF i prowadzili ofensywne działania nie tylko pod kątem rozbudowy swych sił. Bez względu na to, czy Amerykanie byliby obecni w Polsce czy nie, Rosjanie i tak by rozszerzali swój potencjał militarny o charakterze agresywnym.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ