Płażyński: Okładka tygodnika “Sieci” jest bolesna. Ale trzeba o tym rozmawiać, nawet jeśli ta rozmowa ma być trudna

Ta okładka jest dla mnie, gdańszczanina, bolesna. Ale o bardzo dziwnych zachowaniach władz miasta trzeba wreszcie głośno rozmawiać, nawet, jeśli ta rozmowa ma być trudna – powiedział w rozmowie z portalem wPolityce.pl Kacper Płażyński, Przewodniczący Klubu Radnych Prawa i Sprawiedliwości w Radzie Miasta Gdańska.

W nowym numerze „Sieci” ukazuje się wstrząsający reportaż: Dlaczego opozycja kultywuje tradycję Wolnego Miasta Gdańska? Dlaczego tak mało tam troski o polskość? Marek Pyza, Andrzej R. Potocki i Marcin Wikło w artykule „Wojna Gdańska z Polską” piszą o przedziwnym stosunku Gdańska i jego władz do polskości, wolności i obecnego rządu.

 

To co polskie w Gdańsku nie jest pielęgnowane. Najlepiej obrazuje to przykład Westerplatte, miejsca chwały naszych żołnierzy. Za to niemieckość widać na każdym kroku, a już kompletnie niewytłumaczalna jest determinacja, z jaką lokalne władze odwołują się do tradycji Wolnego Miasta, z którego polskość była brutalnie rugowana – piszą Marek Pyza, Andrzej R. Potocki i Marcin Wikło w najnowszym numerze tygodnika „Sieci”.

 

O komentarz poprosiliśmy Kacpra Płażyńskiego, gdańszczanina i Przewodniczącego Klubu Radnych Prawa i Sprawiedliwości w Radzie Miasta Gdańska.

Ta okładka jest dla mnie, gdańszczanina, bolesna. Ale o bardzo dziwnych zachowaniach władz miasta trzeba wreszcie głośno rozmawiać, nawet, jeśli ta rozmowa ma być trudna. Oczywiście mieszkańcy Gdańska nie chcą odłączenia miasta od Polski. 99 proc mieszkańców to Polacy kochający Ojczyznę. Tym bardziej może dziwić polityka prowadzona od lat przez włodarzy Gdańska

— powiedział Kacper Płażyński.

Faktycznie jest tak, że władze Gdańska (jeszcze śp. prezydent Paweł Adamowicz) w niezrozumiały dla mnie sposób odwołują się do tradycji Wolnego Miasta Gdańska. To są konkretne działania władz miasta, jak utworzenie ronda Wolnego Miasta Gdańska, malowanie tramwajów w jego barwy, czy też uhonorowanie byłego SS-mana i członka NSDAP Guentera Grassa, który „poetą wielkim był”, ale niekoniecznie powinniśmy ludzi, którzy przyczynili się do zniewolenia Rzeczypospolitej, honorować w jej granicach

— mówił.

W tekście okładkowym tygodnika „Sieci” sporo uwagi poświęcono Westerplatte i sporze, jakie władze Gdańska prowadzą z rządzącymi. Nasz rozmówca podkreślał, że temat ten nie został wywołany w ostatnim czasie.

Stan obecny jest konsekwencją bierności władz Gdańska w ostatnich 20-30 latach. Tutaj znowu pojawiają się bardzo dziwne formy retoryczne w wykonaniu pani prezydent Dulkiewicz, która chociażby na sesji rady miasta mówiła o tym, że to „opresyjne państwo PiS chce odebrać Gdańskowi Westerplatte”. Wczoraj jej zastępca, pan Piotr Kowalczuk, razem z Obywatelami RP protestował na Westerplatte przeciwko ustawie mającej na celu wybudowanie w tym miejscu muzeum, które miałoby  przywrócić Westerplatte należytą rangę i umieścić je w należnym miejscu w świadomości nie tylko polskiego społeczeństwa ale i całego świata. Tymczasem wspomniany zastępca prezydent miasta występował na tle transparentów głoszących, że „Gdańsk nie odda Westerplatte”. Gdy wrócimy do 1939 roku, to jednak kontekst historyczny jest wyraźny, to właśnie z Gdańska rządzonej przez NSDAP wyruszyły oddziały niemieckie, które miały zniszczyć tę polską placówkę. Takie są fakty

— podkreślał gdański radny.

Naszego rozmówcę zapytaliśmy również o politykę „niezależności” władz miasta.

Niestety od wygranych przez PiS wyborów w 2015 roku elity polityczne Gdańska przyjęły sobie za swoisty obowiązek walczyć z demokratycznie wybranymi polskimi władzami. To nie służy ani Rzeczypospolitej, ani Gdańskowi. To tym bardziej groźne i niepotrzebne, że przy okazji konfliktu próbuje się zmieniać historię. Nie tylko ja zauważam przecież, że mamy coraz więcej wypowiedzi, w których relatywizuje się historię, ucieka od słowa Niemcy i prostego stwierdzenia, że to Niemcy wywołały II wojnę światową

— stwierdził, przypominając słowa wiceprezydenta Piotra Grzelaka o „złym słowie Polaka przeciwko innemu narodowi”.

To są rzeczy, które w kraju i mieście, dotkniętymi trudną historią zderzenia się z niemieckim totalitaryzmem, skutkować powinny automatyczną dymisją. Tymczasem w Gdańsku nic takiego się nie dzieje, a wiceprezydent Grzelak nie otrzymuje nawet żadnej słownej reprymendy ze strony swojej zwierzchniczki. Trudno się dziwić, że padają pytania o lojalność tej ekipy wobec polskiego państwa

— skomentował w rozmowie z portalem wPolityce.pl Kacper Płażyński.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ